[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ależ miałem tego wszystkiego dość!Na szczęście mniej więcej o wpół do siódmej jedna z zaproszonych dziewcząt,której imienia nie pamiętam, oznajmiła, że musi wracać do domu ( psiakość, rodziceczekają! ).Kolejne trzydzieści minut przekonywali ją, żeby jeszcze została, nalewali tona jedną nóżkę, to na drugą, potem znowu strzemiennego.Zaproponowałem, że ją odprowadzę na przystanek.Kiedy wsadziłem dziewczynę do autobusu, ruszyłem dodomu, omijając boczne uliczki.Gdy zostało mi do pokonania jakieś kilkadziesiąt metrów, nagle usłyszałem:- Może jednak porozmawiamy?Obejrzałem się.Na wąskiej drewnianej ławce, z nogą założoną na nogę, siedziałSiemion wilkołak.Przystanąłem, ale podchodzić nie miałem zamiaru.- O czym?- O sprawie.- Uśmiechnął się.Zrobiłem poważną minę.- A mamy jakąś wspólną sprawę?- Mamy.Cisza.Tylko umarlaków z kosami brakuje.- A więc? - nie wytrzymałem.Siemion powoli podniósł się z ławki.Przez chwilę milczał, a potem zaczął mówić:- Musimy się spotkać i porozmawiać.- A teraz nie rozmawiamy?- Nie ze mną! - wybuchnął.- Ze starszyzną rodu!Do cholery, jeszcze jakaś starszyzna.Pytanie nasunęło się samo:- Starszyzna? To niby jest was więcej?Siemion uśmiechnął się.- Nie mniej niż was, wampirze.Nas? To znaczy kogo? Mnie, Wowki i Czarnego Płaszcza? Trzech?- Niby o czym miałbym rozmawiać ze starszyzną? O wczorajszym napadzie?Oj, chyba coś palnąłem.Zaraz się dowiem, że ten Szary to jego kumpel.Szedłspokojnie ulicą nikogo nie zaczepiał, a tu jeden z drugim - znaczy ja z Wowką.- Można i o tym - niespodziewanie zgodził się wilkołak.- Ale tak naprawdę trzebateż poruszyć inny temat.Po dziurki w nosie mam tej tajemniczości! Chociaż może ta ich starszyzna uznała,że Szary niepotrzebnie nas napadł? Przeprosić chcą? Nigdy nic nie wiadomo.Coprawda trochę to naiwne, ale jeśli rzeczywiście o to chodzi?- Gdzie i kiedy mielibyśmy się spotkać?Wilkołak zaczął ze szczegółami tłumaczyć, jak i czym dojechać, gdzie wysiąść,gdzie skręcić.Chyba łatwiej byłoby po prostu podać adres. W końcu umilkł.Przez chwilę patrzył na mnie pytająco (cierpliwie czekałem nadalszy ciąg monologu), a potem, nie doczekawszy się odpowiedzi burknął:- Jutro.O ósmej.- Rano? - przeraziłem się.To o której musiałbym wstać?! Chyba o piątej.Sadyści!- Wieczorem! - ryknął wilkołak, po czym się odwrócił i poszedł w swoją stronę.Odprowadziłem go wzrokiem.Ki czort? Czego te wilkołaki w ogóle ode mniechcą? I po co ja się zgodziłem na to spotkanie?!Trudno.Nikt nie mówił, że mam przyjść sam, skoro zaś Wowka wciągnął mnie wtę całą hecę, to zabiorę go jutro ze sobą do kojca pieseczków.Tylko że jest mały problem - ciekawe, czy Wowa będzie mógł wyjść o tej porze zdomu.A jeśli dostał szlaban?Dobra.Jutro o pierwszej wykonam telefon do pana Władimira i wszystkiego siędowiem.* * *- Myślisz, że przyjdzie?- Nie mam pojęcia.- Siemion wzruszył ramionami.- Tak czy siak, wiem, gdziemieszka.W razie czego zostaje nam noc z soboty na niedzielę.* * *Powiedzcie mi proszę, jak to możliwe, że kiedy człowiek chce trochę dłużejpospać, z samego rana ktoś zrywa go z łóżka? Za to kiedy nie można zmrużyć oka, wdomu jest zawsze cicho, spokojnie, młodszy braciszek na działce a rodzice, którzy naogół wydzwaniają po sto razy dziennie, nie próbują zadzwonić ani razu.Chyba właśnie to nazywają ironią losu.Wierciłem się w łóżku przez całą noc i odganiałem natrętne komary, próbujączasnąć.W myślach przypominałem sobie cały niezbyt bogaty repertuar angielskichprzekleństw, obdarowując nimi kochanego braciszka, który zapomniał kupić środekowadobójczy.A przecież mu mówiłem, i to nieraz! Dla siebie na działkę pewnie niezapomniał zabrać.%7łeby mi chociaż trochę zostawił! Teraz pewnie smacznie śpi, a ja? W pokoju duszno [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum