[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dwaj pozostali przysunęli krzesła do stołu, ale Jezalnie ruszył się nawet.Nie interesowało go, z jaką dziwką ten ględzący idiota zamierzasię przespać.- Poznaliście siostrę Westa? - spytał cicho Brint, a Jezal poczuł, jak napinająmu się mięśnie.- Nie dorównuje tamtym dwóm, oczywiście, ale jest ładna w jakiśpospolity sposób i.wydaje mi się, że byłaby chętna.Brint oblizał wargi i trącił Jalenhorma w żebra.Olbrzym uśmiechnął sięwstydliwie jak uczniak, który usłyszał właśnie nieprzyzwoity żart.- O tak, robi wrażenie kobiety chętnej - zachichotał Kaspa.Jezal odłożył fajkę, dostrzegając przy tym, że drży mu nieznacznie dłoń.Drugązaciskał tak mocno na podłokietniku krzesła, że zbielały mu kostki.- Słowo daję - oznajmił Brint - gdybym się nie bał, że major nadzieje mnie naswój miecz, chętnie nadziałbym jego siostrę na swój.Co wy na to?Jalenhorm zaniósł się śmiechem.Jezal poczuł, jak drga mu oko, kiedy Brintzwrócił ku niemu pogardliwie uśmiechniętą twarz.- No i co, Jezal, jak myślisz? Poznałeś ją, prawda?- Co myślę? - Głos Jezala zdawał się dochodzić z jakiejś nieprawdopodobnejdali, kiedy patrzył na te trzy rozbawione twarze.- Myślę, że powinieneś zważać nasłowa, ty synu pieprzonej ladacznicy.Stał teraz, zaciskając zęby tak mocno, że mogłyby pęknąć.Uśmiechy natwarzach trzech mężczyzn zawahały się jakby i zgasły.Jezal poczuł na ramieniu dłońKaspy.- Daj spokój, chciał tylko powiedzieć. Jezal odepchnął jego rękę, chwycił brzeg stołu i szarpnął do góry.Monety,karty, butelki, kieliszki, wszystko poleciało w powietrze i spadło na trawę.Drugą dłońzaciskał już na rękojeści miecza, którego na szczęście jeszcze nie wyjął, i pochylał sięnad Brintem, obryzgując mu twarz śliną.- A teraz mnie posłuchaj, mały draniu! - warknął.- Jeszcze słowo na ten temat,cokolwiek, a nie będziesz musiał się martwić o Westa! - Przycisnął do piersi Brintadłoń, którą obejmował rękojeść miecza.- Pokroję cię jak pieprzonego kurczaka!Trzej mężczyzni patrzyli na niego osłupiali szeroko otwartymi oczami,rozdziawiając usta; byli zdumieni tym wybuchem gniewu tak samo jak sam Jezal.- Ale.- zaczął Jalenhorm.- Co?! - wrzasnął Jezal, chwytając za kurtkę wielkiego mężczyzny i podnoszącgo niemal z krzesła.- Co, kurwa, powiedziałeś?- Nic - zapewnił piskliwym głosem Jalenhorm, podnosząc ręce.- Nic.Jezal puścił go.Wściekłość przygasała szybko.Zastanawiał się, czy nieprzeprosić, ale gdy spojrzał w poszarzałą twarz Brinta, jedyne, co przychodziło mu dogłowy, to słowa  wydaje mi się, że byłaby chętna.- Pokroję cię jak pieprzonego kurczaka! - warknął ponownie, potem odwróciłsię na pięcie i oddalił sztywnym krokiem.W połowie drogi do bramy uświadomiłsobie, że zostawił swój płaszcz, ale nie mógł po niego w tej chwili wrócić.Zagłębił sięw mrok tunelu, zrobił kilka kroków, po czym oparł się o ścianę, oddychając ciężko idrżąc, jakby pokonał właśnie biegiem ogromny dystans.Rozumiał teraz, co to znaczyulegać gniewowi - rozumiał doskonale.Nie zdawał sobie nawet sprawy, że skrywa gow sobie, ale teraz nie żywił żadnych wątpliwości.- O co u diabła mu chodziło? - odbił się echem w tunelu przerażony głos Brinta,niemal zagłuszony przez łomot serca, które tłukło się w piersi Jezala.Musiałwstrzymać oddech, by dobrze słyszeć, co mówią tamci.- Niech mnie diabli, jeśli wiem.- Jalenhorm wydawał się jeszcze bardziejzaskoczony.Rozległo się szuranie i stukot drewnianego stołu, podnoszonego z ziemi.-Nie wiedziałem, że skrywa taki temperament.- Przypuszczam, że ma teraz dużo na głowie - powiedział bez przekonaniaKaspa.- Turniej i w ogóle.- To go nie usprawiedliwia! - przerwał mu ostro Brint.- No cóż, są ze sobą blisko, prawda? On i West.wiczą razem i Bóg wie cojeszcze, może zna jego siostrę.nie wiem! - Istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie - usłyszał pełen napięcia głos Brinta,jakby ten zamierzał powiedzieć coś zaskakującego.- Może jest w niej zakochany!Wszyscy trzej wybuchnęli śmiechem.Doprawdy, doskonały dowcip.KapitanJezal dan Luthar zakochany, i to w dziewczynie, która zajmowała pozycję o wieleniższą niż on.Co za idiotyczny pomysł! Co za absurdalne przypuszczenie! Co za żart!- O, do diabła.- Jezal chwycił się za głowę.Nie miał ochoty do śmiechu.Jak ulicha zrobiła mu coś takiego? Jak? Co w sobie skrywała? Była ładna, oczywiście, bystrai zabawna, ale to niczego nie tłumaczyło.- Nie mogę się więcej z nią spotkać -wyszeptał.- Nigdy.Uderzył pięścią w ścianę.Jego postanowienie było żelazne.Jak zawsze.Wiedział, że nie zmieni zdania, dopóki nie otrzyma nowego liściku.Jęknął i uderzył się w skroń.Dlaczego tak się czuł? Dlaczego.trudno mu byłonawet zdobyć się na wypowiedzenie tego słowa.tak bardzo ją lubił? Wtedy muzaświtało.Wiedział dlaczego.Ona go nie lubiła.Te szydercze uśmieszki.Te spojrzenia z ukosa, które nieraz dostrzegał.Teżarty, czasami zbyt uszczypliwe.Nie wspominając już o sporadycznych przypadkachniekłamanej pogardy.Może lubiła jego pieniądze.Podobała się jej jego pozycja,oczywiście.I on się jej podobał, oczywiście.Ale, w gruncie rzecz, ta kobieta nimpogardzała.Nigdy wcześniej nie doświadczył takiego uczucia w stosunku do swojej osoby.Zawsze zakładał, że wszyscy go kochają, nigdy nie miał powodu wątpić, że jestwspaniałym człowiekiem, godnym najwyższego szacunku.Lecz Ardee go nie lubiła,widział to teraz, i to kazało mu się zastanowić [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum