[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nikt.Ajeśli chodzi o małżeństwo, proszę zapytać pannę Trimble.Ona upierasię, że nigdy za mnie nie wyjdzie.Bletchley zakrztusił się brandy.- To znaczy, że poprosiłeś ją o rękę? Guwernantkę? To niemożliwe.Guwernantka miałaby zostać panią tego domu?Macochą dzieci Latitii?! Powtarzam, to niemożliwe.- Panna Trimble powiedziała dokładnie to samo - odparł z uśmiechem Czarny Jack.Przez chwilę jeszcze Bletchley prowadził bezowocną dyskusję.Jak przekonać szaleńca? Czyżby ta guwernantkabyła sprytniejsza, niż ktokolwiek mógł przypuszczać? Udając kobietę pełną skrupułów i kochającą starała się wkraśćw uczucia człowieka załamanego śmiercią żony? Sprawa przekraczała zdolności dyplomatyczne starego lorda.Wycofał się więc, a następnego dnia jego miejsce zajęła lady Bletchley.- Panie Pollock - równie lodowatym tonem mogłaby zwrócić się do lokaja- czuję się w obowiązku zabrać mojewnuki z tego niemoralnego domu.To smutne, kiedy dzieci tracą zarówno matkę, jak i ojca.Przyznaję, że w moimwieku nie mam już ochoty brać na siebie takiej odpowiedzialności.- Przez chwilę wspominała wieczne kłopoty zdorastającą Latitią.Margaret jest bardzo podobna do matki.Lady Bletchley, w gruncie rzeczy, byłaby zadowolona,gdyby wnuczka odziedziczyła niektóre spośród plebejuszowskich cech Czarnego Jacka.Nie, naprawdę nie miałaochoty brać sobie na wychowanie drugiej Latitii.Musiała jednak doprowadzić sprawę do końca.- Uważam to jednakza swój obowiązek -ciągnęła - o ile nie przyrzekniesz, że ta kobieta natychmiast opuści Pellham Lan-gley.Ajeśli chodzi o dziewczynkę.Nie mam wątpliwości, że wypadek był sfingowany.Kiedy ten podrzutek dobrze się tuzadomowi, różne niepożądane typy zaczną sobie rościć wobec ciebie pretensje.Nie, ta kobieta i dziecko musząodejść, inaczej moje wnuki odjadą ze mną jeszcze dzisiaj.Czarny Jack pociągnął za sznur dzwonka i czekał aż pojawi się Billings.34- Proszę wezwać powóz lady Bletchley, Billings - zarządził z kamiennym wyrazem twarzy.- Czy mam rozumieć, że dzieci zostają z tobą, a tamte dwie odejdą?- Dzieci zostaną w Pellham Langley, lady Bletchley.Panna Trimble i Lally także.- Czarny Jack czuł się znużonypowtarzaniem tego samego.- To jest mój dom.Miejsce moich dzieci jest w moim domu.Będę o nie walczył nawet wsądzie.Nie pozwolę ich sobie odebrać.One, panna Trimble i Lally są wszystkim, co mam na świecie.Cała czwórka.Lady Bletchley wstała.Była drobną, niewysoką kobietą, ale wrodzone jej dostojeństwo budziło powszechny respekt.- Będą cię unikać, Pollock.Skazujesz siebie i swoje dzieci na ostracyzm towarzyski.Jon i Margaret nie znajdąprzyjaciół.Nie będą nigdzie przyjmowani.- W słowach lady Bletchley zabrzmiał ton czarnej przepowiedni.-Chcesz, żeby Margaret została starą panną?Czarny Jack roześmiał się, nie mogąc już dłużej hamować zdenerwowania.- To idiotyczne.Margaret ma trzy latka!W tym momencie lokaj ponownie pojawił się w drzwiach.- Powóz zajechał, lady Bletchley.- Dziękuję, Billings.- Dumnie wyprostowana starsza pani ruszyła w stronę wyjścia.- Może to odległa przyszłość,Pollock, ale posmak skandalu pozostaje na zawsze.Czarny Jack odprowadził teściową aż na podjazd i podał jej ramię.Nie przyjęła jego pomocy.Patrzył jak powózznika za zakrętem alei i na chwilę ogarnął go lęk przed tą rozgniewaną kobietą.Nagle poczuł, że nie możepowstrzymać szaleńczego śmiechu.Zmiał się, bo nie mógł płakać.Płakać za zmarłą żoną.Płakać nad przyszłością,która została im odebrana.Dlaczego Latitia musiała skakać przez to przeklęte ogrodzenie? Dlaczego nigdy już niepowróci? Nie miała prawa umrzeć.Myśli Czarnego Jacka zaczynały się uspokajać.Latitia taka po prostu już była.Kochająca, pełna życia, lekkomyślna.Zaznali razem wiele szczęścia, ale ich czas się skończył.Teraz musi żyć dlatych, którzy mu pozostali.Pospieszył w stronę dziecinnego pokoju. - Jon! Margaret! Panno Trimble! Jesteście tam? - W ostatniej chwili przypomniał sobie o istotce, która rozbudziła wnim na nowo chęć do walki ż życiem.- Lally!Jon otworzył drzwi sali lekcyjnej.- Widziałem powóz babci - powiedział z nutą pretensji.- Nie chciała się z nami zobaczyć?- Babcia nie czuła się dziś najlepiej, synku.Była nieco zmęczona.Przesyła wam pozdrowienia.Jest podziębiona.- Margaret też jest podziębiona, panie Pollock.- Głos niani brzmiał równie oskarżająco jak ton Jona.Czarny Jackmiał wrażenie, że ostatnio we własnym domu obwinia się go o wszystko.- Cóż, to zapewne dlatego, że wiosna w tym roku się spóznia.Wszyscy potrzebujemy trochę słońca.- Uśmiechnął siędo córeczki, jakby prosił ją o po40 moc.- Byłoby naprawdę dobrze, gdyby wreszcie pogoda się zmieniła.Prawda Margaret?- Możesz zrobić, żeby było ciepło?- Nie, ale mogę zabrać was tam, gdzie jest ciepło.Pojedziemy do Włoch Wszyscy.Nic me może się równać z wiosnąwe Florencji.Wszystko w kwiatach.Wyobrazcie to sobie! - złapał Margaret w objęcia i zakołysał nią wysoko.-Lally nauczy się włoskiego.- Lally - powiedział Jon - nie mówi nawet po angielsku.- Zacznie, synku.Zacznie.- Jego oczy napotkały spojrzenie cichej kobiety w brązowej sukni i Jack zatęsknił do nocy,kiedy znów będą razem.Jej głos go ukoi, a ciało ogrzeje, ratując przed tęsknotą i samotnością.- Panno Trimble,trzeba się zacząć pakować.Niania, oczywiście, jedzie z nami.Seath także.- Seath był kamerdynerem CzarnegoJacka.- Zabierzemy Neli, może również Agnes.- Jak długo nas nie będzie? - Jon miał praktyczny umysł.- Obiecałem Brod-stonom, ze latem będę grał z nimi wkrykieta.Chcą zorganizować drużynę z chłopców z wioski.- Będziemy z powrotem na czas, synu.Wrócimy razem ze skowronkami na nasze wrzosowisko.Kiedy będzie ciepło.Wiedział, że ludzie posądzą go o ucieczkę z domu żałoby, ale nie przejmował się tym.Zabierał rodzinę w miejsce,które miało dla niego specjalne znaczenie.Spędzał tam z Latitią miesiąc miodowy.Planowana podróż nieświadczyła o braku lojalności wobec pamięci zmarłej.To miała być pielgrzymka.Zamknie Pellham Langley natygodnie, może miesiące.Czarny Jack zastanawiał się czy me dał Jonowi zbyt pochopnej obietnicy co do rychłegoterminu powrotu.Chciał uciec od ostracyzmu, który przepowiadała lady Bletchley.Ponad wszystko zaś pragnąłuchronić syna.Kiedy minie trochę czasu, wszystko się jakoś ułoży.- Podoba ci się ten pomysł, prawda, Jon? Florencja, Wenecja, Rzym? Margaret me pojmowała, o czym ojciec mówi.Ale on nawet nie patrzył nacórkę.Przyglądał się z uwagą Lally.Biedna mała.Zaledwie odnalazła się w nowym, dziwnym świecie, a jużnarażano ją na kolejne zmiany.A Alice? Postanowienie Jacka utwierdziło się.Zabierze ich wszystkich, Jona,Margaret, Lally i Alice Nikt nie będzie mu groził.Ani im.Czyż nie powiedział, że są wszystkim co ma dla megowartość na tym świecie? Rozdział trzeciIPellham Langley pozostawało zamknięte przez ponad dwa miesiące.Za nim wrócili, świeża wiosenna zieleńwrzosowisk ustąpiła miejsca jaskrawym barwom lata [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum