[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Złośliwy i okrutny, wdarł mu się do głowy niczymecho dzieciństwa.Gang rozpierzchł się, gdy powalił dwóch albo trzech opryszków.Pozostałatylko samotna postać na ziemi.Monka aż świerzbiły ręce z potrzeby uderzenia jeszcze kogoś,ale leżąca dziewczyna spojrzała na niego bez strachu.Uśmiechnęła się nieśmiało.Nazywała się Angela Carson.- Ty ją znałeś?Pytanie wyrwało mi się, zanim zdołałem się powstrzymać.Z czytanych przeze mnieraportów wynikało, że chociaż świadkowie przed morderstwem widywali Monka w okolicy,gdzie mieszkała ofiara, uznano jednak, że po prostu ją śledził.Nigdy nawet niezasugerowano, że znał Angelę Carson, nie mówiąc już o tym, aby utrzymywał z nią jakieśbliższe kontakty.Spojrzenie w oczy Monka stanowiło wystarczającą odpowiedz.Po tym pierwszym przypadkowym spotkaniu zeszli się ze sobą.Oboje samotni.Oboje naswój sposób wykluczeni ze społeczeństwa.Angela Carson była niemal całkiem głucha,łatwiej niż mówienie przychodziło jej posługiwanie się językiem migowym.Monk nie wiedział, jak to się działo, lecz im dwojgu udawało się ze sobą porozumieć.W tej młodej kobiecie odnalazł nareszcie kogoś, kogo ani nie przerażał, ani nieodstręczał.Jeśli chodziło o Angelę, to jak nietrudno było sobie wyobrazić, siła Monka dawałajej poczucie bezpieczeństwa.Odwiedzał ją po zmierzchu, kiedy istniała mniejsza szansa, żedostrzegą go sąsiedzi.Wkrótce go poprosiła, aby został na noc.Od kiedy zaczęli się spotykać, utraty świadomości stały się rzadsze.Zrobił sięspokojniejszy, mniej pobudzony.Zaczynał wierzyć, że ataki wreszcie się skończyły.Jednak itak nie zamierzał sobie pozwolić na to, aby u niej zasnąć.Jednak zasnął.Twierdził, że pamiętał, co się wydarzyło, tylko że w pewnej chwili spostrzegł, iż stoi przyłóżku.Aomotano do drzwi - to policja usiłowała wedrzeć się do środka.Wszystko stało sięhałasem i zamieszaniem.Ręce miał we krwi, jednak nie w swojej.Spojrzał w dół i zobaczył Angelę Carson.Wtedy właśnie stracił resztkę opanowania.Kiedy policjanci wpadli do pokoju, rzucił sięna nich jak oszalały.Potem biegł tak długo, aż nogi odmówiły mu posłuszeństwa, na próżnostarając się uciec od widoku zakrwawionego pokoju.Nie wybierając świadomie kierunku, dotarł na wrzosowiska.I zszedł pod ziemię.Nawet nie myślał o tym, że teraz zacznie szukać go policja.Próbował uciec przed sobąsamym, nie przed nimi.Po kilku dniach spod ziemi wypędziły go chłód i głód.Straciłpoczucie czasu, wyłonił się nocą.Ukradł ubranie, żywność i różne potrzebny rzeczy.Zanimwstał świt, znalazł się z powrotem pod wrzosowiskami.Przez następne trzy miesiące spędzał więcej czasu pod ziemią, kolcolistem oraz wrzosemDartmoor niż w świecie zewnętrznym.Na świeże powietrze i światło dnia wychodził tylko,aby przejść do innego systemu tuneli, coś ukraść lub szukać świeżych zapasów orazposprawdzać pułapki na króliki.Zwiat na powierzchni przypominał mu, kim był i co zrobił.Pod ciemną skałą mógł się przed tym wszystkim schować.I zapomnieć.Nie przejmując się własnym bezpieczeństwem, znajdował takie miejsca i przeciskał sięprzez takie tunele, gdzie nie ważyłby się zapuścić nikt inny.Dwukrotnie musiał sięodkopywać po zawaleniu stropu; kiedyś nieomal utonął, gdy wskutek obfitych opadówjaskinie zostały zalane.Raz też siedział niewidoczny, skulony w ciemnościach, a grupagrotołazów przechodziła zaledwie w odległości kilku metrów.Pozwolił im przejść, lecz potem szukał już odludniejszych miejsc.Utraty świadomości zdarzały się w dalszym ciągu, ale tutaj, na dole, był ich tylkoniejasno świadomy.Czasem budził się w innej jaskini albo tunelu niż ten, który zapamiętał,nie wiedząc, jak się dostał w to miejsce.Zaczął więc sypiać z latarką w kieszeni.A potem któregoś dnia spostrzegł, że idzie poboczem drogi, w świetle słońca.Czuł sięoszołomiony, myśli miał równie zamulone jak ubranie, kompletnie nie wiedział, gdzie jestalbo co tutaj robi.I takiego właśnie znalazła go policja.O Tinie Williams i Lindsey Bennett usłyszał po raz pierwszy, kiedy postawiono muzarzut ich zamordowania.- To dlaczego przyznałeś się do winy? - zapytałem.Monk w zamyśleniu potarł dłonie, a guzikowate oczy wpatrywały się w nicość.Zawszesądziłem, że są martwe: jednak teraz zastanawiałem się, jak mogłem nie dostrzec kryjącegosię w nich bólu.Może po prostu dotąd nigdy w nie nie zaglądałem.- Wszyscy mówili, że to ja zrobiłem.Znalezli ich rzeczy u mnie w przyczepie.- Ale jeśli nie mogłeś sobie przypomnieć.- Myślisz, że to mnie, kurwa, obchodziło?Spojrzał prosto na mnie, ale zdawało się, że nawet to stanowi dla niego zbyt dużywysiłek.Szarpnęły nim konwulsje, dostał kolejnego ataku kaszlu.Nawet gwałtowniejszegoniż ostatnim razem - a kiedy kaszel minął, Monk łapał z wysiłkiem powietrze.Bez namysłu sięgnąłem do jego nadgarstka.- Sprawdzę ci puls.- Dotknij mnie, a złamię ci rękę.Opuściłem dłoń.Monk usiadł z powrotem na skale, przypatrując mi się podejrzliwie.- Jak jesteś lekarzem, to czemu zacząłeś wykopywać zmarłych? Myślisz, że dasz radę ichożywić?- Nie, ale mogę pomóc znalezć tych, którzy ich zabili.Pożałowałem tych słów, kiedy tylko padły, ale było już za pózno [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum