[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zapamiętaj to sobie.Z pogardą odwrócił się od oszołomionego van Dorfa, poszedł potorbę, która stała tam, gdzie ją zostawił, i czując na sobie brzemięstraszliwej samotności, stanął pod ścianą, czekając na mocno spóznionysamolot do Stanów Zjednoczonych.248RS ROZDZIAA PITNASTYKsiężyc tkwił na niebie po prawej stronie samolotu.Keely wyglądałaprzez okno po lewej, gdzie jedynie lekka srebrzysta poświata rozjaśniałaciemną noc.Gwiazdy wydawały się nieprawdopodobnie dalekie.Chmurypod maszyną tworzyły grubą nieprzenikalną warstwę.- Zpisz? - To pytanie wyrwało ją z zamyślenia.Keely odwróciłagłowę i zobaczyła pochylającą się nad nią Berty Allway.Od chwili kiedysiedzący obok reporter uznał jej ponure milczenie za sygnał, że nie ma coliczyć na rozmowę, i przesiadł się w inne miejsce, została sama.- Nie - odparła.- Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli na chwilę koło ciebie usiądę?Keely potrząsnęła głową i wzięła z pustego fotela swój płaszcz,którego zadaniem było zniechęcanie ewentualnych amatorów wolnegomiejsca.- A co robi Bill? Zpi?- Tak - odparła Berty.- Jest zaniepokojony tym, że się tak szybkomęczy.Muszę na niego uważać, żeby przynajmniej na początku nie brałna siebie za dużo.I on, i wojsko pewnie będą chcieli w kilka tygodninadrobić te czternaście lat.Moja w tym głowa, żeby do tego nie dopuścić.Keely uśmiechnęła się ciepło.- Masz prawo do pewnej zachłanności.Przez chwilę siedziały w niezręcznym milczeniu.Keely nie mogłazapomnieć zdumionego spojrzenia Betty na widok jej i Daksawysiadających wczesnym rankiem z taksówki.To cud, że w ogóle chciała249RS się do niej odezwać.Po tym, co razem przeszły, byłoby jej przykro stracićprzyjazń osoby, którą tak bardzo ceniła.- Keely - zaczęła Betty nieśmiało.- Nie chcę się pchać na siłę, alerobisz wrażenie osoby, której przydałaby się rozmowa z kimś bliskim.Niemam racji?Keely opadła na oparcie i zamknęła oczy.- Zaczynam odczuwać odprężenie.Po tych trzech dniach jestemwykończona.Myślałam, że się nigdy nie skończą.Zawsze zle znosiłamzmęczenie.- Próbowała się uśmiechnąć, ale efekt był żałosny.- Nie, Keely, to nie tylko to.Mam wrażenie, że sprawa w znacznejmierze dotyczy Daksa Devereaux.- Betty wzięła Keely za rękę.-Zakochałaś się w nim, prawda?Miała ochotę skłamać, gwałtownie zaprzeczyć.Ale co by jej z tegoprzyszło? Tyle razy Betty widziała ich razem, że bez trudu domyśli sięprawdy.Słyszała prowokacyjne, pełne insynuacji pytania van Dorfa.Nicwięcej sobie o niej nie pomyśli ponad to, co wie i tak.Odwróciła się doBetty i patrząc jej prosto w oczy, odpowiedziała:- Tak, jestem w nim zakochana.- Ach - odparła w zadumie przyjaciółka.- Tak też myślałam.Czymogę być niedyskretna i zapytać od kiedy?- Od tamtego naszego wyjazdu do Waszyngtonu na przesłuchanie wKongresie.Poznaliśmy się wtedy w samolocie.Ja nie wiedziałam, że onjest członkiem komisji, on nie wiedział, że Keely Preston i pani Williamsto jedna i ta sama osoba.- Rozumiem.250RS - Nie sądzę, żebyś rzeczywiście rozumiała.Ja.myśmy o to niezabiegali.Oboje staraliśmy się to zwalczyć.Zwłaszcza ja.Ale.- Keely, nie musisz uzasadniać miłości.- Berty nie wypuszczała rękiprzyjaciółki, gładząc ją delikatnie.- A czy on wie, co ty do niego czujesz?- Nie mam pojęcia.Przypuszczam, że.że musi, ale.ale myśmy siępokłócili.Zrobił coś.- Keely potarła czoło wolną ręką.- A zresztąnieważne.Z tak wielu względów cała ta historia jest niemożliwa.- Ale głównie z jakiego? - próbowała ją naprowadzić Betty.Keely popatrzyła na nią ze zdziwieniem.- Głównie z tego, że w dalszym ciągu jestem mężatką i nie wiem, czymój mąż żyje czy nie.Twoja sytuacja się zmieniła, Betty.Moja nie.Nierozumiesz? Już zapomniałaś? - Keely natychmiast zawstydziła się swojegonapastliwego tonu.- Przepraszam, Betty.Sama nie wiem, co mówię.- Nie przepraszaj, Keely.Myślę, że rozumiem konflikt uczuciowy,jaki przeżywasz.Może już za długo cierpiałaś.Może powinnaś wziąć poduwagę uznanie Marka za nieżyjącego i wyjść za mąż za swojegokongresmana? - Gdyby Betty powiedziała, że właśnie zamierza wyskoczyćz samolotu, Keely nie byłaby chyba bardziej zdumiona.Po latachprowadzenia kampanii przeciwko uznaniu zaginionych za zmarłych, powielokrotnych przysięgach, że nigdy nie stracą nadziei na pomyślnerozwiązanie sprawy - po tym wszystkim.Keely nie wierzyła własnymuszom.- Chyba nie mówisz poważnie - powiedziała.- Owszem, bardzo poważnie - odparła Betty z napięciem w głosie.- Ale.251RS - Keely, chcę ci coś wyznać.Ja cię przez te wszystkie latawykorzystywałam.Nie, pozwól, że dokończę - dodała, widząc, że Keelychce jej przerwać.- Zrobiłaś w naszej sprawie bardzo dużo dobrego.Byłaśjej idealną rzeczniczką.Jesteś inteligentna, ładna i dobrze ustawionazawodowo.Dzięki tobie zyskałyśmy wiarygodność.Dzięki tobie nietraktowano nas jak gromady rozhisteryzowanych bab.Muszę się przyznać - ciągnęła Betty - że od czasu naszego wyjazdudo Waszyngtonu mam wyrzuty sumienia, że w jakiś sposób, choćdelikatnie i bez złych intencji, zachęcałam cię do tego, żebyś poświęciłaswoją młodość, energię i miłość pamięci Marka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum