[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znów wybuchła płaczem.Przełożona pielęgniarek po raz pierwszy uniosła głos:  Idz do toalety i niewychodz stamtąd, dopóki cię nie zawołam!Pielęgniarka zakryła dłonią usta i szybko się oddaliła.Wózek z Niną ruszył. Nie zapomnijcie sprawdzić pojemników na śmieci  powiedział jakiśmężczyzna. Do cholery, co to jest?  to pytał jakiś policjant. Szmaciana lalka  odparł mu ochroniarz. Po co mi ją dajesz?  zdenerwował się gliniarz. Jako dowód. Dowód czego?Nina wjechała wózkiem do windy.Ktoś wbił igłę w jej ramię.Prawie niepoczuła ukłucia.Drzwi windy zamknęły się ze szmerem.Winda ruszyła w górę. Skąd ta krew?  zapytał ktoś.Otworzyły się drzwi. Jedziecie na dół? Nie.Winda ponownie się uniosła. Dlaczego znów ogłoszono alarm? Dwadzieścia minut temu śmieciarze opróżnili wszystkie pojemniki. Dowiedzcie się, gdzie je wywiezli, i wszystkie przeszukajcie. I włóżcie grube rękawice.Tam mogą być różne medyczne świństwa. Jezu, co za dzień. Zawiezcie mnie do piwnicy  zażądała Nina, próbując wstać, ale nogiodmówiły jej posłuszeństwa. Chcę moje dziecko. Jednak środek uspokajającyokazał się silniejszy i Nina zamknęła oczy. Nina 14Detektyw Delgado z nowojorskiej policji była zmęczona.Nałożyła grubąwarstwę makijażu, a włosy miała świeżo zrobione, ale nie mogło to ukryćczerwonych żyłek w jej oczach ani sińców pod nimi.Postawiła krzesło przy łóżkuNiny i zapytała:  Jak się pani czuje? Nie wiem  odparła Nina. Fizycznie dobrze. Nina próbowała usiąść, niemogła; spróbowała ponownie, udało się. To pani kieruje poszukiwaniami? Raczej śledztwem.Poszukiwania, przynajmniej na terenie szpitala, zostałyzakończone.Przeszukaliśmy cały budynek, od góry do dołu. I?Detektyw Delgado pokręciła głową. A co z. Ostatnie słowa nie mogły przejść Ninie przez gardło. Z czym? Z pojemnikami na śmieci. Wszystkie sprawdziliśmy, łącznie z tymi wywiezionymi.Nic. Przezmoment Ninie wydawało się, że detektyw walczy z ziewnięciem.Kobieta zakryłausta dłońmi i mocno potarła. A co z piwnicami? No właśnie.Te piwnice. Detektyw Delgado wychyliła się do tyłu nakrześle i wyciągnęła nogi.Nina poczuła silny zapach od niej  pomarańczowej wody kolońskiejzmieszany z dymem papierosowym. Już kilka razy pytała pani o piwnice, pani Kitchener.Czy jest ku temu jakiśpowód? Nie, nie sądzę.Detektyw skinęła głową. Czy zdaje pani sobie sprawę, że w tym budynku jestpięć poziomów piwnic, sześć, jeżeli wliczy się garaże? Nie.Detektyw znów skinęła.Nina miała uczucie, jakby została pokonana w jakiejśrywalizacji, tylko nie wiedziała jakiej. Nie bardzo rozumiem, co się dzieje  rzekła Nina.Czuła, że środkiuspokajające przestają działać, co sprawiało, że ogarniał ją niepokój.Nagle ten lękzamienił się w przerażenie, wszystko powróciło z pełną mocą. O co wam chodzi? Chodzi nam o to  podkreśliła detektyw Delgado  że traktujemy to zniknięcie dziecka jako porwanie.Nina poczuła pulsującą krew.Zabolało jąmiędzy nogami.Detektyw sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej notatnik ipaczkę papierosów. Mogę tu zapalić? Raczej nie.Detektyw westchnęła i odłożyła papierosy.Otworzyła notatnik, pośliniła palecjęzykiem, który był żółty i suchy, i przewróciła kilka kartek. Proszę mniepoprawić, jeżeli coś będzie nie tak  powiedziała bezbarwnym, monotonnymgłosem. Wczoraj o czwartej trzydzieści pięć po południu poinformowano panią otelefonie do pani w pokoju pielęgniarek.Przekazała pani niemowlę pielęgniarce,która oddała je pod opiekę Vernie Rountree pełniącej dyżur w sali noworodków.Potem poszła pani do pokoju pielęgniarek, gdzie otrzymała pani wiadomość, inastępnie udała się pani na piąte piętro, żeby zadzwonić z automatu.Zgadza się jakdo tej pory? Tak.Detektyw Delgado znów pośliniła palec i odwróciła kartkę w notatniku.Około czwartej czterdzieści do sali noworodków weszła wolontariuszka ipowiedziała Vernie Rountree, że jej mąż czeka w stołówce i pilnie chce z niąrozmawiać.Oni są w separacji.On ją opuścił kilka miesięcy temu i żyje teraz zinną kobietą.To, jak mówi Verna Rountree. Detektyw odwróciła kolejną kartkę..cytuję:  rozdarło moje serce".Koniec cytatu.Verna była zdecydowana spotkaćsię z nim, ale nie mogła opuścić pokoju, a bała się poprosić przełożoną ozastępstwo, bo wiedziała, że nie podobają się jej prywatne wizyty podczasdyżurów.Poza tym przypuszczała, jak się okazało słusznie, że przełożona jej nielubi. I ta wolontariuszka zaproponowała, że to ona ją zastąpi.Detektyw Delgado spojrzała przenikliwym wzrokiem. Zgadza się. Jejzaczerwienione oczy przez chwilę wpatrywały się w Ninę, a potem coś zapisała wnotatniku. Verna skorzystała ze schodów, żeby nie przechodzić obok pokojupielęgniarek  ciągnęła detektyw. Poszła szybko do stołówki, gdzie nie znalazłamęża, i pospiesznie wróciła na czwarte piętro.Kiedy dotarła do pokojunoworodków, stwierdziła, że wolontariuszki tu nie ma, a cztery noworodki,którymi miała się opiekować, śpią spokojnie.Jednak tego dokładnie nie sprawdziła.Stanęła tylko pośrodku sali i się rozejrzała.Zobaczyła cztery beciki, trzy różowe ijeden niebieski.Potem wróciła do swojego krzesła, gdzie znalazła batona, którego,jak się domyśliła, zostawiła dla niej wolontariuszka.Spojrzała na zegarek.byłaczwarta pięćdziesiąt.więc nie było jej najwyżej dziesięć minut.Uznała, że nikt nie zauważył jej nieobecności.Zjadła batona i wyrzuciła opakowanie do kosza.Znalezliśmy je i teraz szukamy na nim odcisków palców.Kilka minut pózniej,kiedy ona właśnie skończyła jeść batona, pani wróciła po dziecko.Verna Rountreeposzła do łóżeczka i odkryła to, co odkryła.Nina lekko się uniosła.Czuła się coraz mocniejsza.W jej głowie kłębiło sięmnóstwo pytań.Z nieznanych sobie powodów pierwszym, jakie zadała, było:  Cosię stało z Verna Rountree? Zawieszono ją w czynnościach  odparła Delgado. Aż do momentuzakończenia dochodzenia.Oczywiście, jeżeli jej wersja okaże się nieprawdziwa,znajdzie się w prawdziwych tarapatach. A dlaczego jej wersja miałaby się okazać nieprawdziwa? Chociażby z jednego powodu: nikt w tym czasie na oddziale nie widziałżadnej wolontariuszki, nie była też przewidziana w grafiku, a wszyscywolontariusze z innych oddziałów mogą udowodnić, że wtedy byli gdzie indziej.Ponadto opis wolontariuszki podany przez Verne jest mało precyzyjny. Ja ją widziałam. Kogo? Tę wolontariuszkę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum