[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dlaczego o to pytasz?  zdziwiłem się nagłą zmianą tematu. Nic.Tak sobie  odpowiedziała trochę speszona i znikła we włazie.W tej chwili uświadomiłem sobie, że zabrana przez nią książka dotyczyła diagnostykipsychoanalitycznej.Dlaczego Joanna zajmuje się dziedziną tak odległą od jejspecjalnościnaukowej? Dlaczego wzięła ten podręcznik, a nie zwróciła się do Emila? Może on ją o to prosił? Może nie chciał się ze mną spotkać? Ale co oznaczało jej pytanie? To wszystkozdajesię nie mieć sensu.104Postanowiłem wyjaśnić zagadkę.Czułem, że wiele światła może tu rzucić rozmowa zEmilem.Chciałem zajść do niego do laboratorium, ale nic z tego nie wyszło, bo właśnieprzeprowadzał jakiś eksperyment w warunkach sterylnych i nie mógł otworzyć drzwi.Przyszedł potem do mnie do nawigacyjnej, lecz była tam już ze mną Mira, więczajęliśmy siękorektą programu.W dzisiejszym komunikacie z Ziemi nadal ani słowa o Stefanie.%7ładnych kondolencji, anidoniesień prasowych świadczących, że coś wiedzą.A przecież tego samego dnia, wktórymzmarł, przekazałem Mayerlinckowi wiadomość.Co prawda ustalonym hasłem, aleoczekiwałem zwrotnego zezwolenia na oficjalny komunikat.Dlaczego Mayerlinckmilczy?Chyba jednak przesadził.Rzecz jasna  kampania reklamowa trwa, ale wszystko maswojegranice.Rozumiem  o kłopotach z algami ani słowa, lecz śmierć zastępcy dowódcy?Tomoże pózniej postawić mnie w bardzo niezręcznej sytuacji.5 września  239 dzień podróżyRano, po śniadaniu, gdy Gabriel wyszedł z Joanną na zewnątrz, a Mira zajęła siępomiarami współrzędnych i przez parę godzin nie opuszczała kopuły obserwacyjnej,Emilsam zaczął ze mną rozmowę.Początkowo wydawał się nawet zupełnie spokojny.Mówił o czekających nas pracach itrochę narzekał na to, że zostało już niewiele czasu, a on nie jest przygotowany do taktrudnego zadania, jak zainstalowanie zespołów fotosyntezy na powierzchni Marsa.Obawiasię, że nieświadomie może spowodować jakąś poważniejszą awarię lub nawetzniszczyćkolonie.Powiedziałem mu, że program AFC musi być zrealizowany bez względu naryzyko,a zresztą  przedsięwzięciem będę kierował osobiście i wspólnie będziemy ponosićodpowiedzialność za przebieg eksperymentu.Zdaje się, że go to trochę uspokoiło.Rozmowa zeszła na sprawę śmierci Stefana i zakres zadań, jakie miał do wykonania.Wyraziłem pogląd, że gdyby nie zatruwał alg, a także gdyby go jeszcze przez dwamiesiąceudało się utrzymać przy życiu, mógłby choćby z odległości pokierować pracami.Niepotrzebnie poruszyłem tę kwestię, bo Emil począł mienić się na twarzy i drżącym,nerwowym głosem powiedział: Sprawa alg tylko w niewielkim stopniu przyspieszyła śmierć Stefana.On nic przeżyłbynawet dwóch tygodni.W każdej chwili spodziewałem się, że nastąpi ponowny krwotoki.śmierć.To nie moja wina.Diagnoza Instytutu Feldhauscna nie pozostawiała cieniawątpliwości.Może na Ziemi znalazłby się jakiś sposób.Ale tu.ja nie mogłem pomóc. Byłem trochę zaskoczony tak gwałtowną reakcją, lecz łatwo ją można wytłumaczyć: gdypacjent umiera  lekarz odczuwa jego śmierć jako swoją osobistą klęskę.Tu zaś jeszczedotego przyłączyła się sprawa Joanny i obawa, że ktoś może go posądzić o celowezaniedbanieobowiązków dla pozbycia się rywala.Byłem przekonany, że Emil ma czyste sumienie inapewno nie jest zdolny do popełnienia zbrodni. To oczywiste, że los Stefana był przesądzony  powiedziałem do Emila chcąc gouspokoić. Nie tylko ty, ale nawet największe sławy światowe w dziedzinie onkologii nicbytu już chyba nie zdziałały.W tych warunkach i w tym stadium?.Na skomplikowanąoperację nie ma miejsca, a przede wszystkim  było już za pózno.To jego wina, że niepozwolił operować się dwa miesiące temu. Bał się mnie. Chorobliwa podejrzliwość.Już to samo wskazuje, że w jego umyśle zaczynał się jakiśproces.Emil spojrzał na mnie zamyślonym wzrokiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum