[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Daleko z tym nie zajedziesz. Tysiące dolarów?!  wrzasnęła uradowana Roty.Elliott i Miranda wzdrygnęli się i po raz pierwszy, odkąd się znają porozumiewawczo na siebiespojrzeli.Niemniej niestosowny okrzyk Rory niesprowokował ich do udzielenia jej nagany. Będziemy bogaci!  entuzjazmowała się dziewczyn-142 ka. Będziemy tacy bogaci jak Priorowie czy Wise-nowie.Możemy zainstalować basen w ogrodzie! Nie warto być matką."  pomyślał Elliotti złośliwie się do Mirandy uśmiechnął, na co sobiechyba nie zasłużyła.- Nie, Rory! - zwrócił się do córki.- Nie będziemy tacy bogaci jak Priorowie czy Wisenowiei nie zbudujemy basenu w ogrodzie, choćby dlatego, że Amelia nie umie pływać, mogłaby wpaśći. Tym razem nie był w stanie się powstrzymać,by dziecka nie upomnieć:  Rory, trudno mi uwierzyć, że to powiedziałaś! A co ja takiego powiedziałam?Elliott westchnął.Uświadomił sobie, że Rorynie wyczuwa niestosowności swego zachowania.Dziewczynka nie zdawała sobie sprawy z nietaktu,polegającego na tym, że do pieniędzy i śmierciprzykładała taka samą miarę. Jakże okropnai skomplikowana jest sytuacja spadkobiercy!"  pomyślał.Choć zaszokował go materializm dziecka,143 wiedział, że pojęcie nieodwołalności śmierci jestdla Rory wciąż jeszcze czymś niezrozumiałym.Kiedyś w pracy usłyszał opinię, że dzieci przeżywają żałobę zupełnie inaczej niż dorośli.Człowieka dorosłego najboleśniej dotyka utrata bliskiej muosoby na początku, potem powoli wraca do równowagi.Dzieci natomiast początkowo są obojętne,ale im dłużej trwa nieobecność kochanej osoby,tym mocniej odczuwają jej brak.Elliott i Miranda przyglądali się Rory, a gdydziewczynka wróciła do pokoju matki, oboje jednocześnie odetchnęli. Gdybyśmy chcieli być zgodni z naszymi zasadami, to powinniśmy się wstydzić, Mirando! ostro zareagował Elliott. Nie zrozumiałem twego pytania: myślałem, że chodzi ci o stan megoducha. I nagle taka dzika i gorąca nienawiść goopanowała, że się dziwił, iż Miranda nie czuje, żejęzyki tego ognia, który w nim płonie, liżą i paląjej, zdawałoby się, spokojną twarz.144  No i dobrze  skwitowała wypowiedz zięcia. To, co Rory powiedziała, jest normalne.Dzieci chcą wiedzieć, co je czeka, co się z nimi stanie.Nie potrafią rozpaczać, kiedy ogarnia je lęko byt.Wiem na pewno, że tak jest. A co z tobą, Mirando? Wszystko w porządku? Nie jestem taka głupia, by nie wiedzieć, żechodzi ci o to, co czuję w stosunku do Laury.Lau-rie jest moim dzieckiem.Spodziewałam się, że mnieprzeżyje o wiele, wiele lat.Chyba dlatego doznałam szoku. Ale dotąd nie okazywałaś zbytniej troskio nią  przerwał jej Elliott.I nagle uderzył sięw czoło. Zagalopowałem się! Mam oczywiściena myśli ten okres życia Laury, kiedy byliśmy małżeństwem. Elliott sam sobie nie wierzył, że sięzdobył na taką śmiałość.Nikt z ich grona nie odważyłby się w taki sposób odzywać do Mirandy.Nigdy nie miałaś do Laury prawdziwie matczynego stosunku i wobec wnuczek też się nie zachowy-145 wałaś jak na babcię przystało.Jeśli łaskawie odwiedzałaś nasz dom, to wyłącznie w czasie wakacji.I nie koniec na tym.Nie zdarzyło się, żebyś zatelefonowała do nas ot tak sobie, bez powodu.I niewiem, czy pamiętasz, ale ani razu się nie zgodziłaś,żeby dziewczynki zostały u ciebie na noc.- Przecież do póznej nocy pracowałam. Wcale nie musiałaś.- Owszem, musiałam, a poza tym. Po prostu uważałaś  wszedł jej w słowo  żełatwiej jest zajmować się zupełnie obcymi ludzmi i pomagać im w urzeczywistnianiu marzeń niżpoświęcać czas własnym dzieciom. Jego głosstawał się coraz bardziej ochrypły.Elliott zdawałsobie sprawę, że ten atak na Mirandę niczym dobrym się nie skończy, i był na siebie wściekły zato, ale nie przestał jej oskarżać:  A nie widzisz,jaki nieuporządkowany tryb życia prowadzi Stephen? Jakby myślał, że wciąż jeszcze jest studentem!146  Spędzaliśmy z dziećmi sporo czasu, grającw karty - powiedziała Miranda. Graliście z nimi w karty? Tak, a także rozwiązywaliśmy szarady.Dziecibardzo to lubiły.%7łebyś wiedział, co one wyrabiały.Bawiły się  w lecie zawsze na dworze w chowanego i w taką grę latarkami.Całe gromady do nas przychodziły: nasi kuzynowie i dzieciakiz naszego osiedla. Koloryzujesz  ozięble zauważył Elliott. Gdy żył Stephen senior, często spotykaliśmysię z rodziną.Przyjmowaliśmy gości; podawaliśmyponcz, rum i sidr, bo nikt z nas nie był zbytzamożny.Przychodziła moja siostra, Juliet, i Jim-my, przyjaciel Stephena z pracy, z żoną Greczynką.Przypominam sobie, że bawiąc się w starym domu,rolowaliśmy dywan i tańczyliśmy do upadłego.Zachowały mi się nawet filmy z tych imprez. A pózniej? Starałam się, jak mogłam, naprawdę.Kiedyś147 z okazji Czwartego Lipca urządziłam przyjęciew ogrodzie połączone z pieczeniem na grillu.Wychodziłam z siebie, żeby się wszystko udało, noi wtedy opaliłam sobie rzęsy. Nie rozumiem, co to ma wspólnego z tym,jaka byłaś dla własnych dzieci. Nie umiałam sobie poradzić.Nie wiedziałam,jak pogodzić zajmowanie się dziećmi z pracą zawodową, która miała im przecież zapewnić byt [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum