[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy Docking poszedł porozmawiać zestajennymi, postanowiła spróbować jeszcze raz.- Jeśli nie zjemy tutaj, to gdzie zatrzymamy się naposiłek?- W Huntingdon. - A jak długo tam się jedzie?- Parę godzin.Myśl o kolejnych godzinach z pustym żołądkiembardzo wzburzyła Kitty, ale powóz znów ruszył i niechciała rozpraszać uwagi Clauda.Wariacka jazdaprzyprawiała ją o lęk.Pędził na złamanie karku,zwalniając tylko od czasu do czasu w miasteczkach,gdzie panował większy ruch.Przeklinał wtedy na widokwolno toczących się wozów.Obiecana przerwa na posiłek okazała się bardzokrótka, chociaż podano wyśmienite jedzenie.Już poniecałej godzinie znów ruszyli w drogę.Claudkoniecznie chciał dotrzeć do Stilton przed zapadnięciemnocy.Nie mając pojęcia, jak długo będą jeszcze wpodróży, Kitty tylko westchnęła, rezygnując zjakichkolwiek pytań.Miała wrażenie, że droga wydłużasię w nieskończoność, a kołysanie powozu po pewnymczasie wprawiło ją w stan otępienia.Kiedy w końcu zajechali na podwórze gospody Pod Aniołem w Stilton, panowała już noc.Jegolordowską mość powoził przez ponad sześć godzin, zkrótką przerwą na posiłek, i przejechał w tym czasieponad sześćdziesiąt mil.Kitty, która czuła ogromnezmęczenie, mimo że była jedynie pasażerką, zezdumieniem stwierdziła, iż Claud jest równieentuzjastycznie nastawiony do dalszej drogi, jak przywyjezdzie.- Całkiem niezle jak na jeden dzień - stwierdził,obchodząc powóz, by pomóc Kitty wysiąść.- Jeśli utrzymamy to tempo, za dwa dni będziemy już wGretna Green.- Za dwa dni? Chyba nie masz zamiaru spędzićjutrzejszego dnia w podróży?Zmarszczył czoło.- A dlaczego nie?- Jutro jest niedziela.Zapomniałeś?- Rzeczywiście zapomniałem - powiedział Claud,pomagając Kitty wysiąść z powozu - ale to nie czyniżadnej różnicy.Niedziela czy nie niedziela, spędzimy wdrodze tyle czasu, ile będę w stanie wytrzymać.Przywiązanie Kitty do religijnych nakazów zostałojej narzucone w seminarium i nie było wynikiemświadomego wyboru, więc przyjęła decyzję Clauda bezszczególnych protestów i ostrożnie stanęła na drżącychnogach.Claud zadziwiał ją niespożytą energią.- Nie jesteś zmęczony?Claud puścił ją, ziewnął i przeciągnął się.- Może troszeczkę.Czuję, że będę dziś spał jakzabity.Ale przede wszystkim chcę się umyć i zjeśćkolację! - Zwrócił się do służącej, przechodzącejwłaśnie przez podwórze.Hej! Gdzie jest gospodarz? Niech tu do mnieprzyjdzie! Dopilnuj, żeby nakarmiono konie, Docking.Niezle się spisały.Wezmiemy je rano.Skierował się do gospody; Kitty udała się za nim.Uznała, że jego zachowanie ma niewiele wspólnego zuprzejmością należną damie, którą zamierza poślubić.Czyżby ten samolub w ogóle o niej nie myślał? Niewróżyło to zbyt dobrze ich małżeństwu.Ciężko westchnęła.Marzenia, które dawniej snuła na tematprzyszłości, znów ulotniły się w świat fantazji.Claud wdał się w pogodną pogawędkę zwłaścicielem gospody i już po chwili Kitty udała się zjego żoną na piętro, do przytulnej izdebki, do którejchłopak stajenny wniósł podróżny kufer pożyczonyKitty przez kamerdynera Clauda.Otwarcie kufra iznalezienie w nim eleganckiego wieczorowego stroju,kupionego w Londynie, przekraczało jej możliwości,więc poprzestała na umyciu twarzy i rąk.Muślinowasuknia była wygnieciona, ale mimo to Kittyzdecydowała, że może się w niej pokazać.Natomiastwłosy były tak sztywne od kurzu, że ułożenie fryzuryzajęło jej wiele czasu.Kończyła wplatać wstążkę, kiedysłużąca zapukała do drzwi i oznajmiła, że podanokolację.Znalazła się w rzęsiście oświetlonympomieszczeniu.W kominku wesoło buzował ogień.Stółna środku izby był nakryty dla dwóch osób, a Claudrozmawiał z gospodarzem na temat jakości wina,którego najwyrazniej pragnął skosztować.Zdjąłpodróżny surdut i kapelusz, ale nie przebrał się,zmieniając tylko fular na czysty i schludnie zawiązany [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum