[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Louis - rozjaśniłam się.Okazało się, że mój gość toLouis, wnuk pani Clairborne, niewidomy młody człowiek,z którym zaprzyjazniłam się w Greenwood, prywatnej szkole dla dziewcząt, do której wysłała nas Daphne.Głównym sponsorem szkoły była wdowa, Edith Clairborne, zamieszkująca wraz z wnukiem przepiękną rezydencjęprzylegającą do terenów szkoły.Louis, który gdy go poznałam zbliżał się do trzydziestki, w dzieciństwie stracił wzrokpo szoku jakiego doznał, gdy jego ojciec zamordowałuwielbianą przez chłopca matkę.Zwiatowej sławy okuliścisprowadzeni przez babkę nie potrafili mu pomóc.Nie przyniosły również rezultatu sesje terapeutyczne z psychiatrą.Mimo swego kalectwa Louis był niezwykle utalentowanym pianistą i kompozytorem.Całym sercem oddał się mu- zyce.Poznałam go przypadkowo, kiedy z paroma koleżankami z bursy zostałam zaproszona do rezydencji Clairbor-ne'ów na podwieczorek.Zwabiona dzwiękami muzyki weszłam do salonu gdzie grał i wkrótce potem staliśmy siębliskimi przyjaciółmi.Louis twierdził, że moja przyjazń pomogła mu odzyskać wzrok.Przyszedł mi z pomocą, gdyomal nie wyrzucono mnie z Greenwood z powodu przewinienia Gisselle.Zapewnił mi alibi, co zakończyło całą sprawę pomyślnie dla mnie.Potem Louis wyjechał do Europy na dalsze leczenie i nastudia w konserwatorium.Straciliśmy kontakt, a teraz - nistąd, ni zowąd - pojawił się w progu mojego domu.- Proś - poleciłam Aubreyowi, ale nagle zdrętwiałam: Niemogę go przecież przyjąć jako Ruby.Jestem teraz Gisselle!Aubrey wprowadził gościa.Louis nieco zmężniał od czasu, gdy ostatnio go widziałam, ale twarz mu nieco zeszczuplała.Ciemnobrązowe włosy średniej długości zaczesywałna boki.Był przystojnym mężczyzną o zdecydowanych,zmysłowych ustach i idealnie prostym, rzymskim nosie.Nosił teraz okulary o najgrubszych szkłach, jakie zdarzyło misię widzieć.- Dziękuję, że zechciała mnie pani przyjąć, madame Andreas - zaczął.Podeszłam do niego i podałam mu rękę naprzywitanie.- Nie wiem, czy mnie pani pamięta.Przyjazniłem się z pani siostrą, Ruby - wyjaśnił, a ja zrozumiałam,że słyszał już, co się stało i bierze mnie za Gisselle.- Tak, pamiętam.Zechce pan spocząć, panie Turnbull.- Proszę mówić do mnie  Louis" - zaproponował i podszedł do kanapy naprzeciwko mojego krzesła.Usiadł, a japrzez chwilę patrzyłam na niego, zastanawiając się, czymogę przed nim wyjawić prawdę.Czułam jak żołądek kurczy mi się ze zdenerwowania.Zupełnie jakby kipiała wemnie piana z tysiąca bąbelków.- Właśnie wróciłem z Europy, gdzie uczęszczałem dokonserwatorium i koncertowałem - wyjaśnił.- Koncertował pan?- Tak, w najlepszych salach koncertowych.Gdy tylkoprzyjechałem do Nowego Orleanu dowiedziałem się o tragedii, jaka spotkała pani siostrę.W tę sobotę mam wystę- pować w Nowym Orleanie, w Performing Arts przy ulicyZwiętej Anny.Miałem nadzieję, że ujrzę pani siostrę na widowni.- Bardzo mi przykro - odparłam.- Wiem, jak bardzopragnęłaby znalezć się na tym koncercie.- Naprawdę? - Przez chwilę przyglądał mi się uważnie,po czym dodał: - Przyniosłem bilety dla pani i jej męża,gdybyście państwo wyrazili chęć przyjścia.- Och, dziękuję.Będzie to dla nas ogromna przyjemność.- Proszę mi opowiedzieć o siostrze - poprosił, smutniejąc.- Na co właściwie zachorowała?- Zaraziła się wirusem, który powoduje zapalenie mózgu - odrzekłam.- Znajduje się w szpitalu.Jest w śpiączcei lekarze nie dają żadnej nadziei na jej wyzdrowienie.Na jego twarzy odmalował się jeszcze większy smutek.- Widzę, że odzyskał pan wzrok.Siostra wiele opowiadała mi o panu - wyjaśniłam szybko.- Odzyskałem wprawdzie wzrok, ale Sokolim Okiem raczej nigdy nie będę.Najważniejsze, że mogę czytać nutyi zapisywać je - dodał z uśmiechem.- W tę sobotę zagramparę utworów własnej kompozycji.Myślę, że jeden paniązainteresuje.Zadedykowałem go siostrze pani.To  Symfonia dla Ruby".- Tak - powiedziałam.Gardło mi się ścisnęło, a z prawego oka pociekła mi mała łezka.Nie przypuszczałam, żeLouis mógłby ją dostrzec.On jednak nie spuszczał ze mniewzroku.- Proszę mi wybaczyć, madame, nie chciałbym okazaćsię nietaktowny, ale czy monsieur Andreas nie był chłopcem pani siostry? - zapytał.- Kiedyś był nim - odparłam cicho.- Była w nim bardzo zakochana.Ja także kochałem sięw niej, lecz ona nie ukrywała, że jej serce należy do innegoi nic nie jest w stanie tego zmienić.Pomyślałem sobie wtedy, że tak gorące uczucie rzadko się zdarza.A jednak, jaksłyszę, Ruby poślubiła kogoś innego?- Tak.- Zmieszana, spuściłam oczy.Z trudem powstrzymywałam się, by nie wyznać mu prawdy. - I urodziła dziecko, córeczkę? - indagował.- Tak.Nazywa się Pearl.Mieszka teraz z nami.- Domyślam się, że mąż Ruby jest pogrążony w rozpaczy.Kiwnęłam twierdząco głową.- A jak się miewa babka pana, madame Clairborne? -spytałam chcąc zmienić temat.- Umarła trzy miesiące temu.- Och, tak mi przykro.- Bardzo cierpiała.Jej życie pomimo bogactwa nie byłoszczęśliwe.Dożyła jednak chwili, kiedy odzyskałem wzroki zacząłem występować w słynnych salach koncertowych.- Musiała czuć się bardzo szczęśliwa.A pana kuzynka,ta %7łelazna Dama, która prowadziła Greenwood? Nadalsprawuje tam rząd dusz?Uśmiechnął się.- Nie.Odeszła na emeryturę zaraz po śmierci mojej babki.Zastąpiła ją łagodniejsza i milsza kobieta, pani Waverly.W przyszłości możecie państwo bez obaw wysłać Pearl doGreenwood.- Kto wie? - uśmiechnęłam się.Wyjął z kieszeni pióro i notes.- Czy zechciałaby pani podać mi nazwę i adres szpitala,gdzie leży pani siostra? Chciałbym posłać jej kwiaty [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum