[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.czy potrafisz zachować się po męsku?Uczono mnie, że powinienem zawsze zachowywać się po męsku.Dobrze powiedziane.Musisz się przygotować na złą wiadomość.Mój ojciec?. zaczął chłopiec i przerwał.Król przycisnął go do siebie.Twój ojciec nie żyje.Jesteś księciem Normandii.Wilhelm nie mógł w pierwszejchwili zrozumiećw pełni tych słów.Potem łzy puściły mu się z oczu i wykrzyknął: To nie może być! Mój ojciec jest młody, dzielny,wesoły, wspaniały! 46  Zmierć, mój chłopcze, nie omija nawet dzielnych i wspaniałych.Czy zginął.z rąk Saracenów.najjaśniejszy panie?Chyba nie.Twój ojciec był już w drodze powrotnej z Ziemi Zwiętej.On i hrabiad'Arqus, który mu towarzyszył, od kiedy opuścił Europę, zmarli po posiłku.Przypuszcza się, że ich otruto.Ależ kto chciałby otruć?.Nie wiadomo.Wszyscy władcy mają rywali.Tej lekcji życie teraz ciebie nauczy.Powinieneś być wdzięczny Bogu, że twój ojciec, dotarłszy do Ziemi Zwiętej,zasłużył sobie na wielką łaskę w niebie i zmarł w stanie łaski.Tak.Jestem wdzięczny  powiedział chłopiec, ale znać było, że serca w te słowanie włożył.I zaraz wybuchnął:  Jeżeli nie wiem, kim byli mordercy, jak mogędopełnić synowskiego obowiązku: pomścić mego ojca?Nigdy nie ustalono, kto otruł Roberta Wspaniałego.Historycy wyrażają ostrożneprzypuszczenia, że ktoś ze stronników jego starszego brata chciał pomścić śmierćRyszarda.Wilhelm myślał teraz tylko o jednym: Muszę wracać do Normandii, najjaśniejszy panie.Król potrząsnął głową. Należy tu oczekiwać wiadomości, jak tam ciebiepowitają.Ledwie te słowa wymówił, kiedy pod oknami komnat królewskich rozległy sięhałasy, szczekanie psów, stukot kopyt, podzwiękiwanie uprzęży, nawoływaniasłużby.Król wstał i podszedł do wnęki okiennej.Wilhelm na palcach za nim: tylkorzucił okiem i cofnął się, nim Henryk się odwrócił.Chłopiec zobaczył dość.Nikt 47 teraz nie przeszkodzi mu jechać do Normandii i to jechać natychmiast: z licznymorszakiem przyjechał Osbern de Crpon i drugi jeszcze z bliskich druhów zmarłegoksięcia, wsławiony wojownik, wzrostu olbrzyma, Thorold de Neufmarch.Wśród szlachty i rycerzy, którzy im towarzyszyli, znajdowali się: Raoul de Gac, Roger deVieilles, hrabiowie de Beaumont, d'Eu, de Meulan i Port Audeme.Wilhelm skoczył do drzwi, powstrzymał się, złożył niski ukłon i powiedział:- Najjaśniejszy panie, proszę o pozwolenie przywitania moich rodaków. Nie zwlekali z przybyciem  zauważył król.Idz, powitaj ich.Pózniej rozkaż im stawić się przedemną.Chcę zdać im relację o tobie. Chłopiec rzuciłpytające spojrzenie.Henryk uśmiechnął się i dodał: Nic się nie bój.Dobre sprawozdanie.Wrócił do wnęki i patrzył na dziedziniec, gdzie jasnowłosy Osbern i siwiejący jużolbrzym Thorold uklękli na widok swego księcia.Henryk pokiwał głową, mrucząc: Chłopcu będzie potrzeba każdego lojalnego rycerza, jakiego przyciągnąć zdoła!Wieczorem Wilhelm znalazł się w łóżku wcześnie, gdyż miał ze swą normandzkąświtą wyruszyć nazajutrz o brzasku.I dopiero wtedy w pełni zdał sobie sprawę zprzerażającego faktu, że nigdy więcej nie zobaczy ojca.Schował twarz w poduszkę,mocząc ją łzami.Wreszcie łkanie trochę ustało, a chłopiec wspomniał pokłon,złożony mu przez Osberna i Thorolda, i słowa króla Henryka: ,.Jesteś księciemNormandii".Zanim zasnął, powtórzył kilkakroć tę zdumiewającą prawdę: Jestem księciem Normandii.księciem Normandii.jestem księciem. 48 Gdy Wilhelm i jego świta wjechali w granice własnego kraju, w miasteczkach i powsiach witano ich okrzykami: Niech żyje Wilhelm.nasz mały książę!Chłopiec trzymał się prosto, głowę unosił wysoko,starając się nie wyglądać tak bardzo na ,,małego" księcia, a na mężczyznę, którymteraz zapragnął być jak najprędzej. Niech żyje książę Normandii. Wilhelm zwrócił się do najbliższych druhów: Jak wierni i lojalni są nasi zacni poddani!  powiedział, z rumieńcem dumy.W podnieceniu nie zauważył spojrzeń, jakie Osbern i Thorold wymienili międzysobą, unosząc z lekka brwi.Serca prostych ludzi może i zabiły żywiej na widok tegochłopca, na którego spadła tak wielka odpowiedzialność, ale to nie oni zadecydują,czy Normandia zazna wewnętrznego pokoju.Przyjaciele chłopca wiedzieli o tymdobrze.Nieufni, czujni, Osbern i Thorold jechali blisko po obu stronachmłodocianego pupila. Chcę jak najprędzej zobaczyć moją matkę powtarzał po kilkakroć Wilhelm.'Dwaj mężczyzni nic nie mówili o niej aż do chwili, gdy kawalkada podjechała doRouen, które w słonecznym blasku wydało się młodemu księciu najpiękniejsząstolicą, jaką można sobie wyobrazić. Matka pewno tu przyjechała na spotkanie  powiedział.Teraz Osbern musiał wytłumaczyć.Lady Harleva nie przybyła do Rouen.Więc pośpieszę do Falaise.Lady Harlevy nie ma również w Falaise.Poślu-49 biła hrabiego Herlwina de Conteville i wyjechała wraz z nim i córką do jego zamku.Matka.poślubiła?Zgodnie z wolą twego ojca.Zanim się udał na pielgrzymkę, zażądał od hrabiegoHerlwina obietnicy, że poślubi Lady Harleve w razie, gdyby nie powrócił.Robert istotnie obawiał się o przyszłość młodej jeszcze i godnej pożądania Arletty.Rozkazał, aby natychmiast po otrzymaniu złej wieści wyszła za mąż za hrabiego, okilka lat od niej starszego, ale człowieka w pełni sił i energii, godnego zaufania.Słusznie przewidywał, że Herlwin potrafi ją otoczyć opieką.Arletta, obojętna na to, co się z nią stanie, gdyby już nigdy więcej nie zobaczyła swego książęcegokochanka, zgodziła się posłusznie.Więc mam nowego ojca  powiedział Wilhelm. Ale nikt mi nie zastąpi.Bardzo słusznie  przytaknął Osbern. Hrabia złoży ci hołd, winny feudalnemupanu, a ciebie proszę, byś okazał mu respekt, należny jego wiekowi.Chłopiec, który przed rokiem opuścił Rouen, wracał teraz jako książę i władca.Odbram miejskich do zamku tłoczyli się ludzie, by go witać.Prawie natychmiastWilhelm wyszedł na najwyższą wieżę.Pogoda była tak piękna, jak mu się wydawałyjego własne perspektywy.Patrzył na swoją stolicę, chodził dookoła szczytu wieży,wychylał się przez balustradę, podnosił wzrok na daleki horyzont, od którego dzieliłygo rozległe, żyzne ziemie. Moje  mruczał. Wszystko moje.Co zdobytopod strachem imienia Rollona Olbrzyma, pozostanienienaruszone pod strachem imienia Wilhelma Bastar-da.Przekupnie w Rouen przez kilka dni robili świetne interesy.Miasto roiło się odprzyjezdnych.Z prowin- 50 cji nadjechali baronowie i rycerze, każdy z barwnym, hałaśliwym pocztem, byskładać przysięgę na wierność: " [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum