[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Czuję się dobrze. Naprawdę?  Postąpił krok naprzód, z niepokojem badającwzrokiem jej twarz. Nie jesteś chora? Pomimo tego, co widzisz, jestem zdrowa. To dobrze.Nie mogłem& musiałem się upewnić.Wybacz miwtargnięcie. Schylił głowę.Odchodził? Nie! Jeszcze nie.Upłynęło zaledwie dwa tygodnie,odkąd na  Alba Star przypłynęli z powrotem do Londynu.Dwatygodnie, odkąd wynajęty powóz zabrał ją od milczącego,zamkniętego w sobie człowieka, którego rzadko widywała w czasiekrótkiej podróży. Dostałam wiadomość od przyjaciela z Francji.Mój ojciecopuścił ten kraj i przybędzie tutaj w końcu tygodnia.Musiszwyjechać z Londynu, Thomasie.Zawiadomi władze, gdy tylkowróci, żeby móc się napawać twoim nieszczęściem. Niech tak będzie. Thomasie&  Wyciągnęła błagalnie rękę.Widocznie jednak poczuł się urażony, bo zamknął oczy. Nie zostawię cię samej, żebyś ponosiła konsekwencje moichczynów. Naszych czynów.Mogłam to przerwać w każdym momencie. Nie. Pokręcił głową. Znalazłbym jakiś sposób.Widzisz,223 miałaś rację, chciałem ciebie.To nie miało nic wspólnego z moimiszlachetnymi pobudkami i słusznym gniewem.Chciałem ciebie iznalazłbym sposób, żeby się usprawiedliwić.Teraz o tym wiem.Niepotrafię być tak uczciwy jak ty, Fio. Stał sztywno, jakbyprzytrzymywały go żelazne pasy. Przestań. Nie mogła znieść widoku jego cierpienia. Nie martw się.Nie będę cię dręczyć. Wciągnął powietrze iwypuścił je powoli.Lampa zasyczała; migotliwy blask padł na jegotwarz. Jeśli tylko cofniesz swoje oświadczenie, że wyjechałaś zemną z własnej woli, zostawię cię w spokoju i& odejdę. Nie mogę tego zrobić, Thomasie.Zostałbyś aresztowany& zaporwanie& może za gwałt. Przyrzekam, że mnie nie aresztują  powiedział szybko.Przysięgam. Ale obiecałeś już raz, że nie przelejesz krwi z mojego powodui dowiodłeś, że to kłamstwo.Tak, Pip mi powiedział.Powiedział też,że nie odniosłeś poważnej rany. Powiedziała to pytającym tonem. %7ładnej rany. To także kłamstwo.Wiem, że miałeś zakrwawioną koszulę.Jakże więc mogę wierzyć twemu słowu? Nie wiem  odparł głucho; widziała, że zraniła go, nazywająckłamcą.Nie chciała tego. Przestań się pojedynkować, Thomasie, zaklinam cię.To nie masensu.Nic nie powstrzyma złych języków ani ciekawskich spojrzeń. Nie mogę, Fio.Nie mam nic, co przyjęłabyś ode mnie, alemogę cię zmusić, żebyś przyjęła obronę twojego dobrego imienia.Nie mogła znieść więcej.Czuła, jak narzucony spokój zaczyna jąopuszczać, pękać jak nadwątlona szklana tafla, która rozpada się wkońcu na milion kawałków.On nie może tego zauważyć.To by byłozbyt bolesne. Odejdz  zdołała wykrztusić. Proszę, odejdz.Teraz. Ale Fio&  Podszedł parę kroków, a ona odwróciła głowę,podnosząc rękę, żeby go powstrzymać.Nie powstrzymała.Delikatnie przesunął palcami po jej policzku. Fio& Nie. Wszystko zostało powiedziane.Nie mogła znieść nawetmyśli o tym, jak wyglądałaby jego twarz, wyraz oczu, jak brzmiałby224 jego głos, gdyby kiedyś przegrała walkę z naturą, jaką została wspadku po Carrze.Była już tak blisko poddania się jej.Chciała zatrzymaćkompromitujące innych ludzi materiały ojca.Spodobało jej siępoczucie władzy, jakie ogarnęło ją, kiedy trzymała je w ręku, kiedyzdała sobie sprawę, że mogłaby z ich pomocą zniszczyć Carra.Znalazła nawet usprawiedliwienie, żeby je zatrzymać, niemal zdołałasię oszukać, że cel  zwrócenie Bramble House Kayowi  wart jestzatracenia duszy.Następnym razem mogłoby zabraknąć jej siły.Zamknęła oczy, łzy piekły ją pod powiekami. Odejdz, Thomasie.Błagam cię.Pieszczota nie ustawała.Miała wrażenie, że jego dłoń drży.Potem odsunął rękę.Nie ośmieliła się spojrzeć.Nie ośmieliła sięporuszyć.Usłyszała, jak drzwi otwierają się i zamykają.Upadła napodłogę, wstrząsana łkaniem.Thomas zszedł po schodach z twarzą niezdradzającą śladu uczuć.Na dole czekał Porter, żeby go wypuścić.Cokolwiek Porter zobaczył na twarzy Thomasa, wprawiło go tow najwyższe zdumienie.Nigdy nie widział, by mężczyzna&Thomas zarzucił pelerynę na ramiona.Do końca życia Porter zastanawiał się, co kazało mu o touczynić, ale zapytał: Jeśli lady Fia chciałaby& skontaktować się z panem.Dokądmiałaby posłać wiadomość?Thomas się roześmiał; dzwięk jego śmiechu zjeżył Porterowiwłosy na głowie. Przyszłą korespondencję będę chyba przyjmować w HydeParku  odparł z wisielczym humorem. Ale&Uśmiechnął się. Nie martw się.%7łartowałem tylko.A ona nie będzie chciała sięze mną kontaktować.Z tymi słowami wyszedł.225 25Póznym rankiem następnego dnia poczta dostarczyła szeregprzesyłek, które nadano parę dni wcześniej.Pierwsza trafiła do domu odnoszącego sukcesy bankiera, którypodniósł głowę, gdy lokaj wręczył mu przesyłkę.Ucieszył się zprzerwy; kolumna cyfr, nad którą siedział, nie chciała się zgodzić.Będzie musiał obciąć kolejne wydatki domowe, a nie wiedział, jak topowiedzieć żonie, która cerowała właśnie jego koszulę przyotwartym oknie.Powietrze pachniało jesienią, przywodząc bankierowi na myślinne jesienie, zwłaszcza tę sprzed piętnastu lat, którą chciałby zawszelką cenę wymazać, a którą zmuszony był wciąż na nowoprzeżywać co kwartał.To była jesień, kiedy wplątał się wpozbawioną sensu, schlebiającą jego próżności przygodę.Zerkając teraz na cyfry, zastanawiał się, czy nie powinienwyznać wszystkiego żonie, ale& %7łona była jego najbliższymprzyjacielem, najdroższą towarzyszką, prawdziwym środkiem jegoświata.Za nic nie zaryzykowałby utraty jej miłości.Z takimi myślami złamał pieczęć na małej paczuszce i wyrzuciłjej zawartość na stół.Był to jakiś stary list, pożółkły, pociemniały,adres ledwie się dało odczytać&Rzucając na żonę czujne spojrzenie, otworzył list.Rozpoznał good razu, choć nie widział go prawie od piętnastu lat.To był list, którynapisał do tej kobiety  list, który ona sprzedała Carrowi.Przezwszystkie te lata Carr wyciągał z tego powodu od bankierapieniądze.Zmarszczył brwi, zaglądając do paczuszki.Nic.%7ładnejwiadomości.Pusto.Oparł się wygodnie, poczucie wolności zaszumiało mu w głowie.A potem powoli, drżącymi palcami, podarł list na drobne,drobniutkie kawałeczki.W schludnym, modnym domu przy Berkeley Square, lord GeraldSwan wpatrywał się w dokument ze swoim podpisem; paczuszka, w226 której list dostarczono, leżała u jego stóp.Nie miał nadziei, żekiedykolwiek zobaczy to pismo, a co dopiero, że będzie trzymał je wręku.Był młodym, żądnym sukcesu członkiem parlamentu, kiedyzbliżył się do niego jeden z mocarzy jego partii [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum