[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Mieszkanie ma pan nadzwyczajne - odrzekłem.- Mosze, proszę mi mówić Mosze - powiedział.- Jakże mamy grać w szachy, skoronie jesteśmy po imieniu? Ale zanim zagramy, zjemy.I trochę pogadamy.- Powoli podniósłsię z krzesła, ciężko opierając się o stół.Pan Liebermann także wstał, podobnie jak ja.Obaj starsi panowie natychmiast się odwrócili i gestem poprosili, żebym usiadł.- Jesteś dzisiaj naszym gościem.Proszę tu zostać, a my przygotujemy kolację -powiedział pan Zpiewak.- To nie potrwa długo - mamy swoje przećwiczone numery,nieprawdaż, Szymonie?Pan Liebermann przytaknął skinieniem głowy i uśmiechnął się.- Oczywiście, że tak - odparł.Patrzyłem, jak obaj znikają w korytarzu.Zostałem w pokoju sam i wdychałem suchy,przyjemny zapach.Rozejrzałem się i poczułem się dziwnie domowo, jakby zdjęto mi zramion ciężar.Wstałem i zacząłem się przechadzać wzdłuż ścian, studiując malowidła iponownie zatrzymując się przed portretem.Młoda kobieta nie przypominała nikogo, kogoprzedtem znałem, ale wydawała się znajoma.Poza, w jakiej siedziała na wpół odwrócona odemnie, pogrążona w myślach, przywoływała coś, czego nie potrafiłem całkiem wyjaśnić.Wpatrywałem się w portret, aż usłyszałem za plecami skrzypnięcie parkietu.Odwróciłem się izobaczyłem dwóch starców wnoszących do pokoju duże talerze, które umieścili na stole.Byłyśledzie obłożone krojonym jajkiem, jabłkiem, buraczkami, cebulą i grzybami.Koszykciemnego żytniego chleba.Potem pojawiły się butelki - polskie piwo i trzy gatunki wódki.Oczywiście nie wiedzieli, jak skromna jest moja wiedza o szachach.A może wiedzieli.Jedenkieliszek wódki zmył wszelki ślad po umiejętnościach.Obaj usiedli naprzeciwko mnie przy stole z zimnymi zakąskami i powoli zaczęli jeść.Bałtycki śledz to chyba przykład miłości i nienawiści.Dla mnie miłości.Słona ryba i jejdodatki smakowały wybornie.Wznosiliśmy toasty piwem i wódką, przyjemnie się upijając.Przynajmniej ja.Co do nich, nie jestem taki pewien - ich twarze promieniały raczejoczekiwaniem niż alkoholem.- Mieszka pan tutaj zupełnie sam.Proszę mi opowiedzieć o swoim życiu -powiedziałem.Starzec spojrzał na mnie.- Mosze, proszę mówić do mnie Mosze.Uśmiechnąłem się z zakłopotaniem i kiwnąłem głową.- Sam? Gdzież tam.Czy wiesz, że mieszka tutaj cała moja rodzina? - powiedział.- Ijeden bardzo drogi przyjaciel.Szybko zerknąłem na pana Liebermanna, który również na mnie patrzył, z szerokootwartymi oczami i lekko uniesionymi brwiami.- Pozwólcie, że o nich opowiem.- I nie czekając na odpowiedz, pan Zpiewak zaczął: -Na parterze są moi rodzice, Judyta i Michał Zpiewakowie.Oboje są w podeszłym wieku, więc postanowiłem umieścić ich na parterze.Schody to byłoby dla nich za wiele.Judyta jest wciążpiękna, pomimo wieku.Mój ojciec Michał wciąż gra na pianinie i radość mi sprawia, żemogłem mu podarować fortepian Steinwaya.wiczy II koncert fortepianowy Chopina i idziemu coraz lepiej, chociaż mówi się, że żaden pianista nie powinien tego próbować, gdyprzekroczył średni wiek.Często przystaję pod drzwiami i słucham.Gra coraz lepiej, każdegodnia słychać drobne różnice, tak jak musi być przy wykonaniach na żywo.To cud.Naprzeciwko rodziców mieszka ciotka Beatrice, moja ulubiona ciotka, ta, która magęste miedziane włosy.Nigdy nie wyszła za mąż, chociaż była uderzająco piękna.Nadal jest.Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, zostałaby śpiewaczką operową.I wyszłaby za mąż.Taksię cieszę, że jest blisko swojego brata, mojego ojca, który jej akompaniuje jako muzyk itowarzyszy jako człowiek.Zawsze byli sobie bliscy.W pokoju na następnym piętrze jest mój brat Samuel z żoną, której także na imięJudyta, jak mojej matce, dlatego mówimy do niej Dyta.Judyta o ciemnych, płonącychoczach, zawsze tak prędka, jakby nigdy nie miała dość czasu.I wszystkie dzieci, którepowinni byli mieć - chyba szóstka czy siódemka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum