[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lily nie mogła się zmusić do tego, żeby podzielićświąteczny nastrój reszty domowników.Ciągle myślała o liście od Tylera.Kiedy Mannywrócił z restauracji, okazało się, że także jest nie w humorze, dlatego przy kolacji on i Lilysiedzieli z ponurymi minami, podczas gdy Dominik i Violet tryskali radością i od czasu doczasu tylko wyrażali dezaprobatę dla swoich współbiesiadników.Dawali temu wyraz,odzywając się do Mary siedzącej w swoim wysokim krzesełku i poprzez wymieniane międzysobą uwagi; Violet snuła opowieści o tym, jak w ciągu tak wielu przeżytych lat prawie nigdynie zdarzało się jej jeść tak dobrej kolacji, a w dodatku nadchodziło Boże Narodzenie, takodmienne od innych, które pamiętała, i jak cudownie by było, gdyby cały świat podzielał tęradość i cieszył się każdą minutą tego wieczoru.Z kolei Dominik mówił o tym, jak bardzo podoba mu się sztuka, choć jego zdaniemLily powinna zatytułować ją Wybrzeże nowej ojczyzny, bo tytuł Powitanie kanibali sugeruje coś znacznie lżejszego kalibru niż opowieść o przedwczesnej, tragicznej śmierci wielkiejpodróżniczki i pisarki, która, jak można by sądzić po jej własnym opisie swojej osoby, byłastrasznie samotną kobietą i która w końcu zakochała się w homoseksualiście i zostałaodtrącona.- W każdym razie są pewni ludzie, w Oksfordzie oczywiście, którzy już wyrazilizainteresowanie twoją sztuką - zakończył.- Zaczekaj chwilę - zawołała Lily.- Przecież ona wcale nie jest o tym!- Owszem, w pewnym sensie jest.Mam na myśli zdanie, które Mary wypowiada wprologu:  Nie pozwól im wmówić sobie, że nigdy nie byłam zakochana albo coś w tymrodzaju.To przecież dotyczy właśnie tej sprawy, nieprawdaż?- Ja nie tak postrzegam przesłanie mojej sztuki - zaoponowała Lily.- Chciałam, żebybyła o tym, jak Mary korzystała z tego, co przyniosło jej życie, jak wyjechała i zrozumiała to,co zostało jej dane.Chciałam, żeby to była sztuka o męstwie.O odmiennym rodzaju męstwa.Zachowała je we wszystkim, co się jej przydarzyło.- W porządku - odparł Dominik.- I dotyczy to również faktu, że nigdy nie kochał jejżaden mężczyzna.- O czym ty mówisz?- Mówię, że to tam jest.W sztuce, którą napisałaś.Lily pokręciła głową.Przez chwilęnikt się nie odzywał.- Nie bądz na mnie zła - kontynuował Dominik, śmiejąc się łagodnie.- Ona naprawdęmi się podoba.I moim zdaniem można ją rozpatrywać na wielu płaszczyznach; tej, o której tymówisz, i tej, o której ja mówię.Lily westchnęła.- Jestem dziś w złym nastroju.Dostałam list od Tylera.Uśmiech zniknął z twarzy Dominika.Pozostali po prostu przyglądali się jej, kiedyopowiadała im resztę.- Masz zamiar do niego wrócić? - zapytał gwałtownie Dominik.Zmarszczyła brwi i rzuciła mu spojrzenie pełne niedowierzania.- Chcesz mi wmówić, że ta myśl wcale cię nie pociąga?- Wiem dokładnie, co mam zamiar zrobić - oświadczyła mu Lily.- I wiem też, czegonie chcę.Nie chcę niczego od Tylera.- Mogę rzucić okiem na ten list?- Wyrzuciłam go do kosza. - Gdzie? Chyba nikt jeszcze dziś nie wynosił śmieci, prawda?- Dominik, daj sobie spokój.To był po prostu stek bzdur, żałosne wyjaśnienia.Naprawdę.- Ona przez cały dzień snuła się po domu z nieszczęśliwą miną - wtrąciła Violet.Lily odwróciła się w jej stronę.- Ze mną naprawdę wszystko jest w porządku, ciociu - oświadczyła ze wzburzeniem.- Okay, cher.Przepraszam, że się wmieszałam.- Ja jednak chciałbym zobaczyć ten list - nalegał Dominik.Lily odłożyła widelec.- Po co, Dominiku? Już ci przecież powiedziałam, co w nim było.I nawet nie mamzamiaru odpisywać.- Ty ciągle go kochasz.- Och, na litość boską, a jakie to ma znaczenie?! Nawet jeśli byłaby to prawda?!- Dla mnie to ma znaczenie.- Dlaczego? Dlaczego akurat dla ciebie ma to mieć znaczenie? I w jaki sposób może tociebie dotyczyć?- Posłuchajcie, obydwoje - odezwała się Violet.- Już wystarczy.Dominik wstał.- Chciałem tylko, żebyś nie musiała tego znosić - powiedział.- Nie szukałem żadnychporównań.- Chryste, nie mam zielonego pojęcia, o czym ty teraz mówisz! - zawołała Lily.- Oczym, na litość boską? Jakie porównania, o co chodzi?!- Zapomnij o tym - powiedział i odszedł od stołu.Poderwała się na równe nogi izłapała go za rękę.- Nie, powiedz mi.Chcę wiedzieć, co miałeś na myśli.Kiedy to mówiła, wyczuła jakiś ruch po swojej prawej stronie i nagle usłyszała trzaski.To Manny zaczął walić o stół końcem swojego widelca.- Przestańcie, przestańcie, przestańcie - powtarzał.Jego głos był beznamiętny, spokojny, ale słowa wymawiał pośpiesznie, połykającczęść spółgłosek.Ale to głośne stukanie przeraziło Mary, która wybuchnęła płaczem.Lilypodbiegła do niej i wyciągnęła małą z krzesełka, podczas gdy Manny mówił dalej:- Nienawidzę tego dnia.Nienawidzę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum