[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.On to zrobił? -zapytała dotykając szramy na wardze.Malcolm zadrżał.- Jak? - Ucałowała bliznę.- Nie pamiętam.Nie chciałem jeść śniadania.Ojciec byłwyprowadzony z równowagi, bo likwidowano jego dział.- Zakładali ci szwy?- Osiem.Boże.- Malcolm, poszedłeś do lekarza.- Do Georgia Street Hospital.- Czy ktoś zapytał cię, jak to się stało?- Powiedziałem, że się przewróciłem.RS 192- A to? - Dotknęła palcem wzgórka na nosie.- Ktoś inny dostał awans zamiast ojca.On starał się jak szalony, aThatcherson go zlekceważył.Zostawiłem rower przed domem, byłnowy, dostałem go dopiero co na szóste urodziny.Kiedy zdjęli miopatrunek, zabrał mnie pierwszy raz pod namiot.To byłnajwspanialszy moment w moim życiu.- Pił?Nie pamiętała, żeby Langley podniósł kiedykolwiek rękę na którąśz nich, choć nie oszczędzał im tyrad i awantur, kiedy miał w czubie.- Nie rozumiesz mojego ojczulka, skarbie.Był wspaniałymfacetem, który łatwo wpadał w złość, i tyle.Matka i ja wiedzieliśmy,że trzeba mu schodzić z drogi, kiedy coś w biurze szło nie tak.- Ale miałeś tylko sześć lat.- Nie muszę go bronić - odpowiedział Malcolm sucho.-Byłwspaniałym człowiekiem.Odważnym, wrażliwym, z cudownympoczuciem humoru.Matka go uwielbiała, przyjaciele daliby sobierękę za niego uciąć.Przykro mi, że o tym wspomniałem.Terazbędziesz miała o nim fałszywe wyobrażenie.Poza tymi rzadkimimomentami był najlepszym z ludzi.Wspaniały tatuś, który łamie nos sześcioletniemu synowi, za to, żenie schował roweru - pomyślała, wzdrygąjąc się.Ból brzucha powoliustępował, przypominał teraz zwykłe dolegliwości pierwszego dniaokresu.- Wracajmy - powiedziała.- Dobrze się czujesz?- Po prostu świetnie - odparła, krzywiąc się nieznacznie, gdywstawała.Ruszyli powoli w kierunku oświetlonego domu.Malcolm szeptałwyznania, od których topniało serce.Joscelyn postanowiła nie dręczyćgo dalszymi pytaniami, nie mogła jednak całkowicie pohamowaćciekawości co do charakteru pani Peck.Jak znosiła wybuchy męża,nie przestając go nadal kochać?- Joscelyn, to, że cię uderzyłem.- Nieważne - powiedziała zdecydowanie.RS 193- Jesteś jedyną czystą, doskonałą rzeczą w moim życiu.Chciałbym,żeby nasz związek taki pozostał.- Jesteśmy doskonali - zapewniła, obejmując go mocniej.Curt i Honora siedzieli w salonie - on nad planami nowejautostrady, ona wyciągnięta na kanapie z Herzogiem na piersi.- Wygląda na to, że Joscelyn nie chce wesela - zagadnęła.Podniósłgłowę znad biurka.- Znasz naszą Joscelyn z jej pogardą dla światowego życia.- Nie chciałam jej do niczego zmuszać.- Zrobi wszystko, żeby sprawić przyjemność Malcolmowi.- To takie wzruszające, że chciał ją zobaczyć w białej sukni.- Naprawdę jest w niej zakochany.- I ona szaleje za nim.Czy to nie brzmi okropnie, Curt, żepoczątkowo raziła mnie jego uroda?- Jak już tylko wejdzie do rodziny, postaramy się zamienić go wOuasimodo - pocieszył ją Curt, zakręcając pióro.- Też tak myślałeś?- Może trochę.Ale potem zdałem sobie sprawę, że Joss to pociąga.Jako dziecko nie dostawała zbyt wiele.Honora wpatrywała się w ogień, jakby chciała pochwycić jakąśulotną myśl.- Rzecz w tym - powiedziała powoli - że ona zawsze była sobą.- Mówiąc najłagodniej - zachichotał Curt.- A czemuż by nie? Magłowę na karku, i to jedną z najlepszych w okolicy.- Myślisz, że Malcolm potrafi to zaakceptować?- Takie sprawia wrażenie.- Ale co będzie po ślubie, jeśli będzie chciała nadal awansować?Zawsze mówiłeś, że czeka ją wspaniała kariera.- Będą musieli sobie z tym poradzić.- Curt zaczął wkładać papierydo teczki z maraskinu, ze złotymi okuciami.-Małżeństwo to loteria.Uśmiechnęła się.- Tak to powiedziałeś, jakbyś żałował.- Jestem zrozpaczony - odpowiedział stawiając żonę na nogi.Dotknął wargami błękitnej żyłki na nadgarstku Honory.RS 194Zapominając o swoich obawach, Honora przytuliła się do męża.Ich sypialnia była jedyną w głównym budynku.Oboje uśmiechalisię, idąc w kierunku dużego pokoju z drewnianym stropem ikominkiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

p") ?>