[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Twój mąż ma brudny sekret.Tak naprawdę była to grozba: zrób to, czego chce ten człowiek,albo reszta wyjdzie na jaw.Skąd facet się dowiedział?Drzewa zaszeleściły.Za rotundą powierzchnia lagunyzmarszczyła się poruszona wiatrem.Podjechał biały cadillac,przez głośniki dudniła muzyka disco, zaparkował obok.Ośli-zgły typek, który kazał się nazywać Skunksem, siedział za kie-rownicą.Wysiadł, podszedł i stanął przed range-roverem.Wy-glądał rzeczywiście jak skunks z tymi tłustymi siwymi włosamiw strąkach i tępymi, podejrzliwymi oczami.Smoła zrobiła się gęsta i kleista.Scott wysiadł.Był ostrywiatr, ciągnący Golden Gate jak tunelem i przelatujący w po-przek zatoki.Nieduże usta Skunksa zakrzepły w zimnym uśmiechu. W weekend przegrałem dwieście dolców, bo postawiłemna twoją drużynę.Southern osłupiał. Chodzi o pieniądze? Chciałbym.Przejdzmy się  powiedział tamten. Nie.Powiedz mi, czego chcesz.Skunks się rozejrzał. Chcesz, żeby ci ludzie to usłyszeli?  zapytał i wszedłprzez bramę na teren parku.126 Scott oklapł jeszcze bardziej.Ruszył za nim.Facet z cadillaca miał jakieś metr osiemdziesiąt wzrostu,ważył może sześćdziesiąt pięć kilogramów.Zawodnik Niner-sów liczył sobie metr osiemdziesiąt i dziewięćdziesiąt siedemkilogramów.Był szybki i umięśniony.Potrafił przechwycićpiłkę w powietrzu tuż przed grupą obrońców i, trzymając ją wobjęciach niczym dziecko, z uśmiechem zrobić przyłożenie.Mógłby obezwładnić tego gryzonia, zwalić z nóg i złamać mukilka żeber.Ale to by niczego nie zmieniło.Skunks nie był je-dyną osobą w to zaangażowaną.Jeżeli go wyeliminuje i tak jestktoś za nim.I nie miało znaczenia, że Scott świetnie potrafi utrzymać sięprzy piłce, że jest silny i zręczny, zdecydowany wygrać.Tu cho-dziło o jego porażki.Nagle poczuł się strasznie mały. Powiedziałem już, nie mogę dać ci tego, czego chcesz stwierdził. Nie mam tych informacji.I nie wiem, kto je ma. A ja ci powiedziałem: dowiedz się.Przed nimi lśniła w słońcu rotunda widoczna zza drzew.Naszycie kolumn umieszczono bogów i anioły.Ktoś kiedyś nazwałto miejsce halucynacją sztuki.Przypominało Forum Romanumprzeniesione w dzisiejsze czasy i umieszczone w zadrzewionymparku.Skunks nachylił się do Scotta. Powiedziałem: dowiedz się.Jak wspomniałem przez te-lefon, pani prokurator nie żyje.Ty też chcesz być martwy?Southern nie odpowiedział. Jak to działało? Ona zgłosiła się do ciebie? Albo możeodbyło się to inaczej? Wylałeś przed nią brudy, zdradziłeśwszystkie te sekrety, o których nigdy nikomu nie chciałeś po-wiedzieć?Mimo wiatru Scott czuł, że się dusi.Hałas pędzących samo-chodów wzmacniał wrażenie postępującej destrukcji.Coś, coczuł, odkąd zaczął się ten koszmar.127  Układ jest taki  powiedział Skunks. Dzisiaj dostar-czasz nam nazwiska, których potrzebujemy, albo twój sekretnie będzie już sekretem. Nie mogę.Musi być jakaś alternatywa.Pieniądze? Mogęzapłacić, ile tylko chcesz. Gdybym chciał pieniędzy, powiedziałbym ci, żebyś zedwa razy zgubił piłkę w meczu z Rams w przyszłym tygodniu.Scott zwalczył uczucie ucisku w piersi. Mogę to zrobić.Jego prześladowca wsunął drobne dłonie w kieszenie kurtkiMembers Only. Założę się.Zawaliłbyś Superpuchar, żeby utrzymać togówno w tajemnicy.To prawda.Czuł, że coraz głębiej zapada się w smołę, rósłciężar na jego piersi.Niebo nie było już niebieskie, ale szare.Jezu.Ten skurwiel powie.Powie całemu światu i sprawi mu toprzyjemność.Z uśmiechem będzie się przyglądał, jak mediarozdzierają Scotta Southerna na strzępy. Ona się zgodziła  powiedział. To nie było przestęp-stwo.Skunks powoli odwrócił głowę.Przez chwilę Scott myślał, żetwarz mężczyzny wyraża niedowierzanie. Naprawdę.Nikt nie złamał prawa  powtórzył. Niewiarygodne  odrzekł tamten i roześmiał się.Wiedział, że Southern mówi prawdę, ale nie mógł uwierzyć,że ten wielki facet wciąż się łudzi, iż zdoła go przekonać, bysiedział cicho.Nie mógł wyjść ze zdziwienia, że biedny Ninerswciąż sądzi, iż wyrzuty sumienia i ból mogą przynieść mu co-kolwiek oprócz destrukcji. Ile lat miała ta dziewczyna?  zapytał. Nie była nieletnia.Miała dziewiętnaście lat i nie prote-stowała. W każdym razie nie werbalnie.128 Scott był wtedy na ostatnim roku studiów.Jak mogli goobwiniać? Był tylko dzieciakiem w college'u.Wiedział jednak, że mogą, bo obwiniał sam siebie.Przezosiem lat usiłował to wyprzeć z pamięci albo wyznać komuś wsekrecie, próbował pozbyć się poczucia winy.W zeszłym tygo-dniu zniósł chłostę szpicrutą, żeby zmazać winę.A terazSkunks biczował go na swój własny sposób.I to ze śmiechem.Impreza była tłoczna.W akademiku zawsze był tłum na im-prezach.Oczami wyobrazni zobaczył twarz, niewiarygodniewyrazistą, taką jak każdej nocy we śnie.Melody, dziewczyna otruskawkowoblond włosach, zachęcającym uśmiechu, rozchi-chotana po alkoholu.Jej rodzice przyjaznili się z jego rodzica-mi.Była na drugim roku. Tamtego dnia szybko myślałeś, to muszę przyznać stwierdził Skunks. Nie rozumiem tylko, jak to się stało, żekomuś o tym powiedziałeś?W ciemnym kącie pokoju Melody nawijała włosy na palce,słuchając go uważnie.Leciała muzyka Foos.Ssała kostkę lodu.Usta miała czerwone jak wiśnie.Pocałował ją.Wyssał lód z jej ust i powiedział: Wezmy wiaderko lodu i chodzmy na górę.Tak, był pijany i wypalił jointa, żeby trochę się wyluzowaćpo kokainie i tequili [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum