[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Co oznacza, że ty będziesz robił pranie, braciszku.Całkiem niezła pogróżka, zwłaszcza że Rhoan nienawidził prania równie mocno, jakja nienawidziłam gotowania.Oboje nie znosiliśmy prasowania, dlatego w naszym saloniewalały się sterty czystych, ale wygniecionych ubrań.- Może powinnaś wziąć kilka lekcji gotowania od swojego kochanka.- Jestem w stanie wymyślić znacznie ciekawsze rzeczy, które mogę z nim robić.- Ja również - szepnął Quinn prosto do mojego ucha. Dmuchnęłam sobie w czoło, ale niewiele pomogło w ostudzeniu gorączki palącej mojąskórę.Dlaczego musiałam spotkać tego mężczyznę akurat w samym środku katastrofy?- Skończyliście już? - spytał Jack od stołu.Spojrzałam ponad ramieniem brata i zobaczyłam, że Jack rozłożył na blacie mapy,które zdobyliśmy.Na jednym końcu leżała jego komórka, na ekranie której widniały jakieśwykresy.Poszłam za Rhoanem i usiadłam.Quinn przysiadł obok mnie.Jego kolano ocierałosię o moje, przyprawiając mnie o rozkoszne dreszcze.- Przejrzałem dokładnie schematy, które znalezliście, i skontrolowałem ponowniewszystkie znane nam bazy wojskowe - powiedział Jack.- Odkryliśmy trzy możliwe miejsca,wszystkie zostały odsprzedane pięćdziesiąt lat temu, przed powstaniem departamentu.- Wiadomo, kto jest ich właścicielem lub do czego są teraz wykorzystywane? - spytałQuinn, patrząc na ekran.- Jedna została wykupiona przez firmę zajmującą się budowaniem osiedlimieszkaniowych.W tej chwili znajduje się tam kilka tysięcy domów.Właścicielem drugiejjest spółka Hoyle-Brantin, wytwarzająca sprzęt gospodarstwa domowego.Ostatnia przeszła wręce firmy Nashoba, która określa się jako organizacja zajmująca się badaniami w dziedziniekosmetyki i marketingu.Uniosłam brwi ze zdumienia.- Pierwszy raz słyszę o takiej marce kosmetyków.- Ja również - odezwał się Liander, rzucając mi wesoły uśmiech.- A używam więcejproduktów do makijażu przez jeden dzień niż ty przez cały rok.- Gdy jest się taką naturalną pięknością, jak ja, makijaż nie jest do niczego potrzebny -powiedziałam i uchyliłam się przez lecącymi w moją stronę chipsami.- W takim razie wygląda na to, że Nashoba raczej nie istnieje - skomentował Jack.-Nie dziwi mnie, że o niej nie słyszeliście.- Przykrywka dla jakiejś innej firmy? - spytał Quinn.Jack skinął twierdząco głową.- Zlad ciągnie się przez co najmniej milę.System komputerowy właśnie nad tympracuje.- Wygląda, że ostatnimi czasy ciągle wpadamy tylko i wyłącznie na jakieś poszlaki -dorzucił Rhoan.- Co w takim razie robimy? - spytał Quinn.- Przeszukamy oba te tereny na własną rękę.- Jak dobrze strzeżone są te miejsca? - Wsunęłam kawałek steku do ust i jęknęłam z zachwytu, gdy rozpłynął się na moim języku.Cholera, zapomniałam już, jak pyszny jestdobrze przypieczony stek.Pokazałam Lianderowi wysoko uniesiony kciuk w wyraziecałkowitej aprobaty.- Nashoba jest wyjątkowo dobrze strzeżonym obiektem.Rhoan i ja zajmiemy się tym.BudynekHoyle-Brantin jest patrolowany i zabezpieczony drutem kolczastym.Nie da się tegoobejść w żaden sposób.Kiwnęłam głową.- Masz plany pięter?Popchnął w moją stronę kilka kartek.- Są bardzo podobne do tych, które wynieśliście z biura Browna.Różnią się tym, żetutaj do głównego budynku dodano nowe skrzydło.Przyjrzałam im się pobieżnie i wróciłam do jedzenia.- A co z projektem Biała Zjawa? Odkryliście coś w tej sprawie? - drążył Quinn.Jack pokręcił przecząco głową.- W aktach nie ma niczego na ten temat, a Alex nie potrafi sobie przypomnieć tegowniosku.Biała Zjawa może być kryptonimem czegoś innego.Wysłałem jej skany, żeby samamogła się temu bliżej przyjrzeć.- Kiedy robimy nalot na te miejsca? - spytał Rhoan.Jack rzucił mu krzywy uśmiech.- Biorąc pod uwagę zbliżającą się pełnię księżyca i fakt, że troje moich obecnychpracowników jest wilkołakami, zrobimy to najszybciej, jak tylko się da.Rhoan odsunął od siebie pusty talerz.- Jak stoimy w kwestii uzbrojenia?- Ty i ja będziemy musieli wpaść po drodze do departamentu.- To bezpieczne?- Wejdziemy tam tunelem awaryjnym.Tylko dyrektorzy mogą wchodzić tamtędy,więc jeśli nawet ktoś nas zaatakuje, zawęzi to nam grono podejrzanych.- Jack spojrzał namnie.- Wezmę ze sobą również twoją próbkę krwi.Poczułam na sobie zaciekawione spojrzenie Rhoana, ale nie odwzajemniłam go.Gdyby kiedykolwiek dowiedział się, co zrobił mi Talon, zabiłby go.A to ja chciałam zadaćpierwszy cios.- W porządku.Jack zerknął na swój zegarek.- Zbieramy się za pół godziny.Liander, dopilnujesz wszystkiego pod naszą nieobecność?- A mam jakiś inny wybór? - Jego głos był obojętny, a mimo to coś w jego jasnychoczach sugerowało, że pragnął walki równie mocno, co seksu.Możliwe, że jednak myliłamsię w swojej ocenie, iż nie będzie miał ochoty wplątywać się w plany Jacka.- W tej kwestii nie bardzo - powiedział Jack i zawahał się, spoglądając na Quinna.- Tyrównież będziesz musiał tutaj zostać.Riley należy do departamentu i w razie gdyby wpadła wkłopoty, będę mógł jej pomóc.Tobie nie mogę zaoferować tego samego.- Wcale tego po tobie nie oczekiwałem, ale nie chcę zostać odsunięty.- Nie mogę pozwolić, żebyś z nami poszedł.- Nie możesz mnie również zatrzymać i obaj o tym wiemy.- Patrzyli na siebie przezkilka sekund, wreszcie Quinn powiedział: - Znasz powody, dla których to robię.- Znam.- Jack zawahał się przez moment.- Tylko nie spodziewaj się, że ci pomogę,jeśli coś pójdzie nie tak.Na ustach Quinna pojawił się krzywy uśmieszek.- Wybacz, że to mówię, ale mam po swojej stronie policjantów, sędziów i prawnikówgotowych mi pomóc w każdej sytuacji.Bycie multimilionerem ma swoje korzyści.Jack kiwnął głową i wstał.- W takim razie, zacznijmy wprowadzać nasz plan w życie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum