[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Taknaprawdę nie szuka samotności i nie chce podziwiać zachodusłońca, wsłuchiwać się w wieczorne ptasie koncerty.Wyszła znadzieją, że go spotka, że może on, wiedziony podobnympragnieniem, przyjdzie w to samo miejsce.Przecież też musichcieć ją zobaczyć.Czy nie po to zostawił jej wczoraj swojąmarynarkę? Marianna czuje, że zaraz go zobaczy, że gdy ostatnie drzewa odsłonią brzeg rzeki, on tam będzie.Zamyślony, wpatrzony w wodę.I jest! Już go widzi z daleka.Dostrzega z radościąszczupłą sylwetkę mężczyzny siedzącego na plaży.Przyspiesza kroku.Przyspiesza bicie jej serca.Oddychaszybciej.Ale emocje równie szybko opadają: Czemu to ten.?Młody człowiek na odgłos kroków odwraca głowę.Zrywasię na równe nogi.Oczy wbija w ziemię, ze wstydem, jakbyktoś przyłapał go na gorącym uczynku.Władek.To tylkoWładek Długołęcki.Marianna zna go dobrze.Są niemal w tym samym wieku -może on jest odrobinę starszy.Przez kilka lat Władysław - takjak Marianna - chodził do gimnazjum w Wyszkowie.Aleedukację zakończył na  małej" maturze.Rodziców nie byłostać na utrzymywanie chłopaka poza domem, więc musiałwrócić i zacząć pracować.Jego ojciec zajmuje się buchalterią.Pomaga we wsi bogatszym chłopom w zagmatwanychkwestiach rozliczeń, podatków, zysków i strat.Prowadziksięgi Cechu Flisackiego oryli bużnych, mającego siedzibę wKamieńczyku.Władek mimo marzeń o dalszej edukacji pomaga ojcu wpracy.Zdobywa zawód, który go nie pociąga, i najpewniejnuży, ale nie ma wyjścia - za coś trzeba się utrzymać.Więcmimo że chłopak jest zdolny i bez przeszkód mógłby dalej siękształcić, jego los zostaje przypieczętowany.Marianna ma do niego stosunek obojętny.Choć możenie.Trochę go chyba lubi - Władysław jest uprzedzającouprzejmy wobec dziewczyny.%7łyją jednak w dwóch takróżnych światach, że od czasu, gdy przestali się razem uczyć,widują się wyłącznie w kościele, a prócz tego niewielezdarzyło się okazji, by zamienili ze sobą choć kilka zdań.Ich przypadkowe spotkania zawsze kończą się na wymianiepozdrowień i bardzo zdawkowej, krótkiej rozmowie.Ale dziewczyna nie wie, że Władek za każdym razem, gdyzobaczy Mariannę, długo to pózniej odchorowuje.Bo choć tenmłody mężczyzna zdaje sobie sprawę, że jest niczym przypanience mieszkającej we dworze, to jego serce, wbrewlogice, bije na jej widok szybciej.Bez wiary we wzajemność,bez nadziei.Zresztą nawet najwnikliwsze oko niedostrzegłoby tego, co Władysław czuje naprawdę, gdyżgłęboko ukrywa tę swoją słabość do byłej szkolnej koleżanki.Strzeże tajemnicy, bojąc się śmieszności, wie, gdzie jegomiejsce.Nie dla niego taka panna z dobrego domu.Niemniej jest jedna osoba, która przeczuwa, co czuje tenmłody człowiek, ale ona też nigdy nie poruszy tego tematu -może chłopak w końcu sam się wyleczy z tej mrzonki.AlinaDługołęcka - jego matka - zna dobrze własnego syna.Izawsze, gdy ten wróci do domu z głębszą niż zazwyczajmelancholią - z wyrazem tej znajomej nostalgii - już wie, żeWładek znowu widział panienkę i że musi upłynąć kilka dni,zanim powróci mu spokój.Więc i teraz Marianna nic nie dostrzega, choć zaskakujeją, jak chłopak ostatnio wydoroślał, jak się zmienił.Bardzozeszczuplał.Linie kości policzkowych i żuchwy mocno mu sięwyostrzyły.Oczy, które dotąd były duże i okrągłe - jak udziecka - nieco się zapadły, gubiąc ze swego wyrazu iskierkimłodzieńczej radości.Teraz to spojrzenie jest już w pełnidojrzałe i dziwnie smutne.Władek sporo urósł i jest dużowyższy, niż go zapamiętała ze szkolnych czasów.Bardziejzdecydowany w ruchach, postawie - stał się mężczyzną.Całkiem przystojnym mężczyzną.I może to ta zaskakująca przemiana sprawia, że zwykleobojętna wobec niego, teraz bez wahania podchodzi i podajemu rękę. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.- Uśmiecha sięlekko.Władek, czy dlatego, że to powitanie zbiło go z tropu,czymoże przez fakt, że nie widział Marianny od tak dawna - ateraz wydaje mu się jeszcze piękniejsza, jeszcze doskonalszaniż wcześniej - dłużej niżby tego wymagało powitanie, wmilczeniu przytrzymuje jej rękę.- Widzę, że jednak przerwałam ci jakieś zajmującerozmyślania.- Ależ skąd.- Mężczyzna szybko się reflektuje, że jegozachowanie może wydawać się Mariannie dziwne.Zawstydzony odwzajemnia uśmiech i starając się, żeby w tongłosu nie wdarło się zdradzające jego uczucia drżenie, dodaje:- Po prostu jestem trochę zaskoczony, że panią tu spotykam.- Chyba to miejsce nad rzeką nie jest zarezerwowanetylko dla ciebie? - żartuje Marianna.A on nie wie, czypotraktować jej słowa jak żart.Czy może jednak zarzut.- Nie, no.naturalnie, że nie.Ale często przychodzę w tomiejsce, a pani nigdy tu nie spotkałem.I to samej.Wieczorem.- Jestem już dorosła.- Naturalnie.W tym momencie zazwyczaj kończyły się Marianniepowody, by dalej pozostawać w towarzystwie synaksięgowego, ale teraz wcale nie spieszy się jej do samotności.Miała co prawda nadzieję spotkać Zygmunta, ale z brakutamtego, upragnionego i to zaskakujące męskie towarzystwomoże osłodzić jej wieczorną nudę.Marianna ku zdziwieniu Władka przysiada na trawie, wmiejscu, z którego on przed chwilą wstał, i ruchem rękiwskazuje miejsce obok siebie.Mężczyzna ze zdumieniempatrzy na ten gest i z lekkim wahaniem siada przydziewczynie. Przez chwilę, w ciszy wpatrują się w leniwy nurt i las podrugiej stronie rzeki.Drzewa, zalane czerwonawą lunązachodzącego słońca, wyglądają, jakby krwawiły.- Byłeś w bibliotece panien Rogalskich? - Tak, ale skąd.- Panna Eugenia wspominała, że mówiłeś jej o moichstudiach.- A tak, zapomniałem pani pogratulować [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum