[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niesforna zieleńrozciągała się pod nimi prawie jak na Ziemi, chociaż koliste formacjeskalne trzymały ją tutaj w ustawicznym szachu. Ten świat jest mniejszy  powiedziała Lily yo w kolejnej próbieprzekazania Flor tego, co jej chodziło po głowie.Tu jesteśmy więksi.I nietrzeba tak często walczyć. Niebawem będziemy musieli walczyć. Potem możemy tutaj znowu wrócić.To dobre miejsce, nie ma tu nicdrapieżnego ani tak wielu wrogów.Tutaj grupy mogłyby żyć, nie bojąc sięustawicznie.Veggy, Toy, May, Gren i pozostałe maleństwa  im by się tutaj31 podobało. Tęskniliby za drzewami. Niedługo zapomnimy na zawsze o drzewach.Mamy w zamianskrzydła.Wszystko jest sprawą przyzwyczajenia.Ta błaha pogawędkaodbywała się w nieruchomym cieniu skały.Trawersery żeglowały w górzejak srebrne kleksy na tle karmazynowego nieba i przemierzając swoje sieci,z rzadka tylko zapuszczały się daleko w dół do selerów.Lily yo zagapiłasię na te stworzenia, rozmyślając o wielkim celu, który zrodził się wumysłach Jeńców; ich plan przelatywał przed jej oczyma w szereguruchomych obrazów.Tak, Jeńcy widzieli.Potrafili przewidywać, czego onanie umiała.Ona i wszyscy wokół niej żyli jak rośliny, robiąc co popadnie.Jeńcy nie byli roślinami.Ze swoich cel widzieli więcej od tych, co byli nazewnątrz.I właśnie Jeńcy to zobaczyli: że te kilka istot ludzkich, któredotarły do Zwiata Prawdziwego, zrodziło niewiele dzieci  albo byli zastarzy, albo promienie, które spowodowały wyrośnięcie skrzydeł, zabiły ichnasienie.%7łe tutaj było dobrze, a mogło być jeszcze lepiej, gdyby ludzi byłowięcej.%7łe jedynym sposobem ściągnięcia tu ludzi było sprowadzenieniemowląt i dzieci z Ciężkiego Zwiata.I tak czyniono od niepamiętnych czasów.Dzielni szybownicywędrowali z powrotem na tamten, drugi świat i kradli dzieci.Szybownicy,którzy ongiś napadli grupę Lily yo podczas wspinaczki do Wierzchołków,brali udział właśnie w takiej wyprawie.Porwali Bain, by dostarczyć ją wpudłopłonie do Zwiata Prawdziwego  i od tamtej pory wszelki słuch ponich zaginął.Wiele zasadzek i niebezpieczeństw czyhało w tej długiejpodróży tam i z powrotem.Niewielu powracało.Teraz Jeńcy pomyśleli olepszym i śmielszym projekcie. Trawerser nadchodzi  powiedział Band Appa Bondi, budząc Lily yoz zadumy  Przygotujmy się do drogi.Rozkazywał grupie dwunastuszybowników wyznaczonych do tego nowego zadania.Był ich przywódcą.Wiódł Lily yo, Flor, Harisa oraz ośmioro innych, trzech mężczyzn i pięćkobiet.Zaledwie jedno z nich, sam Band Appa Bondi, został przeniesionyna Zwiat Prawdziwy jako chłopiec, reszta przybyła tu tak samo jak Lilyyo.Podnosząc się, z wolna rozpostarli skrzydła.Nadeszła chwila ichwielkiej przygody.Strach jednak nie miał do nich łatwego przystępu  niepotrafili spojrzeć w przyszłość tak jak Jeńcy, poza być może Bandem AppaBondim i Lily yo, która dla dodania sobie otuchy powtarzała w koło: "Tak32 już jest".Wreszcie wszyscy rozłożyli szeroko ramiona i wzbili się naspotkanie trawersera.Trawerser pożywił się.Schwytał w pajęczynę osicę, najsmakowitszegonieprzyjaciela, i wyssał ją, aż pozostał pusty pancerz.Teraz zagłębił się wposłanie z selerów, przygniatając je swoim wielkim cielskiem.Zacząłdelikatnie pączkować.Pózniej będzie mógł skierować się ku ogromnym,czarnym zatokom, dokąd wzywały upał i promienie.Zrodził się na tymświecie.Jako osobnik młody, jeszcze nigdy nie odbywał przerażającej, azarazem upragnionej wyprawy do innego świata.Pączki kiełkowały z jego grzbietu, strzelały, spadały na ziemię irozbiegały się, aby zagrzebać się w szlamie i błocie, gdzie mogły wspokoju rozpocząć swoje dziesięć tysięcy lat wzrastania.Trawerserchorował, chociaż był młody.Nie wiedział jednak o swojej chorobie.Niewiedział też, że jej przyczyną była wraża osica.Jego rozległe cielsko byłomało wrażliwe na odczucia.Dwanaście istot ludzkich wylądowało mu na grzbiecie blisko tyłuodwłoka, w miejscu osłoniętym przed gronami Jego oczu.Ludzie zapadli wsztywnych, sięgających ramion włóknach, które spełniały funkcję włosówtrawersera, i rozejrzeli się dokoła.Lotniak przemknął górą i zniknął.Trzychwastąszcze rozgarnęły łykowate włosy i przepadły w nich na zawsze.Wszędzie panował spokój, jakby leżeli na niewielkim, opustoszałympagórku [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum