[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pochrystianizacji kraju węgierscy kronikarze, podobnie jak inni badacze an-tenatów, także sięgnęli do Biblii i wytypowali na ojca swojego ludu jednego zsynów Noego, od którego po zakończeniu potopu, jak utrzymuje Stary Te-stament, można wywieść wszystkie ludy ludzkości.Węgierska kronika GęstaHungarorum opisuje około 1200 roku linię genealogiczną, z której wywodzisię król Hunów Attyla.Od syna Noego Jafeta lub jego potomka Magoga po-chodzili nordyccy Scytowie, których z kolei uważano za przodków Hunów,Gotów i Mongołów.Twierdzenie, że Węgrzy pochodzą od Hunów, pojawia się dopiero około1280 roku.Węgierski kronikarz Simon Kezai pisze, że dwukrotnie zdobyli oniWęgry: pierwszy raz za panowania Attyli, a potem za rządów Ar-pada,założyciela dynastii Arpadów, która panowała na Węgrzech od końca IXwieku do 1301 roku.Tym samym uważano Attylę za przodka Arpada, czyliprotoplastę Węgrów.Gęsta Hungarorum Kezaia stała się podstawą historycznej samoświado-mości narodu węgierskiego, a powyższa teoria o jego pochodzeniu obowią-zywała w badaniach historycznych do końca XIX wieku.Dopiero pózniej,choć bardzo oględnie, zaczęto podawać ją w wątpliwość.Językoznawcy wspie-rali jednak historyków argumentem, że turkijski język Hunów w zasadniczysposób różni się od ugrofińskiego Węgrów, co przeczy tezie o etnicznym po-krewieństwie.Mimo to legendę o Hunach jako przodkach Węgrów możemy równieżobecnie znalezć w popularnych opisach i w niektórych książkach naukowych.Attyla był bowiem nie tylko dla książąt z dynastii Arpadów możliwym do za-53 akceptowania bohaterem legitymującym zajęcie przez nich ziem  jego sławęprzyćmił dopiero Dżyngis-chan - ale także dla współczesnych Węgrów milewidzianym  przodkiem".Z wielkim trudem zatem przyszłaby im z pewnościąrezygnacja z takiego bohatera. ZREDNIOWIECZEEPOKA CIEMNOTY?Mimo żywego zainteresowania, jakim cieszy się historia wieków średnich,okres między 500 a 1500 rokiem n.e.- aby dokonać tu bardzo nieprecyzyjnejperiodyzacji  uchodzi za epokę ciemnoty.Widzi się tam każdą duszyczkę wlodowatym uścisku Kościoła i jego surowość wrogą wszelkim uciechom.Podkreśla się nędzę szerokich mas, które muszą żyć dosłownie w błocie iktórym dany jest krótki, niewesoły żywot.W szkole dowiadujemy się onapawającym grozą feudalizmie i bezwzględnym zniewoleniu jednostki.Słyszymy o nieustannym lęku ludzi przed diabłem lub Kościołem, przedniebezpieczeństwami czyhającymi w głębi nieprzeniknionych lasów lub przedbożym gniewem w postaci burzy czy sztormu.Prości ludzie nie mieli wtedydość wiedzy ani rozumu, aby wyzbyć się elementarnych lęków, o jakieprzyprawiało ich tak wiele niewyjaśnionych rzeczy, które się wokół nichdziały.Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać płonące stosy i dżumę,wyprawy krzyżowe, prześladowania %7łydów i wiele innych rzeczy, któremożna by wyliczać bez końca.Nawet Goethe nazwał kiedyś tę epokę  ponurądziurą", a Wolter mówił o niej jako o  tych smutnych czasach".Jednymsłowem: żaden nowoczesny człowiek nie mógłby poważnie twierdzić, żewolałby żyć w średniowieczu.Czy jednak nie ocenia się tej epoki55 niesprawiedliwie, dostrzegając wyłącznie jej ponurość, obcość, żałosne za-cofanie i niedojrzałość?Już samo słowo  średniowiecze" kryje w sobie coś pogardliwego.Oznaczazawieszenie między dwiema epokami, starożytną i nowożytną, jakby chodziłoo okres przejściowy, który jest złem koniecznym, a nie o odrębną epokę,obejmującą równo tysiąc lat!Pojęcie to wywodzi się z renesansu.Początkowo odnosiło się ono do języ-ka i literatury z okresu pomiędzy klasycznym antykiem a ówczesną terazniej-szością.Humanista Petrarca, mówiąc o tych czasach, użył metafory o świetle iciemności, o promiennej kulturze antycznej i mroku tysiącletniego upadku,który nastąpił zaraz po niej.O średniowieczu jako epoce w dziejach historycymówią od drugiej połowy XVII wieku.O tym, jak kontrowersyjne jest topojęcie i jak trudne jest zakreślenie jego granic czasowych, świadczą równieżkłopoty z periodyzacją.Koniec średniowiecza wyznaczają  w każdymprzypadku w sposób absolutnie uzasadniony - takie zdarzenia lub zjawiska,jak: początek renesansu albo odkrycie Ameryki przez Kolumba, czasem teżwynalezienie druku przez Gutenberga lub reformacja, niekiedy zaś nawetrewolucja francuska.Polemiczność tego pojęcia kryje się bardziej w wyniosłości, z jaką spo-gląda się na tę epokę, niż w obrazliwym nazywaniu jej okresem przejściowym.Zredniowiecze po dziś dzień stanowi swego rodzaju negatywny punktodniesienia, pozwalający upewnić się o własnej postępowości.Zaczęło się tojuż w renesansie, który chciał nawiązać do wspaniałości antyku i równocześniezdyskredytować okres, który nastąpił po starożytności  zarówno podwzględem kulturowym, jak i religijnym oraz politycznym.Pózniej oświeceniestanęło w opozycji wobec Kościoła, która to instytucja wszakże przez wielestuleci kształtowała wizerunek Europy.Ponurą epoką zaczęli za przykłademhumanistów nazywać średniowiecze właśnie oświeceniowcy.Postawili sobieoni za zadanie oświecenie ludzkości i rozjaśnienie jej ducha  przez rozum,szacunek dla jednostki, rezygnację z jej uzależniania i tak dalej.Równieżprzedstawiciele reformacji głosili, że po okresie haniebnej ciemnoty katolic-kiego średniowiecza chcą nawiązać do tradycji antycznego prakościoła i wrazz Lutrem ponownie sprowadzić na wiernych promienne światło.Taki wątpliwy schemat istnieje do dzisiaj.Kiedy opisujemy sytuacje nace-chowane okrucieństwem, konserwatyzmem, żenujące i nie do przyjęcia, z lu-bością używamy przymiotnika  średniowieczny".A przecież przy całej upraw-56 nionej krytyce średniowiecza akurat współczesność jest najmniej powołana doosądzania minionych epok z niepodważalnej pozycji kogoś lepszego.W końcuXX wiek bez wątpienia uchodzi za najbardziej niehumanitarny, a cała no-wożytność swoim okrucieństwem dawno prześcignęła epokę średniowiecza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum