[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kiedy wszyscy sportowcy zebrali się na stadionie, nastąpiłouroczyste opuszczenie olimpijskiej flagi.Trzymając za brzegi materiału, ośmiu mężczyzn niosło ją do burmistrzaBerlina.Orkiestra zagrała, a ubrany na biało chór zaintonował pożegnalny hymn.Tu i ówdzie niemieccy widzowiekrzyżowali przed sobą ramiona i splatali dłonie z najbliższym sąsiadem.To trzymanie się za ręce rozlało się pocałym amfiteatrze, spłynęło też na płytę do sportowców i wszyscy trwali tak złączeni, kiwając się w takt hymnu.Zwiatła na stadionie zaczęły powoli gasnąć.Oczy zebranych skierowały się na znicz olimpijski.Z głośników rozległsię czysty głos:  Wzywam młodzież całego świata za cztery lata do Tokio".Równo płonący przez szesnaście dni święty ogień, olimpijski płomień, zgasł nagle, jak gdyby nakryty czyjąśmocarną dłonią.Do tego momentu uroczystość zamknięcia Igrzysk przebiegła zgodnie z planem.Olimpiada została zakończona i wi-dzowie mieli zacząć przechodzić do dobrze oświetlonych wyjść.Ale wtedy właśnie zdarzyło się coś zupełnienieoczekiwanego.Większość widzów pozostała na miejscach i stojąc na baczność, z wyciągniętymi przed siebieprawymi ramionami zaśpiewała najpierw Deutschland ber alles, a potem Horst Wessel Lied.Kiedy marszowy rytmprzebrzmiał i rozmył się w mroku, niemiecki szermierz stojący obok Kthe mruknął:  Dlaczego nie oświetląreflektorem Fhrerai Przecież to jego Igrzyska".Podobne szepty rozlegały się między tonącymi w ciemnościach ławkami amfiteatru.Kilku mężczyzn na płyciekrzyknęło: Sieg Heil! Unser Furher Adolf Hitler! Sieg Heil!Dołączyli inni i okrzyk rozlał się po całym stadionie.Kamienny amfiteatr wibrował od skandowanych wiwatów.Sieg Heil! KSIGA DRUGA1936 - 1938Podczas gdy reszta świata zajmowała się zarabianiem pieniędzy,wychowywaniem dzieci, tańczeniem lambethwalkai unosiła się radośnie nad Królewną Znieżką i siedmioma krasnoludkami,Niemcy skąpane były w czerwonej łunie pochodni, oświetlających tysiące wieców.Fragment Krótkiej historii Europy okresu międzywojnia Sir Aubreya Kingsmitha. 9I- Ani słowa więcej.Wracasz do Oxfordu - zdecydował Euan Kingsmith.Jego niski głos kipiał niebezpieczną tłumio-ną furią, z czego dobrze zdawał sobie sprawę siedzący po drugiej stronie stołu Aubrey.- Nie będę wysłuchiwałżadnych frognallowskich idiotyzmów!Mówiąc  frognallowskie idiotyzmy", Euan miał na myśli wszystko, co choćby w najmniejszym stopniuprzypominało mu zachowanie zdolne doprowadzić do takiego finansowego upadku, jaki niegdyś dotknął rodzinęjego żony.- Dlaczego nie dasz mi skończyć, tato?- Nie ma już o czym mówić.Wieczorem spakujesz manatki i jutro z samego rana wsiądziesz do samochodu.Maszsiedzieć w Oxfordzie i kropka! Gdybym to ja miał kiedyś taką szansę! (Często uskarżając się, że brakuje muwykształcenia, Euan chętnie zapominał o oczywistych faktach: prawda, że zakończył naukę w szkole już w wiekupiętnastu lat, ale była to jego własna decyzja.Nie mogąc się doczekać, kiedy wreszcie wykaże się w interesach, uznałwszelką dodatkową wiedzę za stratę swojego czasu i pieniędzy ojca.)Doceniam to, ale studia nad literaturą wydają mi się najzwyczajniej niczym w porównaniu z tym, co dzieje się naswiecie.Dużo ty wiesz o świecie! - prychnął Euan.- Kiedy się ma dziewiętnaście lat.Dwadzieścia - poprawił Aubrey.Póki jesteś pod moim dachem, będziesz robił to, co ci każę! Znad szczytu owalnego stołu, Elizabeth FrognallKingsmith wbila przerażony wzrok w męża.Od najwcześniejszego dziecinstwa siedziała przy tym sheratońskimstole w jadalni zwanej  błękitnym pokojem" ze względu na zawieszone nad drzwiami owalne porcelanowe ozdobyrodem z fabryki Wedgwood.W tamtych czasach podobne sceny nie miały miejsca [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum