[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy się tak nad tym zastanawiał, przedmiot tej rozmowy stał się.nieaktualny.Toni natychmiast to zauważyła.- Alex, ja tylko żartowałam.Poczuł się zażenowany.Chwycił mydło i gąbkę.- Odwróć się- powiedział.- Umyję ci plecy.- Alex.- Jestem naprawdę zmęczony - powiedział.- To był forsowny trening, nie jestem do tego przyzwyczajony.Muszę się wyspać.- Nie zabrzmiało to przekonywująco i wiedział, że ona o tym wie.Zaczął energicznie mydlić gąbkę, produkując gęstą pianę.Odwróciła się, a on wyszorował jej plecy.Może trochę mocniej, niż należało.Coś się między nimi działo, coś, czego nie rozumiał.Nie podobało mu się to jednak.Toni nie ciągnęła tematu i bardzo mu to odpowiadało.Naprawdę nie chciał się w tej chwili wdawać w długą, emocjonalną dyskusję.Toni zasnęła kilka minut po wyjściu spod prysznica.On, mimo zmęczenia, czytał jeszcze przez godzinę, siedząc w fotelu.W końcu poszedł do łóżka, zgasił światło i spróbował zasnąć.Leżał tak prawie godzinę, aż w końcu musiał uznać, że na razie nie zaśnie.Był zbyt spięty, nie potrafił się odprężyć.Ostrożnie wstał z łóżka, poszedł do łazienki, naciągnął dżinsy, podkoszulek i sportowe buty.Z torby z kosmetykami wygrzebał swój taser i sprawdził stan naładowania.Ta niewielka bezprzewodowa broń, w której materiałem miotającym był sprężony gaz, wyrzucała parę naładowanych elektrycznie strzałek.Jeśli trafiły człowieka, nawet przez ubranie, natychmiast go obezwładniały, nie czyniąc mu poza tym żadnej krzywdy.Zasięg tasera wynosił zaledwie kilka metrów, ale w większości wypadków właśnie na taką odległość dochodziło do wymiany strzałów.„Trzy metry, trzy strzały, trzy sekundy”, jak się o takich sytuacjach mówiło w FBI.Jeśli facet był oddalony o pięćdziesiąt metrów i uciekał, co sił w nogach, nie stanowił już zagrożenia.Zbrojmistrz w Net Force powiedział mu wprawdzie, że ktoś opracował specjalną siatkową kamizelkę, chroniącą przed wstrząsem elektrycznym, aplikowanym przez taser, ale przecież kamizelka nie osłaniała całego ciała.Zawsze można było celować w nogi, albo w głowę.Poza tym, taser był łatwy w obsłudze.Miał celownik laserowy.Naprowadzało się maleńką czerwoną plamkę na cel, uwzględniając niewielki rozrzut strzałek i naciskało guzik.Strzałki trafiały w miejsce, wskazywane przez plamkę.Pod warunkiem, że odległość nie była zbyt duża.I że strzelającemu nie trzęsły się za bardzo ręce.Tylko raz użył tasera w sytuacji zagrożenia i urządzenie zadziałało, jak należy.Wsunął taser do tylnej kieszeni dżinsów, założył wiatrówkę, żeby ukryć wybrzuszenie i po cichu wyszedł z pokoju.Opuścił hotel tylnym wyjściem, okrążył budynek i ruszył w stronę głównego wejścia do miejsca, na którym zaparkowała szara Toyota.Toyota wciąż tam stała, a za kierownicą siedział jakiś facet, wydmuchując dym z cygara przez otwarte okno.Michaels czuł go z piętnastu metrów.Dyrektor Net Force okrążył samochód, korzystając z osłony przejeżdżającego autobusu, który wtłoczył z powrotem do Toyoty chmurę dymu z cygara.Facet w samochodzie odchylił głowę, chcąc uniknąć pędu powietrza.Michaels wyciągnął taser, podbiegł od strony kierowcy - w tym kraju była to prawa strona - przykucnął przy drzwiach i oparł broń o krawędź okna.- Cześć.Dobrze się bawisz?Chudy, łysiejący facet w wieku około trzydziestu pięciu lat omal nie połknął cygara.- Jezu Chryste! Proszę tego nie robić! O mało się nie zesrałem ze strachu!Akcent nie pozostawiał żadnych wątpliwości.Amerykanin, z Zachodu.Na fotelu pasażera leżał mały, płaski komputer, cyfrowa kamera i lornetka.Był tam jeszcze termos i przesiąknięta tłuszczem papierowa torba z resztkami frytek oraz smażonej ryby.A na podłodze stał spory słoik, na wypadek, gdyby natura upomniała się o swoje prawa.Jeśli Michaels miał jeszcze jakieś wątpliwości, to ten widok rozwiał je całkowicie.Facet z cygarem prowadził obserwację.- W porządku, stary, kim jesteś i dlaczego mnie śledzisz?- O czym pan, do diabła, mówi? Nie znam pana.- Słuchaj, możemy to załatwić po dobroci, albo inaczej.Odpowiesz mi, albo zawołam moich przyjaciół z brytyjskiego wywiadu i każę cię aresztować jako szpiega.Wrzucą cię do lochu tak głębokiego, że minie miesiąc, zanim słońce przedrze się tam przez mgłę.- Hej, jestem obywatelem amerykańskim.Mam swoje prawa.- Jesteśmy w Anglii, przyjacielu.Oni grają według trochę innych reguł.Wybieraj.Facet z cygarem zastanawiał się przez kilka sekund.Był spalony i wiedział, że się z tego nie wyłga.Wzruszył ramionami.- Jestem prywatnym detektywem z Boise.Michaels spojrzał zdziwiony.Prywatny detektyw?- Kto cię wynajął?- Wiem, kim pan jest.Wiem, że może mi pan nabruździć, jak cholera.Jeśli pan chce, może mnie pan wtrącić do lochu, ale nie mogę powiedzieć, kto mnie wynajął.Gdyby się to rozeszło, nie miałbym czego szukać w tej branży.Ale przecież z pana jest bystry facet, może się pan domyślić.Boise.A niech to szlag.Megan.Ale.dlaczego?Michaels schował taser.Wstał.- Możesz wracać do domu.Jeśli cię jeszcze raz zobaczę, zwrócę się do miejscowych władz i każę cię przymknąć.Facet z cygarem milczał przez dłuższą chwilę, po czym uruchomił silnik.Michaels spoglądał za odjeżdżającym samochodem.Sięgnął po virgila.W Londynie była północ, więc w Idaho.?Zaraz, siedem, osiem godzin wcześniej?Nieważne.Jeśli złapie ją w pracy, to trudno.Wybrał numer Megan, który miał zapisany w pamięci virgila.- Cześć, Alex - powiedziała chłodno.Jej głos był jak magazyn lodu na biegunie północnym w środku zimy.I w cieniu.- Zaczekaj, przejdę gdzieś, gdzie będziemy mogli rozmawiać.Zgłosiła się po chwili i włączyła kamerę swojego wideofonu.Była ubrana jak do pracy, włosy miała upięte wysoko.Wyglądała dobrze, jak zwykle.- Megan, jak się miewa Susie?- Wszystko w porządku.Dzwonisz do mnie do pracy, żeby o to spytać?- Nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum