[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Alepamiętaj, że robię to tylko dlatego, właściwie wyłącznie dlatego, że mamwrażenie, że w ten sposób mogę ci pomóc.Był taki okres w moim życiu,kiedy czułem się zdezorientowany i nieszczęśliwy, i& niepewny tego,czego i kogo chcę.Czekałem, co powie dalej. Byłem młody jak ty.Po Oksfordzie zacząłem pracować jakonauczyciel angielskiego, pierwszą posadę dostałem w szkole w Dorset.I znowu, podobnie jak ty, miałem pisarskie ambicje.Chodził mi pogłowie pomysł na powieść.Pracowałem nad nim, kiedy nie byłem zajętyw szkole.Teraz wydaje mi się, że działo się to bardzo dawno temu.Dopewnego stopnia aż trudno mi uwierzyć, że ci to opowiadam.W każdymrazie wkrótce po rozpoczęciu pracy w szkole zaprzyjazniłem się z jednąz nauczycielek, Ruth Chaning, zatrudnioną na część etatu.Miała mniejwięcej tyle lat co ja, dwadzieścia kilka, a ponieważ oboje byliśmy nowiw tej szkole i nie znaliśmy zbyt wielu osób w tamtej okolicy, siłą rzeczyspędzaliśmy razem dużo czasu.Przez cały okres trwania naszej przyjazniczekałem na moment, żeby jej powiedzieć& że kobiety mnie nie pociągają.Ale kiedy pewnego wieczora wracaliśmy razem z miejscowego pubu,objęła mnie i pocałowała, tuląc się do mnie, poczułem, że jest za pózno.Odpowiednia chwila minęła.Nie chodzi o to, że było mi jej szkoda, alekiedy patrzę na to z perspektywy czasu, uważam, że przemilczenie tegobyło z mojej strony zachowaniem straszliwie niedojrzałym.Podniósł się, jakby nagle wybudził się z głębokiego snu. Przepraszam& stanowczo się zagalopowałem.Nie musisz wiedzieć tego wszystkiego.Sam nie wiem, dlaczego ci to opowiadam.Chciałemjedynie powiedzieć, że doskonale wiem, jak czuje się człowiek w twojejsytuacji.To był pierwszy raz, kiedy słyszałem Crace a opowiadającegoszczegółowo o swoim życiu osobistym.I postarałem się zapamiętać to,co do słowa.Chciałem też dowiedzieć się więcej.Zebrałem się w sobie, by zadaćmu pytanie. Czy ktoś inny spośród nauczycieli, poza nią& poza tą Ruth, podobałsię panu? Pociągali mnie inni, ale on& oni& nie należeli do gronapedagogicznego. Czy to ktoś, kto pracował w tej wsi? Ktoś, kogo spotykał pan pozaszkołą?Tego było za dużo dla Crace a.Odniosłem wrażenie, że się wycofał,zachowywał się tak, jakby nasza rozmowa w ogóle się nie odbyła. Myślałem, że powiedziałem ci już, żebyś nigdy nie wtykał nosa wmoje życie, moje życie osobiste.To jeden z tematów, który poruszyliśmyw czasie twojej rozmowy kwalifikacyjnej, a ty obiecałeś przestrzegaćustalonych zasad&Musiałem mu przerwać, żeby dopatrzył się sensu w moich pytaniach. Ale, panie Gordonie, sam pan przecież zaczął.Nie prosiłem,żebyśmy rozmawiali o przeszłości.Pan sam rozpoczął, nie pamięta pan?Powiedział pan, że to może mi pomóc& w moim dylemacie.Na mójpociąg do chłopaków.Wpatrywałem się w niego uporczywie.Poruszał w milczeniu ustami,jakby usiłował sformułować demoniczne słowa, frazy i wyrażenia,którymi mógłby się posłużyć w kontynuowaniu ataku na mnie. Przepraszam, nie miałem zamiaru podnosić głosu  powiedziałem.  Chodzi jednak o to, że sam pan to zaczął.To znaczy rozmowę na tentemat.Zmarszczył czoło i zamrugał.Skupiał się tak bardzo, że wyglądał,jakby starał się rozplatać nić pamięci, na której powstał w jego głowiesupeł. Och tak, rzeczywiście& jakie to głupie z mojej strony. Rzecz jasna nie zapytałbym pana o coś takiego, ale pomyślałem, żewłaśnie tego pan ode mnie oczekuje.Myślałem, że chciał mi pan pomóc&pomóc mi zrozumieć.Z pewnością nie szkodziło spróbować.Mimo wszystko trochę użalaniasię nad sobą mogło pobudzić go do dalszych zwierzeń. Masz rację.Bez wątpienia masz rację  odparł Crace. Możenadeszła pora, żebym zrzucił z siebie ten ciężar.Bo czego miałbym siębać?  Przerwał na chwilę. Nie bardzo wiem, od czego zacząć.Zmarszczki na jego twarzy wygładziły się i przez moment wyglądałjak mały, zagubiony chłopiec. Może od szkoły?  zasugerowałem. I pańskiego pobytu w niej? Ach, tak.Szkoła  Winterborne Abbey, naprawdę wspaniałe miejsce.Otoczone lasami, ukryte w dolinie.Nazwana tak od znajdującego się obokśredniowiecznego opactwa, służącego teraz za szkolną kaplicę.Nawiasemmówiąc, w opactwie było sporo pięknych rzezb i fascynujących obiektów,jak choćby relikwie i tym podobne.Zaczynał ględzić.Miałem jednak przeczucie, że nie powinienem muprzerywać.Wszystko, co mówił, stanowiło dla mnie materiał. Winterborne było przez lata prywatnym domem.Przedtem jednakznajdowało się tam miasteczko.Prawdziwa osada, rozumiesz, z trzemabudynkami użyteczności publicznej, główną ulicą, komunalnym gruntem.Ale wtedy, około tysiąc siedemset osiemdziesiątego roku, pewien facet jakiś nowobogacki, jak przypuszczam  kupił tę ziemię, doszedł do wniosku, że nie podoba mu się widok czy zapach, czy ludzie, i zrównałją z ziemią.Przeniósł miasteczko mniej więcej o dwa kilometry i kazałswoim robotnikom je tam odbudować.Najął potem Capability Browna,żeby zaprojektował wygląd doliny, a dla siebie kazał wybudować dom.Spore osiągnięcie, jak mniemam. Więc był pan tam szczęśliwy? O tak, chłopcy, których uczyłem, byli cudowni.Tacy pełniciekawości, chętni do nauki, o ogromnym wyczuciu intelektualnejswobody.Ci milusińscy chłonęli informacje jak małe gąbki. Pewnie miał pan swoich pupili? Nie mylisz się, Adamie.Tak, miałem ulubieńców. Wspomniał pan, że jesteśmy do siebie podobni.Czy pański związekz tamtą nauczycielką trwał? Nie, nie udało się nam, z tego czy innego powodu.A potem sięzakochałem. Kiedy to mówił, mięśnie jego twarzy ściągnął jakby skurcz. Och, na rany Boga, człowieku, wykrztuszę to wreszcie  powiedział dosiebie. To tylko Adam.I wszystko.Przecież on nikomu nic nie powie,prawda, Adamie?Obrócił się do mnie. Zakochałem się w uczniu& w jednym z moich chłopców& Nazywałsię Chris.Christopher Davidson.Nie był już maluchem, więc proszę,nawet nie myśl, że jestem jednym z tych, no wiesz. Jak wyglądał?Crace zmrużył oczy, jakby dzięki temu mógł przywołać obrazchłopaka. Jasne włosy o pięknym kolorze& niczym kolby dojrzałej kukurydzy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum