[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdybym mógł,wskrzesiłbym go.Mówię o prawie.Wyrzucam sobie, że goawansowałem, mimo jego niekompetencji.- Przykro mi, Curt, ale wyrzuty sumienia rezerwuję dla siebie.Czydasz mi pracę, kiedy będzie mi wolno wyjechać z miasta?- Po to przyszłaś? - spytał, wyciągając papierosy.- Tak, chciałabym wyjechać z kraju.- Załatwione.Możesz pracować w Londynie.Blisko ojca.- Oczywiście, jak zwykle, nie zdradził się ze swym urazem doLangleya.- A co z tą budową rafinerii w Meksyku?- W Meksyku? - zdziwił się, zapalając papierosa.- Wiesz, że to podVera Cruz.Gorąco, duszno i pełno robactwa.Każdy może tam liczyćna zemstę Montezumy.To nie jest miejsce dla Lissie.- Ona zostanie tutaj.RS 342- Nie chcesz tam zabawić zbyt długo? Wspaniale.Zaopiekujemy sięnią.- Będzie jej o wiele lepiej z tobą i z Honorą.- Joss, jesteś jej matką.- Jaką tam matką.Zawsze będzie we mnie widziała kogoś, ktorozbił tatusiowi czaszkę.- Zadygotała.- Curt, nie zaadoptowałbyś jej?- Zaadoptował? - Papieros wypadł mu z ręki.- Podpisz dokumenty związane z wystąpieniem o prawarodzicielskie.Gasił butem niedopałek.Na pozór w tym ruchu nie było nicszczególnego, ale znała go zbyt długo, żeby nie wiedzieć, iż jegonapięcie sięgało zenitu.Był kompletnie zbity z tropu.- Nie.- Ale powiedziałeś.- Powiedziałem, że możemy się nią zaopiekować, przez pół roku,przez rok.- Curt Ivory, jeden z najbogatszych w kraju, który do wszystkiegodoszedł sam - to było określenie użyte w stosunku do niego w artykulez dziewiątego lutego sześćdziesiątego dziewiątego roku, który ukazałsię w  Newsweeku" - nie chce dać cudzemu dziecku swojegowymyślonego nazwiska?- Uznajmy, że tego nie powiedziałaś.Naprawdę nie chcę, żebyśpodejmowała nieobliczalne decyzje.Co się z tobą dzieje? Nigdy niebyłaś impulsywna.- Powiedz to w sądzie i będziemy mieli śliczny wyrok - prychnęłaJoscelyn.- A poza tym, czy nie popędziłam za tobą z domu Gideona,nie biorąc nawet płaszcza?- Honora jest twoją siostrą, dlaczego mnie proponujesz adopcjęLissie? - spytał, patrząc na plac budowy.- Ta smutna, długa historia zaczęła się, kiedy byłam wstrętnądziewczynką i wielbiłam cię w najgłębszym sekrecie.- Dlaczego uważasz, że byłaś taka nieodgadniona?- Wiedziałeś?RS 343- Joss, brakowało tylko, żebyś wycięła nasze inicjały na stole.Dośćjuż fochów.Uspokój się.W tamtych czasach nie miałemdoświadczenia i byłem na tyle próżny, że bawiłem się tymi umizgami.- Jesteś jedynym odpowiedzialnym i silnym mężczyzną w moimżyciu.Pamiętasz? Chciałam, żebyś przyszedł na salę porodową.- Rozmawiamy o ojcostwie - odparł sztywno Curt.- Oboje wiemy,że Malcolm spełniał tę rolę.- Tamtej nocy pragnęłam jednak, żebyś to ty był ze mną.- Honora i ja kochamy Lissie i wiesz, że nade wszystko pragniemydziecka, ale jeśli ktoś przeżywa piekło, nie powinien podejmowaćżyciowych decyzji na łapucapu.- Poczekam i pięćdziesiąt lat, lecz fakty są faktami.Ojciec Lissienie żyje i ja go zabiłam.- Joscelyn odwróciła się, żeby wytrzeć nos iukryć łzy.- Mówisz serio? - spytał, kładąc jej rękę na ramieniu.- Tak, ale cholernie nie lubię błagać.- Porozmawiam o tym z Honorą - oznajmił, obejmując ją.Przerwałna chwilę i dodał cicho: - Dziękuję, Joss.- Za co?- %7łe nam ją dajesz.Wiesz, jak szalejemy za Lissie.Joscelynprzytuliła się do Curta, dygocąc, jakby miała w piersi sopel lodu.RS 344CZZ SZSTA1972 HonoraROZDZIAA CZTERDZIESTY SIDMYDochodziła dwunasta, gdy Crystal odłożyła słuchawkę.Przezchwilę rozprostowywała ramiona.Tkwiła w biurze od siódmej,odbywając serię spotkań dotyczących fabryki dla firmy Onyx wRichmond budowanej przez korporację Talbottów.Bolało ją ucho odgodzinnej konferencji przez telefon z Benem Hutchinsonem z OnyxCEO w Detroit.Ben był bardzo wymagającym klientem i nie miałoznaczenia, że Crystal mu się podoba.(Kokietowała mężczyzn, żebypomóc firmie, ale nigdy nie używała do tego celu wdowieńskiejsypialni.Traktowała swoich wielbicieli tak samo jak płótnawspółczesnych malarzy, które wisiały w domu.To były dobreinwestycje i oznaki jej statusu społecznego, wobec którychpozostawała uczuciowo obojętna.)Czuła już głód, a na lunch była umówiona o pierwszej.Nacisnęłabrzęczek.- Słucham, pani Talbott - odezwała się sekretarka.- Przygotuj mi kawę i poproś do mnie pana Mitchella z tymimateriałami na temat spotkania z ludzmi z Onyxu, zaplanowanego naszesnastego lipca.Mitchell zjawił się natychmiast.Stanął, jak zwykle, z rękamisztywno po bokach.Uśmiechnął się z podziwem na widok jejjasnoniebieskiej garsonki od Adolfo.- Crystal, ten strój to z pewnością znak, że zaczęło się lato.- Och, Padraic, zawsze jesteś taki miły.Hołubiła Padraica Mitchella.Był jedynym pracownikiem, wktórego lojalność nie musiała wątpić.Z jego strony mogła sięspodziewać tylko oddania.Po wyjściu sekretarza popijała kawę, przeglądając przy starymbiurku Gideona jego precyzyjne notatki.Od czasu śmierci męża wRS 345gabinecie stały te same wiktoriańskie meble.Crystal przedkładałaciągłość tradycji nad elegancję.Z tego samego powodu trzymałaNiedzwiedzi, temperując ich w zależności od sytuacji.Ale nawet przyich współpracy wiały przeciwne dla Talbottów wiatry [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum



 

hp") ?>