[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Sir William Barrowlinson,baronet członek ParlamentuSkoro tylko książę Holkar ukończył lekturę, wyciągnął dłoń do Korkorana i powiedział:– Między nami zbyteczne są już te pisma, drogi przyjacielu, a wobec stosunków, jakie wchwili obecnej łączą mnie i Anglików, list sir Williama Barrowlinsona nie za wieleprzyniósłby pożytku, gdyby nie to, że skądinąd wiadomo mi, kim jesteś, i że dane mi byłopodziwiać twą odwagę w momencie, gdyś ratował mi życie.Na nieszczęście doniesiono mi,że pułkownik Barclay ciągnie z wojskiem na Bhagawapur, a gdyby nawet mi nie doniesiono,to jeszcze dziś wieczór uwiadomiłby mnie o tym Rao swoją jawną zdradą.Tak więc w twychposzukiwaniach niewielką mogę dać ci pomoc i żywię wręcz obawę, czy moja przyjaźń nieprzyniesie ci szkody w oczach Anglików.– Wasza Wysokość – rzekł kapitan – nie kłopocz się ani o mnie, ani o Anglików,albowiem pułkownik Barclay, nawet jeśli ma ze sobą trzydzieści regimentów, winientraktować mnie jak przyjaciela, W przeciwnym razie pozna siłę moich ciosów.Tak więcbądź, książę, o mnie spokojny, gdyż to może ja zdołam być ci użyteczny i okazać pomoc wzawarciu pokoju.– Zawrzeć pokój z tymi barbarzyńcami! – zawołał Holkar, a w jego oczach zapaliły sięgniewne błyski.– To oni winni są śmierci mego ojca i dwu braci, oni zagrabili połowę moichksięstw i splądrowali pozostałe! O promienny Indro, 14 co przemierzasz w swym woziesklepienie niebieskie i niesiesz jasność do najdalszych zakątków wszechświata! Bez chwiliwahania oddałbym swe skarby i życie własne, jeśliby w zamian najmarniejszy z tychbarbarzyńców znalazł śmierć w głębinach morskich.O, przysięgam i dziś już gotów jestempołączyć się z Najwyższą i Niezniszczalną Substancją Bytu!– I zostawisz mnie, ojcze, samą tu na ziemi? – wtrąciła piękna Sita z nutą łagodnejwymówki.– Ach, przebacz mi, drogie dziecko! – zawołał starzec tuląc córkę do piersi.– Lecz nasamo wspomnienie Anglików przenika mnie zgroza.Daruj mi, kapitanie.– Możesz, drogi gospodarzu, z całą swobodą złorzeczyć Anglikom, bo co do mnie, topominąwszy sir Williama Barrowlinsona, który wydaje mi się być człowiekiem zacnym, choćnieco zbyt rozwlekłym w swych wywodach, otóż jego pominąwszy, niewiele więcej sobierobię z Anglika niż z wędzonego śledzia lub sardynki w oliwie.Jestem Bretończykiem imarynarzem, a.to mówi za siebie.Nie ma mowy o nadmiernych czułościach pomiędzy mną arasą saską.– Sprawiasz mi radość, kapitanie – rzekł książę Holkar.– Aż początku obawiałem się, żemożesz być ich przyjacielem.Kiedy pomyślę, jaką przyszłość gotują dla Sity, krew w moichstarych żyłach zaczyna wrzeć z gniewu i chciałbym pościnać głowy wszystkim Anglikom wIndiach.Lecz nie mówmy o tym więcej.A teraz, by ukoić wzburzenie, zechciej, droga Sito,odczytać wyjątki jednej z owych pięknych ksiąg, co głosiły chwałę naszych dziadów iumilały im chwile wytchnienia.14 Indra – staroindyjski bóg nieba i burzy.26– Czy życzysz sobie, ojcze – spytała Sita – bym odczytała ów wyjątek z Ramajany, gdziekról Dasarata na łożu śmierci skarży się żałośnie, zgnębiony nieobecnością swego drogiegosyna Ramy, niezwyciężonego bohatera, i gdzie oskarża sam siebie, że zasłużył na tę karębogów popełniwszy w młodości nierozmyślne zabójstwo?– Czytaj – odrzekł książę Holkar.Zaraz też Sita podniosła się i odnalazłszy księgę, rozpoczęła:Świadom, jak wprawnie strzelam z łuku, przybyłem na bezludny brzeg rzekiSaraju, aby samym tylko słuchem się kierując ubić zwierzynę niewidoczną w mroku.Dzierżąc napięty łuk w dłoni, ukryłem się w ciemnościach w pobliżu wodopoju,dokąd pragnienie zwabia nocą czworonożnych mieszkańców dżungli.Wówczas, niczym plusk słonia, co się poi, doszedł mnie odgłos wody nabieranej dodzbana.Widać przeznaczenie zaćmiło mi rozum, kiedym w pośpiechu nasadził nacięciwę ostrą, dobrze opatrzoną piórami strzałę i posłałem ją tam, skąd mnie ów szmerdobiegł [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum