[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przeklinając swój brak dalekowzroczności, usprawiedliwiała sięjednoczenie, że przecież nie wiedziała, iż Frank wybierze akurat ten dzieńna wizytę.Był istotnie bardzo zajęty w pracy i trudno było wymagać odniej, by planowała swój rozkład zajęć pod kątem jego sporadycznychodwiedzin.Tym bardziej, że nigdy ich nie zapowiadał.Z drugiej strony, nie mogła zaprzeczyć, że w ciągu ostatnich miesięcy jejuczucia względem Franka skomplikowały się bardziej, niż sobie tegożyczyła i stały się wręcz niebezpieczne.To zaczęło się w dniu zdjęcia bandaży.Wtedy uświadomiła sobie, żezdanie Franka na temat jej nowej twarzy znaczy dla niej tyle samo, amoże nawet więcej, co jej własne.Zastanawiała się, jak to możliwe, że irytacja i wzgar- da, będące dotychczas najbardziej namacalnymi emocjami, gdy nahoryzoncie pojawiała się milcząca twarz Franka, mogły ulec nagle takogromnej przemianie.Frank był ostatnim mężczyzną na świecie, któregomogłaby uważać za obiekt pożądania, a tym bardziej za odpowiedniegodla siebie partnera.Niemniej jednak od czasu, gdy przeprowadziła się do Damona, łapała sięna tym, że wyczekuje przypadkowych spotkań z Frankiem, a podczasjego nieobecności rozmyśla o nim ze skrywaną pożądliwością.Kiedyprzychodził, niemal zawsze uzbrojony w jakieś porady prawne dlaDamona, lamentującego od lat nad nieprzydatnością własnych doradców,zastanawiała się, ile z tych wizyt było dla niej.Mimo wszystko uznawałza stosowne spędzać z nią trochę czasu na werandzie lub na podwórzu,choć jego dawna misja na rzecz International Pictures była jużnieaktualna.Początkowo jego obowiązkowe ugrzecznienie bawiło ją, śmiała mu się ztego powodu prosto w twarz.Lecz w niedługim czasie złapała się na tym,że pokpiwa z niego z nową, niemal zmysłową nieprzyzwoitością, odległąo całe lata świetle od jej poprzedniej milczącej obojętności._Opanowanie Franka, jego niezachwiana pewność siebie, zalazły jej zaskórę.Pałała zakazaną żądzą opanowania go i dotknięcia do żywego, nietylko dla usatysfakcjonowania własnej potrzeby kontaktu z drugim czło-wiekiem, ale także w celu stopienia choć trochę jego zbroi.A kiedy był blisko, czuła się oszołomiona jego prawdziwie męskimzapachem oraz prowokującym ciepłem długich ramion, które zdawały sięobejmować jej drobne ciało i przeganiać samotność.Co by było, gdybym pocałowała Franka?Najpierw była to tylko głupia myśl bez stałej formy, której pozwoliłaprzeminąć, nie zawracając sobie głowy jej treścią.Lecz wkrótce ta myśl powróciła, naigrawając się z niej jak mała,pachnąca róża w samym sercu bólu, rozkwitając i wysyłając silny aromatna całe umęczone ciało. Przez jakiś czas była zadowolona, że wraca ona w takiej formie, gdyżprzynajmniej odrywała ją od cierpień cielesnych, utrzymywała umysł waktywności i dodawała nieco urozmaicenia monotonnej egzystencji.Przydawała też czegoś pikantnego i tajemniczego nudnej poprzedniopostaci Franka, a to ją bawiło i cieszyło.Lecz teraz to stało się bardziej gwałtowne.W momentach słabościprzekraczało granice jej samokontroli.A grzeszne impulsy podsycane przez jego bliskość, nie dawały jejspokoju.Coś dziewczęcego i potwornie bezczelnego próbowałoprzeskoczyć z jej zmysłów do jego.To coś pieściło go od stóp do główniepokojąc ją swoją śmiałością.Daremne były jej wysiłki, by to po-wstrzymać.A Frank nigdy niczego nie zauważa.Ani razu.Mijało właśnie szesnaściemiesięcy od jej wypadku, szesnaście miesięcy od czasu, kiedy po razostatni dotykano jej jak kobiety i od kiedy czuła się jak padlina targanabólem.Przez większość tego okresu nie chciała myśleć o swojej kobiecości.%7łyczyła sobie nawet, żeby reszta jej dni mogła minąć bez wypadów wzakazany świat szalonych, romantycznych nadziei i radości, któredoprowadziły ją do lądowania w przepaści na końcu tamtej ulicy.Obojętność i narkotyczne zapomnienie wydawały się wtedy jedynymisojusznikami przeciwko nieznośnej rzeczywistości.Ale teraz, kiedyuparcie wdrapywała się na powrót pazurami do normalnego świata, gdzieodzyska możliwość odczuwania czegoś więcej niż puste zaabsorbowaniewłasnym bólem, wszelkie środki jakie podjęła w celu zabezpieczenia sięprzeciw naturalnym instynktom kobiecego ciała obracały się w proch.Wracała do życia jak winorośl chcąca opleść głodnymi liśćmi silne ciałoFranka, zapuszczając słabe kłącza w jego organizm.A Frank niczego się nie domyślał, a ona usiłowała nie zdradzać się zniczym.A jednak to stawało się z każdym dniem intensywniejsze, przechodząc zkaprysu w obsesję, z zarodku uczucia w ciągłą burzę zmysłów, a w końcużar pożąda- nia eksplodujący małymi wybuchami jak ten, który właśnie miał miejsce,tak dwuznaczny, że dziwiło ją, dlaczego Frank nie parska śmiechem nawidok jej zmieszania.Jakże zażenowana czuła się w momentach, kiedy przywiązana pasami domaszyny wykonywała ćwiczenia, a jej ziaj anie i westchnienia, dyszenie iokrzyki były żenująco podobne do odgłosów miłości! A on stał obok isłuchał.Mimo to dzisiaj, tak jak zawsze, Frank albo niczego nie widział i nie czuł,albo tak panował nad swoimi myślami.Wieczorami studiowała swoje ciało w lustrze, stojąc nago w łazience.Pomimo blizn i wycieńczenia nie wyglądała wcale tak zle [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum