[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Na widok Aielów po obliczu Tamaprzemknął cień, znak że rozpoznał ich.Krótko przypatrywał się im z namysłem, a potem przeniósł wzrok na Perrina458 i wówczas jego zaskoczenie stało się równie wielkie, jak wtedy, gdy zobaczyłLoiala.Tam był krępym mężczyzną o szerokiej piersi i pomimo włosów całkiemjuż prawie siwych wciąż wyglądał na kogoś, kogo chyba tylko trzęsienie ziemipotrafiłoby powalić na kolana, a nawet i ono nie starczyłoby, żeby stracił głowę. Perrin, chłopcze!  zawołał. Czy Rand jest z tobą? A co z Matem?  zapytał skwapliwie Abell.Z wyglądu do złudzeniaprzypominał postarzałego, siwiejącego Mata, tylko jego oczy patrzyły znaczniepoważniej.Człowiek, który nie utył zanadto wraz z upływem lat, poruszający sięnadal szybkim i zwinnym krokiem. Mają się dobrze  zapewnił ich Ferrin. Są w Azie.Kątem oka pochwycił spojrzenie Verin; doskonale wiedziała, co dla Randaoznaczała Aza.Alanna natomiast ledwie zdawała się słyszeć wypowiadane słowa. Przyjechaliby ze mną, ale nie wiedzieliśmy, iż rzeczy mają się tutaj aż takzle. Jedno i drugie było prawdą, tego był pewien. Mat spędza czas na grzew kości, w które zazwyczaj wygrywa, i całowaniu się z dziewczętami.Rand.Cóż, ostatnim razem, kiedy widziałem Randa, miał na sobie strojny kaftan, a u bo-ku złotowłosą piękność. To podobne do mojego Mata  zachichotał Abell. Być może dobrze się stało, że nie przyjechali  powiedział powoli Tam. Biorąc pod uwagę te trolloki.A Białe Płaszcze. Wzruszył ramionami. Wiesz, że trolloki wróciły?  Perrin przytaknął. Czy tamta Aes Sedaimówiła prawdę? Moiraine.Czy oni wówczas, tamtej Zimowej Nocy, przyszli powas, po trzech chłopców? Dowiedziałeś się może dlaczego?Brązowa siostra rzuciła Perrinowi ostrzegawcze spojrzenie.Alanna zdawałasię całkowicie pochłonięta przeglądaniem swoich toreb podróżnych, ale podejrze-wał, że mimo to z pewnością uważnie słucha.Jednak nie dlatego się zawahał.Poprostu nie było sposobu, by zwyczajnie spojrzeć mu w oczy i powiedzieć Tamowi,że jego syn potrafi przenosić, że Rand jest Smokiem Odrodzonym.Jak w ogólemożna komuś coś takiego powiedzieć? Zamiast prawdy wyrzucił z siebie tylko: Będziesz musiał zapytać Moiraine.Aes Sedai nie mówią więcej, niż uznająza stosowne. Zauważyłem  powiedział sucho Tam.Obie Aes Sedai bez najmniejszych wątpliwości uważnie przysłuchiwały sięjego słowom i teraz już żadna nie udawała, iż jest inaczej.Alanna spod wygiętychw lodowaty łuk brwi spoglądała na Tama, Abell zaś nerwowo przebierał nogami,jakby sądził, że Tam wystawia na niebezpieczną próbę swoje szczęście.Jednako-woż potrzeba było czegoś więcej nizli spojrzenia, by onieśmielić Tama al Thora. Czy możemy porozmawiać na zewnątrz?  Perrin zwrócił się do męż-czyzn z pytaniem. Chciałbym odetchnąć świeżym powietrzem.W istocie chciał porozmawiać bez podsłuchujących i obserwujących go AesSedai, ale nie mógł przecież tego na głos powiedzieć.459 Tam i Abell zgodzili się, przypuszczalnie im również ciążyły badawcze spoj-rzenia Verin i Alarmy, ale najpierw zajęli się sprawą królików, które wręczyliZielonej siostrze. Mieliśmy zamiar zatrzymać dwa dla siebie  powiedział Abell  ale zdajesię, że przybyło gąb do wykarmienia. Nie ma potrzeby, byście dzielili się z nami. Alanna powiedziała to takimtonem, jakby wcześniej już wielokrotnie mówiła te same słowa. Lubimy spłacać zaciągnięte długi  odrzekł jej Tam, podobnym tonemgłosu. Aes Sedai były na tyle miłe, że trochę nas uzdrowiły  dodał na uży-tek Perrina  a my nie chcemy nic na kredyt, na wypadek gdybyśmy ponownieznalezli się w potrzebie.Perrin pokiwał głową.Rozumiał, że można nie chcieć przyjmować podarun-ków od Aes Sedai. Dar Aes Sedai ma w sobie zawsze jakiś haczyk  głosiło stare powiedzenie.Cóż, on z pewnością zdążył się o tym przekonać.W istocie jednak nie miałoznaczenia, czy przyjmujesz prezent, czy za niego płacisz, Aes Sedai i tak zawszepotrafiły zastawić pułapkę.Verin patrzyła na niego z lekkim uśmiechem, jakbydoskonale rozumiała, jakie myśli właśnie przelatują mu przez głowę.Kiedy trójka mężczyzn ruszyła do wyjścia, zabierając ze sobą łuki, Faile pod-niosła się, by pójść za nimi.Perrin jednak spojrzał na nią i przecząco pokręciłgłową, a ku jego zdumieniu ona nie upierała się i posłusznie siadła z powrotem.Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest chora.Po krótkiej przerwie, podczas której Tam i Abell podziwiali Steppera i Jaskół-kę, odeszli kawałek dalej pod osłonę drzew.Słońce zachodziło już, wydłużały sięcienie.Starsi mężczyzni powiedzieli kilka żartów na temat jego brody, ale anisłowem nie wspomnieli o oczach.Dziwne, ale wcale się tym nie przejął [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum