[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wprzypadku zwykłego baroneta, nawet bardzo znanego, odbywa się to znacznieszybciej.Co do poszukiwań Róży Yorku obawiam się, że to jeszcze trochępotrwa, bo petarda przygotowana przez Aronowa wystrzeliła nam w twarz.Więc ja jednak szukam mieszkania i sprowadzam wiernego Teobalda, któregododatkowo może wspomóc brat blizniak.W przypadku problemów w dwójkęstanowią siłę nie do pogardzenia.Aldo zastanawiał się nad tym pomysłem przez kilka chwil.Nie był on takizły, gdyż znacznie zredukowałby wydatki, a dałby większą swobodę działania.- Zgoda! - oświadczył w końcu.- Ale zostanę w hotelu jeszcze przez kilkadni, bo czekam na Hieronima Buteau, który ma przywiezć kamień, o którymwspomniałem lady Ribblesdale.Nie ukrywam też, że bardzo intryguje mnieKledermann.Bankier rangi międzynarodowej prowadzący wielkie sprawy jestnadal w Londynie, chociaż zdaje się nie mieć tutaj nic do roboty.Jaki może byćtego powód?- Przecież ci powiedział: czeka, aż wypłynie Róża Yorku, by ją kupić.Lepiejniż ja znasz pasje wielkich kolekcjonerów.- Możliwe.Jednak mam dziwne wrażenie, że on mnie obserwuje.Vidal-Pellicorne wybuchnął śmiechem.- Ma po temu kilka powodów: chciał, żebyś poślubił jego córkę, a ty zostałeśkochankiem jego żony.Ciekawe, która sprawa interesuje go bardziej.- Mam nadzieję, że żadna, a już na pewno nie ta druga.Interesuje się mnąjako ekspertem od kamieni szlachetnych.Kiedy jesteśmy razem, nie mówimy oniczym innym.- To wszystko tłumaczy.Napiszę do Teobalda i zajmę się poszukiwaniemodpowiedniego mieszkania.Kiedy Adalbert opuszczał lekkim krokiem hotel, gwiżdżąc melodię zoperetki Fi Fi, która robiła w Paryżu furorę od końca wojny, Aldo udał się dohotelu.Zbliżała się uświęcona godzina spotkań przy herbacie.Spostrzegłszy w ostatniej chwili księżnę Danvers i lady Ribblesdale, Aldoskrył się za pierwszą z brzegu rośliną w donicy i odczekał, aż weszły doherbaciarni, a następnie ruszył do windy.Nie miał ochoty na pogaduszki.Pozatym lady Astor zaczynała go denerwować, wydzwaniała do niego pod bylepretekstem.Tak więc Aldo z jednej strony niecierpliwie oczekiwał przyjazdupana Buteau, - z drugiej żałował, że opowiedział księżnej o diademie swejzacnej przyjaciółki, pani Soranzo. Jeśli miał nadzieję na odpoczynek w małym salonie, który dzielił zAdalbertem, to się niestety mylił.Jeszcze nie zdążył usadowić się przy okniewychodzącym na zrudziałe drzewa Green Parku, kiedy zadzwonił telefon.Pełen namaszczenia głos szefa recepcji poinformował go, że pojawiła się jakaśmłoda dama i pyta o księcia.Nazywa się van Zelden.- Już idę! - wykrzyknął Aldo i odłożywszy słuchawkę, wybiegł z pokojugnany niepokojem, który dałby się streścić w jednym pytaniu: dlaczego doLondynu przyjechała sekretarka, skoro oczekiwał Hieronima Buteau? Oby nicmu się nie przydarzyło! Od czasu gdy Aldo odnalazł go w Paryżu w staniegraniczącym z nędzą, czuwał nad swoim byłym nauczycielem z niemalżesynowskim oddaniem.Tak, to była Mina.Kiedy znalazł się w holu, dostrzegł ją natychmiast.Odziana była bowiem w groteskowo staromodny strój, który uparcie nosiła.Byłto szary, nijaki kostium (nieco rozjaśniony przez białą bluzkę z piki), płaskiebuty i filcowy kapelusz nasunięty na czoło aż po same okulary.Ruda czuprynaściągnięta w koński ogon z pewnością dodałaby jej wdzięku, gdyby zostałabardziej starannie ułożona.Całości dopełniał szeroki prochowiec.Pełne rezygnacji westchnienie, które wydał z siebie Morosini, zmieniło sięnagle w zdumienie: przed Miną stał zgięty wpół i śmiejący się do rozpukuMoritz Kledermann.Przerażona Mina usiłowała go uspokoić, ale bez skutku.Czegoś takiego Aldo nie mógł tolerować! Rzucił się w stronę bankiera ichwycił go za ramię.- Czy panu nie wstyd kpić sobie z tej biednej dziewczyny? Uważałem panaza człowieka światowego, a pan zachowuje się w sposób niegodny! A pani,czemu tak stoi? Proszę mi powiedzieć, co się tu dzieje? Spodziewałem się panaButeau.- Trafił do szpitala San Zanipolo, bo mial zapalenie wyrostka robaczkowego.Teraz już wszystko jest w porządku, ale nie mógł udać się w tak dalekąpodróż.Bliska łez kobieta usiadła w fotelu, ale Kledermann, którego krótkarozmowa Aida i Miny nieco ostudziła, natychmiast wtrącił się do rozmowy:- Chwileczkę! Oczekuję wyjaśnień.- Pan chyba żartuje? - rzekł Aldo pogardliwie.- Jeśli ktoś może żądaćwyjaśnień, to właśnie ja! Naigrywa się pan z mojej sekretarki, więc powinienbyć pan zadowolony, że nie stłukłem mu gęby, ale dojdzie do tego, jeśli niezostawi nas pan w spokoju! Mina ma za sobą długą podróż i musi odpocząć.- Mina? A jak brzmi jej nazwisko, jeśli łaska? - zapytał bankier szyderczo. - Nie wiem, czemu to pana interesuje, ale nazywa się Mina van Zelden i jestHolenderką.Czy to panu wystarczy?Sytuacja była rzeczywiście surrealistyczna, bo Kledermann wydał się tąwiadomością bardzo zasmucony [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum