[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To szczęśliwerozwiązanie. Emma niechętnie przystała na to, nie chcącurazić Laury, chociaż była zdecydowana zapłacić jej całe pięćszylingów.Wzięłaby je ze swoich oszczędności. No, to załatwione.Emma wprowadzi się w przyszłąsobotę.Sam ją tu przywiozę  oświadczył Blackie, przejmując teraz kontrolę nad sytuacją.Uśmiechnął się promienniedo obu dziewcząt. Widzicie, od samego początku miałemrację.Wiedziałem, że to się uda i że się polubicie.Emma uśmiechnęła się, ale nie powiedziała ani słowa.Byłaszczęśliwa, że podjęła decyzję, by przeprowadzić się do Armley i zamieszkać z Laurą.Znów ogarnęło ją dziwne uczuciespokoju i wyciągnęła się w fotelu, czując się nagle bardzo swobodnie.Już od dawna nie patrzyła tak pewnie w przyszłość.Wszystko będzie dobrze.Wiedziała to teraz.W tejchwili Emma nie zdawała sobie z tego sprawy, ale nigdy  dokońca życia  miała nie zapomnieć swego pierwszego spotkania z Laurą Spencer.Wraz z upływem czasu uświadomiłasobie, że Laura była jedyną prawdziwie dobrą osobą, jakąznała, i pokochała ją głęboko.W następny piątek Emma pożegnała się ze swoimi współpracownikami w pracowni (było im bardzo przykro z powodujej wyjazdu) oraz z cala rodziną Kallinskich.Janessa nalegała,by zjadła z nimi szabasową wieczerzę.Po kolacji wzięła Emmęna stronę.i Chcę.żebyś mi obiecała, że przyjdziesz do mnie, jeślitylko będziesz potrzebować czegokolwiek w ciągu następnychkilku miesięcy  powiedziała. Armley nie jest znów takdaleko i mogę się tam szybko zjawić. Dziękuję.To takie miłe z pani strony.Obiecuję, żeto zrobię.Pożegnanie było bardzo łzawe i jedynie David pozostałniewzruszony.Wiedział bowiem, że ich drogi znów się skrzyżują.Emma dała mu swój adres w Armley i obiecała musolennie, że napisze do niego zaraz, jak tylko się urządzi.Nawet pani Daniel miała łzy w oczach, kiedy Emma wyjeżdżała i ona również prosiła, by Emma pozostała z niąw kontakcie.W poniedziałek rano Laura zabrała ją do przędzalni.Odpierwszej chwili Emma znienawidziła to miejsce równie mocno,jak kochała małą pracownię Abrahama Kallinskiego.Tutaj niebyło żadnego koleżeństwa, żadnych żartów ani śmiechu.Panowała tu surowa dyscyplina, a nadzorcy byli srodzy i wymagający, chodząc tam i z powrotem pomiędzy krosnami.Emmanatychmiast znienawidziła okropny zapach tłustej, surowejwełny, a nieustanny grzechot czółenek ogłuszał ją; w trzecimdniu pracy przeraziła się nie na żarty, gdy zobaczyła, jak jednoz czółenek urwało się i uderzyło dziewczynę w twarz, oszpecającją na całe życie.Nie był to rzadki wypadek.Laura była dobrą nauczycielką, cierpliwą i dokładnąw swych wskazówkach; pomimo tego Emma uznała cały proces łkania za bardzo trudny i bała się  pułapki", do którejdochodziło, gdy na krośnie pękło sto lub więcej nitek.Trzebabyło całych godzin, by naprawić  pułapkę".Była to strataniezwykle cennego czasu i prządka musiała zwijać się jakw ukropie, by go nadrobić.Emma była bardzo ostrożnai w czasie pracy w przędzalni nigdy nie wpadła w tę  pułapkę".Przetrwała ten trudny okres ze zwykłą dla siebie pracowitością i postanowieniem, że nic nigdy jej nie pokona.Wiedziała, że nie ma innego wyjścia; musi udowodnić, że jest dobrąprządką, by zarobić na utrzymanie.Ze swym uporem, bystrym umysłem i zręcznymi palcami opanowała sztukę tkaniaw ciągu miesiąca tak, jak przewidywała Laura.Jej pewnośćsiebie wzrastała wraz z doświadczeniem, nadal jednak niemogła polubić pracy w ponurym i surowo kontrolowanymotoczeniu.Wraz z Laurą zaczynały pracę o szóstej rano i kończyły0 szóstej wieczorem; dla Emmy były to ciężkie dni bez końca.Wraz z upływem tygodni była coraz cięższa i coraz bardziejzmęczona.Ku swej rozpaczy miała stale spuchnięte nogiz powodu długich godzin spędzanych na stojąco przy krośnie,1 często myślała, że urodzi dziecko w pracy, na podłodzeprzędzalni.W tym okresie Laura była dla niej wielką pociechą.Emmę stale zdumiewał jej dobry humor i nie przestawałasię zastanawiać, co zrobiłaby bez jej wsparcia i oddania.We wtorkowy wieczór pod koniec marca Emma poczuła,że nadchodzi czas rozwiązania, i Laura zabrała ją do szpitalaSt Mary's na Hill Top.Po dziesięciogodzinnym porodzieEmma wydała na świat dziecko dokładnie na miesiąc przedswoimi siedemnastymi urodzinami.Ku wielkiej radości Emmybyła to dziewczynka. Rozdział 31.Emma siedziała przed kominkiem w saloniku Laury Spencer, wpatrując się ponuro w przestrzeń.Była bardzo przygnębiona z powodu problemu, który przez ostatnie kilkadni  od czasu narodzin dziecka  spędzał jej sen z powiek.Wiedziała, że musi go w końcu rozwiązać i to szybko.W życiuEmmy było wiele nakazów, ale w tej chwili najważniejsza byłajej troska o dziecko.Musiała podjąć decyzję związaną z najbliższą przyszłością córeczki i nie mogła sobie pozwolić na jejodwlekanie.W pokoju zrobiło się nagle dość chłodno i Emma podniosła się ociężale, nie tak żwawo jak zwykle, wzięła pogrzebaczi poruszyła nim gniewnie polana na kominku, zupełnie jakbychciała rozproszyć ogarniające ją poczucie bezradności.Polana rozsypały się z sykiem i zalały pokój jasnym światłem,podkreślając jego przytulność i wygodę.Blask płonącego drewna oświetlił dziecko leżące u jej stópw prowizorycznym łóżeczku, które Laura zrobiła z szufladywyłożonej grubymi kocami i puchatymi poduszkami.Dzieckoleżało na boku, jego srebrzystoblond włosy lśniły w blaskuognia, a okrągła różowa buzia odwrócona była do Emmy.Maleńką rączkę zaciśniętą w piąstkę dziewczynka trzymałaprzy delikatnych usteczkach.Spała tak spokojnie.To dzieckonależało do niej.Było jej częścią.Jak może je oddać?Nieoczekiwanie ogarnęła Emmę gwałtowna, przemożna chęćopieki nad swoją córeczką, a uparte pragnienie odniesieniasukcesu, wzniesienia się ponad wszystko, powróciło z wielkąmocą. Nie pozwolę nigdy, by coś ci się przydarzyło!", szepnęła cicho lecz zdecydowanie do śpiącego maleństwa [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum