[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.A\trudno jej było uwierzyć, \e od poprzedniej kąpieli minęłydopiero dwa dni.Jedna noc w wiezieniu wydawała sięrokiem.Próbowała cieszyć się chwilą, ale narastało w niej podniecenie.Wiedziała, co Benedict planuje, gdy postanowiła uniego zostać.Gdyby się nie zgodziła, bez protestówodprowadziłby ją do domu swojej matki.Lecz gdzieśmiędzy salonem a schodami uświadomiła sobie, \e nie chceczekać a\ do śniadania, \eby go znowu zobaczyć.Wkrótce się zjawi.A wtedy.Zadr\ała mimo gorąca i zanurzyła się w wodzie po szyję.Nagle usłyszała pukanie do drzwi.Benedict.W ciemnozielonym szlafroku, boso.- Mam nadzieję, \e się nie obrazisz, jeśli ka\ę tozniszczyć - rzekł, wskazując na jej suknię.Z uśmiechem potrząsnęła głową.- Poślę kogoś po inną.- Dziękuję.Zrobiła mu miejsce obok siebie, ale zaskoczyl japodchodząc do niej z tyłu.306 - Przesuń się do przodu - powiedział.Spełniła prośbę i westchnęła z rozkoszy', kiedy zacząłmasować jej plecy.- Marzyłem o tym przez lata.- Przez lata? - zdziwiła się.- Tak.Od balu maskowego.Sophie lekko się zarumieniła, ale na szczęście nie widziałjej twarzy.- Zmocz włosy, to je umyję - poprosil i po chwliistwierdził: - Wtedy były dłu\sze.- Musiałam je ściąć i sprzedać perukarzowi - ju\ i takodrosły.Nie była pewna, ale chyba coś mruknąl pod nosem.- Gotowe.- Nie wchodzisz? - spytała i natychmiast zawstydziła sięwłasnej śmiałości.- Tak jest du\o zabawniej.- Jak to?- Ju\ nie mogę się doczekać, \eby cię wysuszyć.-Sięgnąłpo ręcznik.- Wstań.Sophie przygryzła wargę.Nie powinna czuć sięskrępowana.Ju\ widział ją nagą.- Owinę cię, zanim cokolwiek zobaczę - powiedział z domyślnym uśmiechem.Wzięła głęboki oddech i wstała.Benedict delikatnie otuliłją ręcznikiem i szepnął:- Cieszę się, \e tu jesteś.- Ja te\.Nie odrywając od niej oczu, czule musnął wargami jejusta.- Powinienem zaczekać do poniedziałku, ale nie chcę -stwierdził.- A ja nie chcę, \ebyś czekal.307 Pocałował ją znowu, tym razem bardziej namiętnie.- Jesteś piękna.Marzyłem o tobie.Zaczął wodzić ustami po jej policzkach, brodzie, szyi,pozbawiając ją tchu.Gdy ju\ była pewna, \e zaraz osunie sięna podłogę, wziął ją na ręce i zaniósł do łó\ka.- Dla mnie ju\ jesteś \oną - powiedział cicho, kładąc się obok niej.Sophie dotknęła jego twarzy.- Kocham cię - wyszeptała.- Zawsze cię kochałam.Chyba jeszcze, zanim cię poznałam.- Nachylił się dojej ust, lecz go powstrzymała.- Na balu maskowymdoznałam dziwnego przeczucia, a kiedy się odwróciłam, ujrzałam ciebie i zrozumiałam, dlaczego się tamzakradłam.Ty jesteś powodem, dla którego \yję, dlaktórego się urodziłam.Benedict otworzył usta, ale nie był w stanie wydobyć zsiebie głosu.Pocałował ją więc z uczuciem, \eby czynamiprzekazać to, czego nie zdołał wyrazić słowami.Nieprzypuszczał, \e mo\e kochać Sophie jeszcze bardziej, alekiedy wyznała.Myślał, \e ze szczęścia pęknie mu serce.Nagle wszystko stało się proste.Kochał ją i tylko to sięliczyło.Zdjął z niej ręcznik, a z siebie szlafrok, zaczął ją pieścićdłońmi i ustami.Chciał, \eby wiedziała, jak bardzo jejpragnie, \eby poczuła taką samą \ądzę.- Och, Sophie.- Mógł wymawiać tylko jej imię.-Sophie, Sophie, Sophie.Inaczej ni\ za pierwszym razem, gdy poniosła ichnamiętność, teraz się nie spieszyli, tylko rozkoszowali ka\dąchwilą bliskości.308 Du\o pózniej, kiedy le\eli spleceni ramionami iwyczerpani, Benedict przysunął wargi do ucha narzeczonej iszepnął:- Jesteś moja, a ja twój.Kilka godzin pózniej Sophie obudziła się raptownie izapytała:- Która godzina?Benedict nie odpowiedział, więc potrząsnęła nim mocno.Przetoczył się na plecy i wymamrotał:- Zpię.- Która godzina? Ukrył twarzw poduszce.- Nie wiem.- Miałam wrócić o siódmej.- O jedenastej - mruknął.- O siódmej!Benedict uchylił jedną powiekę, co wymagało od niegoogromnego wysiłku.- Decydując się na kąpiel, wiedziałaś, \e nie zdą\ysz, nasiódmą.- Ale myślałam, \e zdą\ę chocia\ na dziewiątą.- Chyba ci się nie uda.Sophie zerknęła na zegar wiszący nad kominkiem igwałtownie wciągnęła powietrze.- Dobrze się czujesz? - zapytał.- Jest trzecia rano! Uśmiechnąłsię chytrze.- Więc równie dobrze mo\esz spędzic tu noc.- Benedikcie!- Chcesz budzic słu\bę? O tej porze na pewno wszyscyśpią.- Ale.309 - Zlituj się, kobieto.W przyszłym tygodniu bierzemyślub.- W przyszłym tygodniu? - pisnęła Sophie.- Im szybciej, tym lepiej.- Dlaczego?- Có\, plotki i tak dalej.Oczy Sophie zrobiły się okrągłe jak spodki.- Myślisz, \e lady Whistledown o mnie napisze?- Mam nadzieję, \e nie.- Dostrzegłszy jej minę, poprawiłsię szybko: - No, mo\e.A dlaczego tak ci na tym zale\y?- Od lat czytam jej pisemko.Zawsze marzyłam, \ebyujrzeć w nim swoje nazwisko.Benedict potrząsnął głową.- Dziwaczne marzenie.- Och!- No, dobrze.Sądzę, \e lady Whistledown napisze onaszym mał\eństwie, jeśli nie przed ceremonią, to zpewnością wkrótce po niej.- Chciałabym wiedzieć, kto to jest.- Tak jak pól Londynu.- Cały Londyn.- Sophie westchnęła, po czym stwierdziłabez zbytniego przekonania: - Naprawdę powinnam iść.Twoja matka na pewno się o mnie martwi.Benedict wzruszył ramionami.- Wie, gdzie jesteś.- Ale zle sobie o mnie pomyśli.- Wątpię.Przecie\ pobieramy się za trzy dni.- Za trzy dni? Mówiłeś, \e w następnym tygodniu.- Za trzy dni będzie następny tydzień.- Więc w poniedziałek?Benedict z wielkim zadowoleniem skinął głową.Sophieklasnęła w dłonie.310 - Wyobraz sobie, \e będę w  Kronice".- Nie mo\esz się doczekać, \eby za mnie wyjść, czyjedynie podnieca cię myśl, \e znajdziesz się w gazecie? -spytał, mierząc ją podejrzliwym wzrokiem.Nie odpowiedziała, tylko \artobliwym gestem uderzyłago w ramię.- Właściwie ju\ byłaś w  Kronice" - stwierdził Benedict.- Naprawdę? Kiedy?- Po balu maskowym.Lady Whistledown napisała, \ewidziano mnie w towarzystwie tajemniczej kobiety wsrebrnej sukni, ale choć bardzo się starała, nie zdołała ustalićjej to\samości.- Uśmiechnął się szeroko.- Mo\liwe, \e tojedyny sekret w Londynie, którego nie odkryła.Sophie nagle spochmurniała.- Och, Benedikcie, muszę.to znaczy.Przepraszam.Zastanawiał się przez chwilę, czy nie porwać jej wramiona, ale wyglądała tak powa\nie, \e zrezygnował zpomysłu.- Za co?- Ze ci nie powiedziałam, kim jestem.- Przygryzławargę.- Sama nie wiem, dlaczego to ukryłam, ale.-Westchnęła.- Byłam pewna, \e rozstaniemy się tu\ powyjezdzie od Cavenderów, a potem zachorowałeś i.Benedict dotknął palcem jej ust.Nie miał w tymmomencie ochoty na powa\ną rozmowę.- To nieistotne.Sophieuniosła brew.- A jeszcze przedwczoraj było istotne?- Od tamtego czasu du\o się zmieniło [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum