[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Będzie dobrze, zobaczysz - powiedziała, ignorując jego wątpliwości, po czym zmieniła temat.- A gdzie Ben?- Zgadnij - powiedział z ironią w głosie.- Z Redem? - zapytała przygnębiona.Treg skinął głową.- Jezdzi z nim na wybiegu, już drugi raz dzisiaj.Wiesz, że on dzisiaj pracował może ze dwie godziny? Jeżeli go o coś poproszę, zrobi to, ale jeżeli nicmu nie powiem, to się tylko snuje po siodłami al- bo siedzi w boksie Reda.W połowie wypadków łatwiej mi zrobić coś samemu niż tracić czas, żeby goznalezć.Próbowałem mu to wytłumaczyć, ale bezskutku.- Mam z nim znowu porozmawiać? - zaproponowała Amy.- Może trzeba poprosić Lou - Treg wzruszyłramionami.- Może jej posłucha?- Pozwól, że spróbuję pierwsza - powiedziałaAmy.Wplątanie w to Lou nadałoby tej rozmowie charakter oficjalnej skargi, a Amy nadal miała nadzieję, że Ben po prostu potrzebuje jeszcze czasu na to,żeby się wdrożyć.- Dobrze - odpowiedział.- Powodzenia.Amy ruszyła w kierunku wybiegu, zastanawiając się po drodze, co powinna powiedzieć.Ben jechał kłusem dokoła areny.Wzdłuż boku wybieguustawił szereg przeszkód.Kiedy Amy doszła dobramy, zawrócił w jej kierunku.Amy przeraziłasię.Po szyi i bokach Reda płynęły strugi potu.Nawidok przeszkód Red zarzucił wysoko łeb i skoczyłw bok.Ben poprowadził go w małym kółku.Amy przystanęła i zaczęła się przyglądać.Redpróbował się wyrwać spod kontroli Bena.Wyglądał na niezwykle zdenerwowanego.Ben znowu zawrócił go ku przeszkodom i znowu Red rzucił się ochoczo do przodu. - Nie! - krzyknął Ben, szarpiąc za pysk Reda.Amy wzdrygnęła się, gdy koń zarzucił wysoko łeb.Ben ponownie prowadził Reda w małym kółku,nogami i siodłem prowadząc go do przodu, nakazując posłuszeństwo i uległość.Amy wiedziała, żeBen próbuje go powstrzymać przed zbyt szybkimbiegiem w kierunku płotków.Ale jego stanowczośćpotęgowała tylko zdenerwowanie konia.Amy zapomniała zupełnie, że przyszła tu porozmawiaćo pracy Bena.Podbiegła do wejścia na wybieg.- Daj mu odpocząć, Ben! Nie widzisz, że go coraz bardziej denerwujesz?Ben zatrzymał Reda i odwrócił się w siodle.- Co? - zapytał.Patrzył na Amy ze złością, aleona nie zwróciła na to uwagi.- Denerwujesz go tylko, każąc mu dreptaćw kółeczku! - zawołała.- Musi się nauczyć! Konkurs jest już za trzytygodnie.- Niczego się nie nauczy, jeżeli będzie zestresowany - zaoponowała Amy.- Wez go na ścieżkęi daj mu ochłonąć.Jutro możesz znowu próbować.Ale Ben był uparty.- Nie ustąpię mu.Nauczy się teraz.Red prychnął i zrobił krok w bok.Ben skróciłwodze i zmusił go do kłusu.- Ben! - krzyknęła Amy, czując że zaczynaogarniać ją wściekłość. Ale Ben nie zwrócił na nią uwagi.Kłusowałw kółku, ignorując jej protesty.Jeżeli nie chciaławłasnym ciałem zastąpić im drogi, mogła się tylkoprzyglądać z boku.Odczuła ulgę, gdy zauważyła,że króciutki postój przy bramie uspokoił nieco Reda.Nie próbował już się szarpać z Benem, lecz jechał równym kłusem, opuścił łeb i nie zaciskałszczęk.Ben ustawił go na linii przeszkód.Widzącto, Amy wstrzymała oddech.- Dalej, koniku! - szepnęła, kiedy Red zbliżyłsię do płotków.Miał postawione uszy, ale był jużo wiele spokojniejszy.Ben pozwolił mu biec, krokReda wydłużył się i za chwilę przefrunęli ponadwszystkimi trzema przeszkodami.Ben zatrzymał Reda na drugim końcu wybiegu.- Kochany! - zawołał, poklepując go mocno.Po chwili podjechał w kierunku Amy.Z jego oczuzniknął już uparty, gniewny wyraz.- Widzisz? - powiedział triumfalnie, gdy był jużblisko.- Było o niebo lepiej.Teraz mogę pojechaćz nim na ścieżkę.Nigdy nie powinno się ustępowaćkoniowi, Amy - dodał, kiedy otwierała im bramę.-Koń ma się nauczyć tego, czego od niego oczekujesz,wtedy, kiedy ty tego chcesz.W przeciwnym razienigdy nie będziesz miała nad nim pełnej kontroli.A to konieczne, gdy chcesz wygrywać.Na razie.Po tych słowach wyjechał poza bramę, w kierunku lasu. Amy nie wiedziała, co powiedzieć, obserwowała więc tylko, jak odjeżdża.Co prawda, odniósł zamierzony skutek, pracując z Redem swoimi metodami, ale Amy nie mogła się z nim zgodzić.Jaki byłsens w uzyskaniu pełnej kontroli nad koniem, jeślizwierzę nie chce współpracować z jezdzcem? Zdecydowanie lepsze efekty można osiągnąć, gdy jezdziec i zwierzę zaprzyjaznią się.A to czasami oznacza pójście na ustępstwa albo zaakceptowanie faktu,że koń to żywe stworzenie, które miewa gorsze dni,jak człowiek.Jej zdaniem, niska to cena za posiadanie zwierzęcia lubiącego swoją pracę i całym sercem starającego się przypodobać właścicielowi.Amy poszła wolnym krokiem w kierunku podwórza.Podobnie jak wielu miłośników koni, zainteresowanych rywalizacją w konkursach, Bennajwyrazniej nie podzielał jej poglądów.Tyle żetych wszystkich innych ludzi nie musiała oglądaćcodziennie podczas jazdy konnej.Widok konia tresowanego w Heartlandzie w taki właśnie sposóbdziałał na nią przygnębiająco.- I co, rozmawiałaś z nim? - zapytał Treg, który właśnie pojawił się w drzwiach siodłami.- Przyprowadzi Reda i wezmie się do pomocy?Nagle Amy zdała sobie sprawę, że przecież poszła do Bena, żeby porozmawiać z nim o pracy.- Ja.nie miałam okazji - przyznała.- ZabrałReda na przejażdżkę. - Co? - zawołał Treg.- Praktycznie nic nie zrobił przez cały dzień, tylko jezdził na Redzie albo sięnim zajmował! Trzeba jeszcze pozamiatać podwórze, dać koniom siana, że nie wspomnę o siodłach- Treg machnął ręką w kierunku siodłami.- Kiedy to ma być zrobione?- Nie martw się - powiedziała Amy, widząc jego niepokój.- Porozmawiam z nim, jak tylko wróci.Obiecuję.Amy zamiatała rozrzuconą słomę wokół kupki nawozu, kiedy wrócił Ben z Redem.Na jej widokzsiadł z konia.- Ciężko pracujesz? - zapytał, poklepując Reda.Amy wyprostowała plecy, czując, że oblewa jąfala gorąca i wściekłości.Odrzuciła włosy, któreprzykleiły się do spoconego czoła.- Ktoś musi - powiedziała nieprzyjemnie.Ben spojrzał na nią zaskoczony.- Co cię ugryzło?- Ben! - wybuchnęła Amy, która zaczynała jużtracić do niego cierpliwość.- Masz tu pracować jako pomocnik.Nie możesz po prostu cały czas jezdzić z Redem i zostawiać całą pracę mnie i Tre-gowi!- Przecież nie zostawiam! - zaprotestował Ben.- Pomogłem dzisiaj Tregowi.Wyczyściłem sześćboksów i przygotowałem pasze w ciągu dnia. - Też mi co! - Amy podniosła głos.- A pozostałe dwanaście boksów? A czyszczenie sprzętu,szczotkowanie koni, ćwiczenia z końmi?- A więc uważasz, że się obijam?- Tak!- Dobrze.W takim razie nie będę jezdził z Re-dem w ciągu dnia, tylko po pracy.- Bardzo dobrze! - zawołała Amy.- Możew końcu zacznie się tu zmieniać na lepsze.- Super - powiedział Ben i odmaszerował, prowadząc Reda.Z tylnego budynku wyszedł Treg.- Co to za krzyki? - zapytał.- Ben - odpowiedziała Amy, a widząc, że Tregotwiera usta, by coś powiedzieć, dodała wzdychając: - Nawet nie pytaj.Pójdę to chyba jakoś wyjaśnić, bo inaczej Lou na mnie naskoczy.Ruszyła przez podwórze, powtarzając sobiew duchu:  Uspokój się".Gdyby straciła panowanie nad sobą, nic dobrego by z tego nie wyniknęło.Powinna przez cały czas pamiętać o tym, jakBen w ogóle pojawił się w Heartlandzie - i o tym,że powinni być wdzięczni za jakąkolwiek dodatkową pomoc.Widząc, że Ben wychodzi z boksu Reda, Amypodeszła bliżej [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum