[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nikiasz zabawiał już krąg słuchaczy opowieściami o wojnach.Pojawiłysię bukłaki z mocnym wiejskim winem o smaku żywicy.Kineasz, Leukon iNikomedes opowiadali o odbytej kampanii, a w ich słowa wsłuchiwała sięwiększość żołnierzy z obozu greckiego.- Zatem Getów rozbito - stwierdził Filokles.- Król uznał, że nie podniosą się z tej klęski przez całe pokolenie, amoże dłużej - powiedział Leukon.Filokles wzdrygnął się i spojrzał na Sitalkesa, który śmiał się wraz zresztą obecnych.Kineasz chwycił go pod ramię i obydwaj oddalili się niecood grupy.- Zachowujesz się jak furia podczas biesiady - powiedział.Filokles rozejrzał się dokoła.- W moim namiocie jest pewien człowiek - powiedział ściszonym gło-sem.- Pelagiusz z Pantikapajonu.Przypłynął tu łodzią z ich floty.Wie, jaksię miały sprawy w Olbii ledwie pięć dni temu.Kineasz skinął głową.- Zdaniem Pelagiusza - ciągnął Filokles - trzydzieści dni temu Demo-strates znalazł flotę Macedończyków i spalił dwa statki.Następnie wyprawił404 posłańców, którzy mieli nam o tym donieść, a sam ruszył na południe, nadBosfor, by dalej nękać macedońską flotę.Kineasz znowu pokiwał głową.- Zapowiadał to już na samym początku - powiedział.- Pelagiusz dopłynął do Olbii w niewielkiej łodzi z małą załogą.Chciał dotrzeć do archonta i opowiedzieć mu o wypadkach na morzu, aleto, co zobaczył, sprawiło, że szybko ruszył w górę rzeki.- A co zobaczył? - spytał Kineasz.- W cytadeli stacjonuje macedoński garnizon - odparł Filokles.- Takbyło pięć dni temu.Pelagiusz dotarł tu dzisiaj i powiedział mi o tym.Kineasz pokręcił głową.- Na Hadesa! Mamy niemały problem! - Czuł się, jakby koń go kop-nął.Ledwo łapał oddech.- Na Hadesa.Czy on się aby nie myli?- Gdyby miał wątpliwości, nie pędziłby tutaj na złamanie karku.- Jeżeli Demostrates spalił macedońskie tryremy, to jak, na Hadesa,mogło do tego dojść? - Kineasz zacisnął pięść.Wszystkie jego plany roz-wiewały się jak dym nad ofiarnym ołtarzem.- Mogę się tylko domyślać.Statek handlowy z ładownią pełną żołnie-rzy? Archont od dawna we wszystko wtajemniczony? - Filokles gniewniepokręcił głową.- Nie mam pojęcia.Kineasz zwiesił głowę.- Na Aresa! Możemy się na tym sparzyć.Musimy wiedzieć, co siędzieje.- Spojrzał na tłumek przy ognisku.Wszyscy patrzyli na niego.- Nieutrzymamy tego w tajemnicy.Lepiej od razu powiem oficerom.Filokles pogładził brodę.- Wiesz, co to może oznaczać? Twoi ludzie.wszyscy twoi ludzie&będą mogli wrócić w swoje strony.Będziesz w stanie ich zatrzymać, jeżeliarchont nakaże im powrót do domu?- Czy właśnie archont jest głosem miasta?Filokles skrzyżował ramiona.- Memnon i jego hoplici są dwa dni drogi stąd.Kineasz skinął głową.405 - W takim razie całe zgromadzenie jest tutaj.- Przewidziałeś to.Kineasz wpatrywał się w ciemność, myśląc o królu i łodzi znoszonejprzez rzekę.- Tak - odparł.- Przewidziałem, że archont nas zdradzi.- Wykonałgest rzucania kości na ziemię.- Gra już się toczy, przyjacielu.Za pózno naodwrót i ratowanie płaszczy przed zabrudzeniem.Filokles roześmiał się gorzko.- Odnoszę wrażenie, że tym jednym ruchem archont zwyciężył w tejrozgrywce - powiedział.- W końcu Olbia należy do niego.Kiedy godzinę pózniej o sytuacji dowiedział się Nikomedes, wydawałsię podzielać opinię Spartanina.Jego ogorzała twarz w jednej chwili zrobi-ła się blada.Podobnie miały się sprawy z Leukonem, tyle że on na dodatekwykrzyknął:  Mój ojciec!.Eumenes przyjął wieści milcząco, z zaciśnię-tymi zębami.Wszyscy Olbijczycy byli poruszeni.Niektórzy płakali.Nieco wcześniej Filokles zaprowadził Kineasza do Pelagiusza.Był toczłowiek dobrze urodzony, obywatel Pantikapajonu i wytrawny handlo-wiec, znający się niezle na polityce i układzie sił w regionie.Jego relacjabrzmiała wiarygodnie.Potem Kineasz kazał Nikiaszowi zgromadzić wszystkich Olbijczyków,a Filoklesa posłał po króla.Następnie stanął na dyszlu jednego z wozów,gotów rozpocząć przemówienie.Tuż obok stał Nikomedes.- Czyżby archont nakazał nam powrót do domu? - zapytał głosem ła-miącym się od emocji.Zamiast mu odpowiedzieć, Kineasz donośnym głosem zwrócił się dowszystkich zebranych:- Decyzję o rozpoczęciu tej wojny podjęło zgromadzenie obywateliOlbii.Samego archonta, wraz z jego uprawnieniami, również powołało tozgromadzenie.- Urwał.Milczenie słuchaczy świadczyło o ich aprobaciedla mówiącego.- Za dwa dni dotrą tu hoplici.Proponuję zwołać zgroma-dzenie tu, w naszym obozie.Być może postanowimy zatwierdzić działaniaarchonta.A może.- jeszcze bardziej podniósł głos i przyjął ton władczy -może uznamy, że archont zdradził Olbię.406 - Archont ma władzę nad miastem - odezwał się Leukon beznamięt-nym głosem.Kineasz nic na to nie odpowiedział.Kazał wszystkim iść spać.Rozeszli się, niezadowoleni.Kiedy zniknęli, przy Kineaszu stanął Filokles.- Zadziwiający z ciebie człowiek.Gdybyś nie został kawalerzystą,zrobiłbyś pewnie karierę w sądach.Masz zamiar utrzymywać, że to woj-sko, nie archont, jest głosem Olbii?- Taki mam zamiar - odrzekł Kineasz.- Skłamałbym, mówiąc, żewszystko to przewidziałem, lecz, na Zeusa, obawiałem się takiego rozwojuwypadków i dużo o tym myślałem.A teraz pozostaje mi tylko wzywać ich,by zachowywali się jak mężczyzni.W końcu są mężczyznami.Filokles wzruszył ramionami.- W Sparcie nie mamy żadnych murów - powiedział.Rano wszyscy byli spokojni i posłuszni.Na więcej Kineasz liczyć niemógł.Wraz ze swoimi oficerami zgłosił się na radę zwołaną przez króla.Gdy go wywołano, wstał i zwrócił się do zebranych:- Królu Satraksie, szlachetni Sakowie, obywatele Pantikapajonu.Chcąc uprzedzić plotki, powiem o wszystkim otwarcie.Doszły nas słuchy,że archont zgodził się, by w olbijskiej cytadeli stacjonował macedońskigarnizon.Rozległy się szmery - najpierw wśród oficerów Pantikapajonu, potemwśród Saków.Kineasz podniósł głos.- Nie można wykluczyć, że archont rozkazał olbijskiej armii powrótdo miasta.I że ten rozkaz lada chwila tu dotrze.- Przypadkiem spojrzał naRajankę, która patrzyła na niego ze ściągniętymi brwiami.Król trzasnął batem.- A co wtedy zrobią olbijscy żołnierze?- Musimy mieć kilka dni na podjęcie decyzji - odrzekł Kineasz, kła-niając się królowi.Wcześniej tłumaczył już wszystko Satraksowi i Rajance,lecz żadne z nich nie obdarzyło go najmniejszym uśmiechem.Równieżteraz atmosfera była ciężka i chłodna.W radzie uczestniczyło wielu nowych407 ludzi: przywódcy zachodnich klanów oraz Sarmaci ze wschodu - wysocyprzystojni mężczyzni oraz kobiety o zaciętych obliczach, wszyscy w peł-nym rynsztunku bojowym.Kam Baksa starannie dobierała słowa.Miała szeroko otwarte oczy ibardzo rozszerzone zrenice, jakby ktoś ją uderzył w głowę albo dopiero cosię zbudziła.Jej ciałem co chwilę wstrząsały dreszcze, jak gdyby tkwił wniej ogromny wąż.Słowa szamanki wpadały w głuchą ciszę, panującą do-koła.- Czy uważasz, że Sakowie powinni pozwolić wam odjechać, jeżeliarchont pragnie wojny z nami? - Jej głowa opadła na pierś i nagle znów siępodniosła, a wzrok skierował się na króla [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum