[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pewnego wieczora, kiedywracał trochę pózniej z pracy - był murarzem -przyszedł do domu roztrzęsiony,bo przechodząc ulicą Lacet usłyszał płacz i jęki kobiety, która zdawała się bardzocierpieć.To był odważny chłopak, ten mój Janet, więc zastukał do drzwi pytając,czy nie potrzeba pomocy, ale nikt mu nie odpowiedział.- Może była tam wtedy jakaś kobieta?- To by się rozniosło! Zresztą mój biedny Janet nie był jedynym, który słyszałpodobne dzwięki, ludzie w dzielnicy myślą, że to może dusza nieszczęsnej żonkiprzychodzi dręczyć du Hamela: to tutaj, w Dijon, na placu Morimont została wy-dana na śmierć.RLT - Jeśli dobrze rozumiem - stwierdziła Fiora - ten.du Hamel.nie ma racji za-dając sobie tyle trudu z pilnowaniem domu, do którego nikt nie ma ochotywejść?- Właśnie tak! - powiedziała Chretiennotte z zadowoleniem - Ja tylko wiem, żemusieliby mi zapłacić, i to dużo, żebym tam weszła.Dobitnie wyraziwszy w ten sposób swoje zdanie, służąca wzięła szczotkę,ścierki, i wykonawszy coś w rodzaju dygu przed Leonardą, która weszła akuratdo pokoju, zniknęła w korytarzu nucąc kantyczkę.Jednak historia, którą opowiedziała, dała Fiorze wiele do myślenia.To, że domcieszył się złą opinią i uchodził za nawiedzony, bardzo jej odpowiadało - nawetpodsunęło jej pomysł, jak mogłaby zaatakować Regnaulta du Hamela.Tuż po przybyciu do Dijon zdecydowanie odrzuciła propozycję Estebana:- Chcesz śmierci tego człowieka, pani? - spytał Kasty-lijczyk.- To rzecz najła-twiejsza w świecie.Któregoś wieczora poczekam, aż będzie wchodził lub wy-chodził z domu i ci go uduszę.Było to w rzeczy samej proste, nawet zbyt proste, a przede wszystkim zbytszybkie.Nie chciała, by oprawca jej matki zginął gwałtownie, nie widząc spada-jącego nań ciosu i nieświadom, z czyjego polecenia został zadany; zamierzałarozkoszować się konaniem wroga.Jako godna córa okrutnego miasta - Florencji -zdecydowana była nie szczędzić czasu ni złota, by śmierć ta osiągnęła doskona-łość dzieła sztuki.Wieczorem myślała o tym długo ze wzrokiem zatopionym w blednącym błęki-cie nieba, po którym ścigały się gromady ptaków, słuchając szumu tego miasta,w którym się urodziła, a którego nie znała.W przeciwieństwie do Florencji,ożywionej o zachodzie słońca, Dijon u schyłku dnia zdawało się usypiać pod da-chami, których żółte, czerwone i czarne dachówki tworzyły jakby gobeliny mię-dzy zielonymi bukietami ogrodów.Najbardziej zacny obywatel każdej dzielnicyRLT udawał się do mera miasta, aby zdać mu klucze od bramy, nad którą sprawowałpieczę.Zawsze uroczyście udawali się do ratusza, stawiali sobie bowiem zapunkt honoru utrzymanie tego nieco pompatycznego zwyczaju w mieście, w któ-rym z rzadka tylko przebywali książęta.Fiora wiedziała, że syn właścicielki pałacu, Piotr de Morel, jest odpowiedzial-ny za jeden z tych kluczy.Po jego powrocie oraz po usłyszeniu dobiegającego z kościoła świętego Janasygnału wieczornego, po którym ulice pustoszały i zostawali na nich tylko ama-torzy przygód, Fiora zeszła do jadalni, gdzie Leonarda kończyła sprzątanie pokolacji, której młoda kobieta nie chciała jeść.Siedzący przy oknie Demetrios iEsteban korzystali z ostatnich chwil dziennego światła, aby rozegrać partię sza-chów.Wszyscy jednak podnieśli oczy stwierdzając ze zdziwieniem, że Fiora mana sobie chłopięcy strój, w którym opuściła Florencję i trzyma w dłoni męski ka-pelusz nadający się doskonale do ukrycia włosów.- Słodki Jezu! - zawołała Leonarda - dokąd zamierzasz iść o tej porze, mójaniołku?- Niedaleko.Jak tylko zrobi się ciemno chciałabym obejrzeć sobie z bliskadom du Hamela.Jeśli Esteban zechciałby mi towarzyszyć.- Naturalnie - powiedział Kastylijczyk, natychmiast wstając.- Ale co chcesztam robić, pani? Właściciel jeszcze nie wrócił.- I właśnie dlatego chcę tam iść.Kiedy wróci, będzie to niemożliwe.- Jakie masz zamiary? - zapytał Demetrios, który wziął do ręki króla z kościsłoniowej i przyglądał mu się, jakby to był wyjątkowy przedmiot.- Powiem ci pózniej.Na razie chcę zobaczyć ogród i jeśli to możliwe, wejśćdo niego.Demetrios odrzucił figurę szachową i zmarszczył brwi:- To szaleństwo! Co ci to da?RLT Nie odpowiedziawszy, Fiora podeszła do kredensu, na którym znajdował siękoszyk czereśni, wzięła garść owoców i zaczęła je jeść przyglądając się jedno-cześnie ciemniejącemu niebu.- W takim razie ja też pójdę - westchnął Demetrios.- Wolę, żebyś został z Leonardą.Nie zajmie mi to wiele czasu, a dwie osobytrudniej zauważyć niż trzy.Grek nie nalegał.Wiedział, że kiedy młoda kobieta mówi tym tonem, nie war-to wdawać się z nią w dyskusję.Aby złagodzić odmowę dodała uprzejmie:- Nie obawiaj się, dowiesz się wszystkiego.Opowiem ci po powrocie.Kiedy zrobiło się zupełnie ciemno, Fiora i Esteban opuścili pałac, dotarli dorogu ulicy.Esteban doradził zatrzymanie się pod ścianą jednego z budynków:- Lepiej poczekać.Służący wychodzą, kiedy ulice są puste.- Dokąd wychodzą?- Na ulicę du Friffon, do domu publicznego.Nie wiadomo tylko, czy chodzątam również wtedy, gdy ich pan jest nieobecny.Spójrz pani! Właśnie jeden wy-chodzi.Istotnie, pojawił się ten sam mężczyzna, którego Fiora zauważyła po południu.Zamknął starannie drzwi i włożył klucz do kieszeni, po czym oddalił się spokoj-nym krokiem.- Zastanawiam się, dlaczego nigdy nie wychodzą razem - powiedziała Fiora -Przecież w domu nikogo nie ma?- Skoro ich pan jest skąpy, zapewne jest również bogaty.Zależy mu, żeby dombył dobrze strzeżony.Chodzmy teraz!Nie robiąc więcej hałasu niż para kotów, zwiadowcy wkroczyli na mostek łą-czący dwa brzegi strumienia.Mieli lekkość młodości, a ich nogi w miękkich skó-rzanych butach stąpały bezszelestnie.RLT Dotarłszy do drzwi Fiora dokładnie je obejrzała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum