[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przetarł zaciśniętymi dłońmizdziwione oczy.- Mamo, co w tym takiego strasznego, że chcęwiedzieć, kto jest moim prawdziwym ojcem?- A co powiesz o sposobie, w jaki się o tym dowiedziałeś?- Czy to powód, żeby mnie traktować jak śmiecia? Dlaczego ty,dlaczego wszyscy tak na mnie napadacie? Może to zazdrość, żepotrafię skuteczniej niż inni osiągać cele?Owładniętą złymi przeczuciami Crystal przeszył zimny dreszcz.- A więc to prawda, że sprowokowałeś ten atak serca u ojca.RS 291- On nie jest moim ojcem.- Powiedziawszy to Alexander znowustał się zamkniętym w sobie dzieckiem, do którego nie można dotrzeć.Po chwili pokręcił jednak z niedowierzaniem głową.- Nie mampojęcia, dlaczego mu o tym powiedziałem.Może chciałem nim tylkowstrząsnąć, może miałem nadzieję, że padnie trupem, a możezrobiłem to bez konkretnego powodu? Czy wszystko musi byćumotywowane?- Och, Alexandrze, nie masz sumienia.Gdybyś je miał, nigdy byśtego nie zrobił.- Sumienie? Co to takiego?Patrzył na matkę z powagą, a więc domagał się uczciwegowyjaśnienia.- Sumienie to głos wewnętrzny.Nie zawsze powstrzymuje przedokrucieństwem i nieuczciwością, ale gdy się je ma, dręczy człowiekapoczucie winy.- To mi pachnie stratą czasu - odparł, wzruszając ramionami.- Gdybyś miał sumienie - powiedziała w napięciu - czułbyś sięwinny.- O, tak! A czemu tak to przeżywasz, że on umiera? Jest stary ibrzydki, a ty wyglądasz pięknie.Jesteś inna niż wszystkie matki.Młoda.Młoda jak ja.- Jestem do niego przywiązana - wyznała Crystal, czując gwałtownebicie serca.- Jest dla mnie wszystkim.Jestem do niego przywiązana.- Przepraszam - wymamrotał po chwili Alexander, siadając przyniej na łóżku.Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek przepraszał.- Przepraszasz? Czy przeprosiny mogą cofnąć atak serca? - spytałaz westchnieniem.Odwrócił się do niej.Na wciąż zaczerwienionej twarzy malowałosię przejęcie, oczy spoglądały szczerze.- Nie to miałem na myśli.Wydusiłem z siebie te przeprosiny nie dlaniego.Jest stary, i tak by wkrótce umarł.Chodzi o ciebie.Nigdy niechciałem zrobić ci przykrości.Mamo, powinnaś już wiedzieć, żejesteś dla mnie jedyną ważną osobą.RS 292Niepohamowany gniew przeszedł jej w jednej chwili.Była takprzejęta wyznaniem Alexandra, że poczuła na ciele krople potu imrowienie w dłoniach.Nie mogła teraz uwierzyć w to, co zaszłomiędzy nimi przed chwilą.Kto oskarża ukochanego syna omorderstwo? Jaki chłopiec, który nie skończył jeszcze piętnastu lat,przyjmuje takie oskarżenia nolo contendere.- Tylko ty mi pozostałeś - szepnęła, biorąc go w ramiona.Matka isyn siedzieli na skraju łoża.Ona płakała, a on był skruszony.Kilka minut po północy Gideon Talbott zmarł.RS 293ROZDZIAA CZTERDZIESTYCrystal, pewna, że w jej przypadku rozum zawsze bierze górę nademocjami, przekonała się, że cierpienie paraliżuje zdolność działania.To Mitchell, choć zapłakany i wstrząśnięty, przygotował wspaniałypogrzeb Gideona.Podczas tej najsmutniejszej uroczystości czuła sięjak pogrążona w somnambulicznym śnie, z trudem rozpoznającgubernatora Browna czy senatora Murphy'ego.Miała trudności zprzełykaniem i zle sypiała, choć spędzała w łóżku po kilkanaściegodzin.Po południu odruchowo nasłuchiwała ciężkich kroków wsąsiedniej sypialni, a przechodząc obok gabinetu Gideona czekała, ażusłyszy jego charakterystyczny głos.Tęskniła za krótkimipopołudniowymi rozmowami przy stole na temat planów i prac firmy.Nie potrafiła podjąć najprostszej decyzji.Setki razy w ciągu dniaprzyłapywała się na myśli: Nie wiem, jak postąpić, chciałabym sięporadzić Gideona.Nie potrafiła się otrząsnąć ze stanu bezsilności, w jakim sięznalazła, zostając wdową.Honora dzwoniła cztery razy z Los Angeles.Crystal było miło, żejej wrażliwa siostra dzwoni tak uparcie, ale nie potrafiła zacząć z niąrozmowy.Nadszedł list kondolencyjny z nadrukiem  PaniMalcolmowa Peck".Joscelyn napisała hymn pochwalny na tematGideona, wspominając krótki okres, kiedy trzy Sylvanderównymieszkały w jego domu przy Clay Street.Azy Crystal zalałyeleganckie pochyłe pismo.Nie mogąc oddać listu w takim stanieswojej wścibskiej sekretarce, by ta przesłała podziękowania, wrzuciłago do kosza.Chłopcy spędzali weekendy w domu, ale nawet rozmawiając zAIexandrem czy celebrując jego urodziny, Crystal nie potrafiła sięskupić.Nagle zapadała się w siebie, tracąc zainteresowanie dlawszystkiego.Po południu zjawiał się Mitchell z plikami dokumentów.Cierpliwie objaśniał ich znaczenie, ale wcale go nie słuchała,zahipnotyzowana jego łagodnym, kojącym głosem.Z bezgranicznymRS 294zaufaniem podpisywała papiery, widząc w Mitchellu duchaopiekuńczego, którego zesłał jej zmarły mąż.Pewnego razu, w maju, siedzieli w salonie na tyłach domu.On, jakzwykle, coś tłumaczył, ona spoglądała w okno.Ołowiane niebonadawało lekko wzburzonym wodom zatoki szary odcień.Machinalnie podpisała sporządzoną przez Mitchella listę wydatków.- Pani Talbott?- Słucham, Mitchell.Odkaszlnął nerwowo, chowając podpisane dokumenty do starejskórzanej teczki.- W korporacji dzieje się coś, co mnie niepokoi.- Och, z pewnością sobie z tym poradzisz - odpowiedziała zobojętnym uśmiechem.- Zawsze w ciebie wierzyłam.Spojrzał na nią oczami wiernego psa.- Nie niepokoiłbym pani, gdyby sprawa nie była ważna -odparłłagodnie.- W niedzielę zbiera się zarząd.W skład ośmioosobowego zarządu korporacji wchodzili szefowiepięciu działów oraz prezesi trzech firm należących do spółki.Zarządzbierał się cztery razy do roku, przy wielkim owalnym stole w saliposiedzeń przy Maiden Lane.W styczniu, kiedy Gideonprzygotowywał Crystal do przewodniczenia zebraniu rady, powiedziałz rzadkim u niego humorem:  Nie denerwuj się tak, kochanie.Mojeniedzwiedzie są wytresowane.Zatańczą, jak im zagrasz." 1 od tej porytraktowała ich jak tresowane niedzwiedzie.Po śmierci męża wszyscyzadzwonili z kondolencjami, zapewniając ją wylewnie, że firmaprosperuje bardzo dobrze.- Zbierają się w nieprzewidzianym terminie, a poza tym w niedzielę- zwróciła uwagę Crystal.- Otóż to.A poza tym nie zostałem powiadomiony.- To mogłobudzić podejrzenia, ponieważ do obowiązków Mitchella należałoprotokołowanie posiedzeń.- Pani Talbott, od śmierci pani mężawzrosło zainteresowanie kupnem firmy.Oparta do tej pory na poduszkach Crystal wyprostowała sięgwałtownie.RS 295- Jak to, kupnem firmy? - Spoglądała na niego z niedowierzaniem.- Już wysuwają macki.- Kto - dopytywała się.- Morrison-Knudsen? Fluor? Czy tenprzeklęty Ivory?- Wiem to z drugiej ręki, ale chodzi o Woodhama.- On! -Woodham był właścicielem dużej firmy budowlanej z Illinois, z którąkorporacja Talbotta często współpracowała [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum