[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znowu otwiera drzwi kościoła i wchodzi do środka.Uderzago fala ciepła, czuje pewną ulgę, zdejmuje ciężki płaszcz.Dziewczyna nadal tam jest.W kościele jest już trochę nowych osób, trzydzieści kilka,może nawet czterdzieści, zwykle tyle przychodzi w styczniu wdni robocze.Rozpoznaje niektóre z nich.Przychodzą tuzziębnięci, pozdrawiają go skinieniem głowy, zapalają świeczkii siadają tam gdzie zwykle, porozrzucani wszędzie, jedni tutaj,inni gdzie indziej.Jednak nikt nie siada w tym rzędzie co ona.Przeszkadza im pustka.Czerwona kurtka i silny smród działają jak jakaś bariera, niktnie ma ochoty zwymiotować.George stoi jak wiele razy wcześniej przy metalowym stojakuna świece, widzi z tego miejsca wszystko, każde plecy widaćstąd wyraznie.Słyszy za sobą lekkie kroki, przyszła młodakobieta, która będzie śpiewać i grać na organach, jest lepsza odpoprzedniej.Mijając go, uśmiecha się do niego, a onodwzajemnia jej uśmiech.Kobieta kieruje się w stronęschodów prowadzących na chór, zaraz zniknie za drzwiami,które oddzielają całe pomieszczenie od wielkich organów.Ktoś zaczyna kasłać, ktoś upuszcza na posadzkę śpiewnik, agdy rozlega się głośny huk, rozgląda się wokół siebie.Poza tymcisza, oczekiwanie.Ksiądz, którego spotkał zaledwie dwa razy, wychodzi zzakrystii i staje przy ołtarzu.Rozlegają się pierwsze dzwięki organów i śpiew kobiety.Zgromadzeni zerkają na metalowe cyfry umieszczone naczarnej tablicy, przewracają kartki śpiewników.To piękny psalm, wiele osób przyłącza się do kobiety z chóru.Organy rozbrzmiewają w całym kościele, zebrani przez chwilęprzysłuchują się muzyce, zapominają o świecie za drzwiamikościoła, tutaj czują się tak dobrze. Kościelny poprawia jedną ze świec, która trochę się prze-krzywiła, ale po chwili daje sobie spokój.Sięga po inną świecę,która trzyma się lepiej.Odwraca się w stronę ławek i zerka w stronę miejsca, gdzieod kilku godzin siedzi dziewczyna.Zastanawia się, czemupochyla się do przodu, dlaczego podnosi ręce i zakrywa uszy,dlaczego odcina się od świata. 50 GODZIN WCZEZNIEJSTAA W KCIE korytarza, w miejscu, gdzie znajdował sięostatni zakręt.Wyglądało to tak, jakby brakowało kawałków ciała.Z tego miejsca mógł lepiej widzieć ostatni, słabo oświetlonyfragment korytarza.Nie miała skóry.Kiedy Grens szedł korytarzem, uważał, żeby stopy stawiaćdokładnie w tych samych miejscach co poprzednio, kiedy szedłza Krantzem.Nie miał ochoty dalej się kłócić z nim o to, gdzie,jak i co ma robić.Zobaczył właśnie coś, o istnieniu czegowcześniej nie wiedział.Teraz musiał przyjrzeć się wszystkiemuz pewnego dystansu, żeby to zrozumieć.Jej twarz w kilku miejscach wyglądała jakby wydrążona.Długie pomieszczenie i ciemność, która tu dominuje.Z dys-tansu wyglądało to jak scena teatralna.Krantz i Errforszamontowali silne lampy, żeby oświetlić osiem metalowychłóżek, światło miało kształt stożka, który wdzierał się w ciem-ność korytarza jeszcze silniej.Część światła uległa rozpro-szeniu, część rysowała się dość jaskrawo.Aatwo było zauważyć, że kobieta leży na plecach, że ma nasobie płaszcz i że zaschnięta krew utrudnia ustalenie kolorumateriału.Z miejsca, gdzie stał Grens, twarz była niewidoczna.Krantz i dwaj jego ludzie nadal pełzali po twardej posadzce, ubrani w białe fartuchy, z lampami w rękach; przeszukiwalikażdy milimetr betonu między łóżkami a końcowym frag-mentem korytarza.Od czasu do czasu któryś z nich wstawał,wołał coś do pozostałych i podnosił coś, czego z takiejodległości nie dało się rozróżnić.Grens westchnął.Za dwie minuty o wszystkim mu powiedzą. Ewert.Za dwie minuty to już teraz. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z czymś,co wygląda na.pogryzienie.Errfors stał przy łóżku.Wsunął dyktafon do kieszeni ma-rynarki i zdjął plastikowe rękawiczki. Rany kąsane zostały jej zadane po śmierci.Po tych słowach Errfors dał Grensowi znak, żeby przeszedłna drugą stronę łóżka. Można z dużym prawdopodobieństwem ustalić przyczynęśmierci.Wskazał przy tym na piersi i brzuch kobiety.Na sztywnymmateriale płaszcza widać było zastygłe plamy ciemnej krwi. Rany kłute, zadane prawdopodobnie długim, wąskimnożem.Zadano jej takich ran sporo.Leżałaś tu przez dwa dni.Brakuje ci kawałka twarzy.Naprzykład przy kości jarzmowej, po prawej stronie.Grens spojrzał na kobietę, która już nie oddychała.Tkanka została usunięta na dużej głębokości, więc widzęfragment twojego szkieletu, wiesz?Jej obecność w tym miejscu oznaczała, że czeka ich nowarobota, jego, Errforsa i Krantza.To już nie człowiek, tylko ktoś, kogo dokładnie przebadają, ażsię wszystkiego dowiedzą, a wtedy zajmą się badaniem kogośinnego.Już nie człowiek.Grens musiał mieć coś więcej.Rozumiał jednak, że Errforspowiedział mu tyle, ile mógł powiedzieć na tym etapie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum