[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Instruktaż miał trwać 14 dni, ale po 7 dniach wszystkich robotników cywilnych, Ukraińców i Rosjan powołano dowojska.Do oddziałów Własowa.Mój instruktor, żegnającmnie, płakał.Nie zdążyłem nauczyć go chiromancji, aleon jednak wtajemniczył mnie dostatecznie, jak obsługiwaćte obrabiarki, aby nie zostać powieszonym za sabotaż.Niedarmo detale obrabiane na nich nosiły nazwę  trumien.37Pociąg stanął.Przez szpary wagonu dojrzeliśmy zarysjakichś niewielkich budynków.Usłyszeliśmy rozmowę i zbli-żające się liczne kroki.Zachrobotało i powoli rozsuwanedrzwi towarówki zaczęły rozchylać się.Otwór robił się co-raz większy.Napłynęła fala świeżego powietrza, ale równo-cześnie usłyszeliśmy okrzyki: Donnerwetter, Donnerwetter!  i szybko, prawie bie-giem oddalające się kroki.Ostrożnie wychyliłem głowę na zewnątrz wagonu.GrupkaSS-manów stała dość daleko od wagonów z chusteczkamiprzy nosach.Fetor rozkładających się ciał oraz odchodówuwięzionych od sześciu dni w wagonach ludzi musiał ichzamroczyć.My, którzyśmy jeszcze żyli, przywykliśmy.Nasodurzało świeże powietrze.Peron był niewielki, odkryty.Niebo nad nim bezchmur-ne, wysokie, błękitne.Słońce zbliżało się do zenitu.Na ze-garze peronowym była godzina 13.Dzień, pamiętam godobrze, 23 marca 1945 r.Napisu na wyjściu z peronu niewidziałem.Nie wiedzieliśmy, dokąd nas przywiezli.Usły-szeliśmy wezwanie do opuszczenia wagonów.Byłem trzecimw kolejności, który o własnych siłach wagon ten opuścił.Kiedy już nikt z niego nie wysiadał, a wszystkie wagonydostatecznie wywietrzały, Niemcy zaczęli do nich zaglądać.Widziałem, jak niektórzy z nich chwytali się za głowy, wy-rażając w ten sposób swoje zdumienie.W każdym wagonieleżały zwały trupów.Tylko środek był wolny, nie licząckału.Nie poganiano nas.Z mego wagonu, liczącego w dniuwyjazdu z Frankfurtu n.Menem, tj.17 marca 1945 r., 60 więzniów, o własnych siłach wyczołgało się 10, 12 obłożniechorych wynieśliśmy, pozostałych 38 pozostało w wagonie,nie żyli.W innych wagonach, na skutek angielskiego nalo-tu, sytuacja była jeszcze gorsza.Wyładunek i układanie na peronie tych na wpół umarla-ków szły nam niemrawo i czas wlókł się powoli.Niemcyjednak nie zdradzali zniecierpliwienia.Stali w grupkachi patrzyli, jak my się męczymy wywlekając tych biedaków.Nie byli nawet specjalnie uzbrojeni.Co poniektóry tylkomiał krótką broń.W naszej grupie znalazł się szczęściarz, posiadający pa-pierosy.Niestety nie mieliśmy zapałek.Nikt nie śmiał zwrócićsię po ogień do Niemców.Jednakże widok papierosai narastające pragnienie zaciągnięcia się jego dymem zdo-pingowało mnie i choć mocno drżały kolana pode mną,podszedłem do grupki najbliżej stojących żołnierzy.Byłembez czapki, więc odpadła konieczność zdejmowania jejz głowy.Ubrany byłem, tak jak i moi współtowarzysze,w mundur armii jugosłowiańskiej.Przebrali nas w te mun-dury, gdyśmy opuszczali pod grozą bomb amerykańskichFrankfurt n.Menem.Na piersiach i plecach mieliśmy wszy-te pasiaste płótno z więziennymi numerami.Głowy namostrzyżono, a przez środek wygolono pas szerokości 2 cmdla podkreślenia, jacy to z nas grozni i niebezpieczni ban-dyci.Na nogi włożyli nam drewniane holendry, na bosestopy.Stanąłem na baczność i poprosiłem o ogień.Spojrzeli na mnie jak na powietrze.Milczeli.Stałem więci czekałem, kiedy mnie któryś kopnie.Ale kiedy nie reago-wali na moją obecność, powiedziałem:  przepraszam , zro-biłem w tył zwrot i zacząłem powoli oddalać się ku naszym.A kiedy Uszedłem kilka kroków, usłyszałem okrzyk:  Halt! No już po mnie  pomyślałem i stanąłem w miejscu.Poczułem, jak schwytano mnie z tyłu za kołnierz i prawieuniesiono w powietrze, potrząsając jak wiatr gruszą. Ty świński ryju, ty wszo przeklęta!  krzyczał tenktoś, a cicho mówił:  Nie wchodzcie do samochodów.Kto może iść, niech idzie, choćby na czworakach.Słabych nieś-cie. Raus!  wrzasnął i kopnął mnie, wrzucając mijednocześnie jakiś przedmiot za koszulę.Kopnięcie byłodość bolesne i nadało mi taki pęd, że gdyby mnie koledzynie schwycili w locie, walnąłbym głową w wagon.Kiedy oprzytomniałem i spojrzałem w stronę Niemców,stali nadal zbici w grupkę.Powiedziałem kolegom, comusłyszał, ale mi początkowo wierzyć nie chcieli [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum