[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego żona nie dość, żebędzie musiała zająć drugie miejsce, to jeszczebędzie musiała się z tym pogodzić.Poza tym wyzupełnie do siebie nie pasujecie, to byłoby niemałżeństwo, a farsa.Jak dla Henry ego, jesteś zbytuczuciowa i nieobliczalna.Nie miałby pojęcia, jaksobie z tobą radzić.Nie wierzyła własnym uszom. Za to ty, oczywiście, świetnie byś to wiedział wypaliła z obłudną słodyczą, dopiero po chwiligryząc się w język.Zaparło jej dech.Przerażona czekała na jegoreakcję.40  Oczywiście  powiedział miękko. Przedewszystkim zwróciłbym uwagę na dwie rzeczy, któreon zupełnie pominął. Tak? Ciekawe, jakie?  zapytała zjadliwie. Z pewnością nigdy nie dopuściłbym do sytua-cji, w której kobieta, z którą łączyłoby mnie choćbynajlżejsze uczucie, nie mówiąc już o zamierzonymślubie, musiała coś przede mną ukrywać.Albostarać się wywrzeć odpowiednie wrażenie na mojejrodzinie i znajomych, występując w pożyczonychstrojach, należących do kogoś innego.A po drugie. Urwał i popatrzył na rozgniewaną dziewczynę.Miała już tego serdecznie dość.Zmarnował jejświęta, wszystko popsuł. No, ciekawa jestem?  zapytała prowokacyjnie. To.Jego cichy głos sprawił, że zaparło jej dech,przestała myśleć.Wziął ją w ramiona, pochylił głowęi dotknął jej ust.Przez osiem miesięcy znajomościHenry ani razu jej tak nie całował.Zresztą, żadenz niewielu mężczyzn, z jakimi do tej pory przyszłosię jej zetknąć, nie potrafił tak jej porwać, pociągnąćza sobą w otchłań, wzbudzić w niej tyle zupełnienowych, nie przeczuwanych wcześniej uczuć.Zwyczajni mężczyzni tak nie całują; patrzącprosto w oczy, bez słów przekazując pragnienia,lekkim uśmiechem wyrażając tyle znaczeń.Mimo woli wydała cichy okrzyk, zamknęła oczy.Otworzyła je szybko, bo nieoczekiwanie usłyszałazszokowany głos Henry ego: Lisa, co ty robisz?Oliver wypuścił ją z objęć.41  Henry, zaraz ci wszystko wytłumaczę  za-częła pospiesznie, ale nie chciał jej słuchać. Może jemu zdołasz  z cichą drwiną mruknąłdo niej Oliver. Ale nie jego matce.Mógł sobie to darować.Jednak to Henry byłwinien, bo od razu, nie dając jej dojść do głosu,wybuchnął: Mama miała rację.Ostrzegała mnie, że niejesteś. Henry, niczego nie rozumiesz!Z niemą prośbą popatrzyła na Olivera, łudząc się,że zechce jej pomóc, ale on przyglądał się imz pogardliwym rozbawieniem. Powiedz mu, co tu się stało.Jak było naprawdę. Naprawdę liczysz na moją pomoc?  zapytałcicho. Ty nie byłaś do tego skłonna, kiedy cięprosiłem.Wbiła w niego zdumione spojrzenie.Oliver ru-szył do drzwi, zatrzymał się jednak na chwilę. Twoja matka ma rację, Henry.Ona nie nadajesię na żonę dla ciebie.Na twoim miejscu posłuchał-bym mamy, póki nie jest za pózno. Henry  zaczęła Lisa, ale Henry unikał jejwzroku. Już za pózno, by zmieniać nasze świąteczneplany  powiedział, nie patrząc na nią. Dziś jestWigilia i byłoby niestosowne, by prosić cię.Takczy inaczej, po powrocie do Londynu nie powinniś-my się więcej widywać.Nie wierzyła własnym uszom.Czy to ten sammężczyzna, o którym jeszcze przed chwilą myślała,że go kocha, którego chciała za męża, ojca jej42 dzieci? Ten nadęty pyszałek, za którego mamusiapodejmuje decyzje? Woli słuchać matki niż kobiety,którą ponoć tak gorąco kochał?Chyba że wcale tak nie było.Prawdę mówiąc,żadne z nich nie umierało z miłości.Oczywiścielubili się, ale to przecież nie to samo.Była wściekła,ale jednocześnie poczuła ulgę.I po tym, co się wydarzyło, miałaby tu zostać dokońca świąt? Nigdy!Nie chciała wdawać się w dalszą dyskusję z Hen-rym.Odwróciła się na pięcie i pobiegła do swojegopokoju.Pospiesznie zaczęła wyciągać z szafy ubra-nia.Nie są moje, stwierdziła, otwierając walizkę, odpoczątku nie były.W sypialni panował chłód.Lisa wzdrygnęła sięz zimna.Na szczęście przyjechali tutaj jej samo-chodem, dzięki czemu jest niezależna.Ależ tu zimno! Chyba na dworze musiało sięochłodzić.Już wcześniej ostrzegano przed wieczor-nymi opadami śniegu.Lisa cieszyła się, że spełniąsię jej dziecięce marzenia o białych świętach.Kiedyrano podzieliła się tą radością z matką Henry ego, taprzyjęła jej podniecenie kwaśną miną.Popatrzyła na leżące na łóżku ubrania.Byłypiękne, ale nagle uświadomiła sobie, że już nigdyich nie włoży.Delikatnie przesunęła dłonią pomiękkim jedwabiu.Wprawdzie kupiła je, ale ciąglemiała uczucie, że te rzeczy jednak nie należą do niej.Podobnie jak ona nie jest tutaj sobą, odgrywajedynie jakąś rolę.Jedno i drugie musi odrzucić [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum