[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z ekranów zniknął obraz poskręcanej lawy, ale otworu wcią\ niemogli znalezć.Jim odwrócił robota, szukając równie\ po bokach, ale344 nic nie znalazł.Znów zszedł na głębokość, od której zaczynali, a potemprzesunął go kilka metrów w lewo i zaczął się wynurzać.Kilkanaściepar oczu wpatrywało się w ekran.Ka\dy chciał zobaczyć wejście do tu-nelu, ale na razie nie mieli powodów do świętowania.Kiedy ROV zna-lazł się ponad zastygłą lawą, Jim znów zszedł na wyjściową głębokośći rozpoczął procedurę od początku - przesunął robota kilka metrów wlewo i ruszył w górę.Wykonali jeszcze pięćdziesiąt częściowych wynurzeń, dopóki niedotarli do końca pola lawy.Cztery godziny na nic.- Hej, nikt nie obiecywał, \e będzie łatwo - odezwał się Jim niezra-\ony niepowodzeniem.Zawrócił robota do miejsca, od którego rozpo-częli poszukiwania i ruszył w prawo.- Myślałem, \e to dokładnie to miejsce - powiedział ze smutkiemLes Donnelley.- Nie przejmuj się, stary - pocieszył go Charlie.- My ju\ dawno sięnauczyliśmy, \e pod wodą da się znalezć wszystko, ale pod warunkiem\e to coś chce być znalezione.- Spojrzał na \onę.- Znasz jakieś ró\d\-karskie sztuczki, które mogłyby nam pomóc?Spirit uścisnęła jego dłoń.- Wybacz, kochanie, ale to działa tylko, jeśli szuka się wody.A mo\e pan doktor ma jakiś pomysł? Przecie\ pan zawsze ma asa w rękawie? - Jej głos ociekał sarkazmem.Mercer zignorował uszczypliwość.- Nie tym razem.- No tak, mogłam się domyślić.Cuda się zdarzają, ale tylko kiedytrzeba ratować własny tyłek.Spojrzał na nią groznie, ale nie zareagował.Po kolejnej godzinieposzukiwań i dziesięciu sprawdzonych pasach lawa znów sięskończyła.- Cholera.- Aagodne przekleństwo było jedyną oznaką irytacji,jaką Jim McKenzie okazał od początku poszukiwań.Pozostali zdradzali znacznie więcej oznak frustracji.- Wejście musi być gdzieś w pobli\u.Co teraz?Sprawdzili prawie czterysta metrów kwadratowych podwodnegoklifu.Bez dokładniejszych danych dotyczących poło\enia kanału naposzukiwaniach mogli spędzić cały kolejny tydzień i wcale go nie zna-lezć.345 - Wybaczcie, chłopaki - powtarzał co chwila Les.- Nurkowie bylipewni, \e to tutaj.- Wracamy na początek - rozkazał Mercer.- A potem schodzimyw dół.- Dlaczego w dół, a nie w górę? - zaatakowała Spirit Williams.-Wejście do tunelu mo\e równie dobrze znajdować się powy\ej tegomiejsca.- Zgaduję - przyznał Mercer.- Ale mam podstawy.Charlie mo\epotwierdzić moją wersję, bo jest bardziej doświadczonym nurkiem ni\ja.Wydaje mi się, \e rozwiązaniem jest narkoza azotowa.To uczucie po-dobne do rauszu.Im głębiej nurek schodzi, tym silniejszy jest ten efekt.Traci się zdolność do obiektywnej oceny, zaczynają się problemy z koor-dynacją ruchową i pojawia się euforia.Teraz załó\my, \e nurek, z którymrozmawiał Les, był pod wpływem narkozy azotowej, kiedy dotarł do wej-ścia do tunelu.Czyli jest szansa, \e był głębiej, ni\ mu się wydaje.C.W.potaknął.- To ma sens.- A jeśli był tak naprawdę kilometr stąd na południe albo na pół-noc? - dociekała znów Spirit.- Kiedy określali pozycję, robili to z powierzchni - odpowiedziałjej Charlie.- Przeczytać cyferki z GPS-u potrafi ka\dy.Spirit nie lubiła, kiedy jej mą\ bronił Mercera, więc odepchnęłarękę, którą obejmował ją w talii.Zło\yła ramiona na piersiach i wypad-ła na pokład.Jim zignorował jej wybuch.- Myślę, \e Mercer mo\e mieć rację.Opuszczę Connie na sto me-trów i zobaczymy, co znajdziemy.- To poni\ej granicy bezpieczeństwa dla nurków.- Lepiej sprawdzić ni\ potem płakać.Jim wycofał robota od ściany, \eby w nic nie uderzyć, a potem po-zwolił mu powoli opaść w otchłań.Kamery skierował prosto w dół,\eby zdą\yć uniknąć skał, gdyby się pojawiły pod brzuchem maszyny.Na głębokości dziewięćdziesięciu metrów znalezli kolejne pole po-kryte lawą poduszkową.- Bingo!W kieszeni spodni Mercera odezwała się komórka.Nie chciał prze-szkadzać pozostałym w pracy, więc wyszedł na pokład.Powietrze było346 rześkie, ale cię\kie od pyłów.Miało metaliczny smak i nie dało się gonabrać do płuc bez krztuszenia się.Słońce zachodziło za sto\kiem Cumbre.Wspaniale podkreślałowyniosłą sylwetkę wulkanu, zaznaczając granicę między ciemnością aświatłem.Z powodu popiołów wyrzucanych do atmosfery światłomiało kolor dojrzałego arbuza.Na południu, gdzie płynna skała wypły-wała z wulkanu Teneguia, niebo miało ponury piekielny wygląd.Wyjął telefon i otworzył klapkę.Na wyświetlaczu pokazał się nu-mer Lasko.W ostatnim czasie rozmawiali po dziesięć razy dziennie.- Masz coś nowego? - Mercer zaczął od pytania.- Mam coś dla ciebie do kolekcji najgłupszych rzeczy, o jakich kie-dykolwiek słyszałeś.Delegacja Korei Północnej przy ONZ chce zre-zygnować ze swoich zastrze\eń dotyczących wykorzystania ładunkówjądrowych na La Palmie, jeśli damy im mo\liwość przetestowania włas-nych.Rozumiesz to? Uwa\ają, \e detonacja ładunków na wyspie jestpokojowym wykorzystaniem broni jądrowej, a ich test przyniesie zyskwszystkim.- Aha, taki zysk, \e Japończycy i Korea Południowa narobią w ga-cie ze strachu.Co na to ONZ?- Oficjalnie nie mają innego wyjścia, jak dopuścić takie rozwiąza-nie.Sposób, w jaki została napisana rezolucja, zakłada, \e ka\dy naródmusi wydać zgodę na zastosowanie bomb atomowych.Ja uwa\am, \ekiedy tylko przetestują swoją bombę, największe państwa w ONZ na-tychmiast nało\ą na nich znacznie ostrzejsze sankcje.Cofniemy ich doery kamienia łupanego.Mercer parsknął.- Co jeszcze?- Zespół w Lawrence Livermore ma broń, która odpowiada twoimwymaganiom.To stary W-54 SADM.- Saddam?- Small Atomic Demolition Munition*.Został opracowany w la-tach pięćdziesiątych.Miał być wystrzeliwany z wyrzutni bezodrzutowejDavy Crockett.In\ynierowie zmodyfikowali płaszcz plutonowy, \ebyzwiększyć moc.W wersji oryginalnej moc ładunku wynosiła jedną* Small Atomic Demolition Munition (ang.) - Mały Atomowy AadunekBurzący (przyp.tłum.).347 kilotonę.Po zmianach doszła do czterech i pół.Doktor Briana Marieuwa\a, \e to powinno wystarczyć.- Pod warunkiem \e uda nam się znalezć ten korytarz - dodałMercer.- Na razie bez powodzenia?- Ale jesteśmy coraz bli\ej.- Mercer był optymistą.- Jak du\a jestta bomba?- Poczekaj, zaraz sprawdzę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum