[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Masz ją nie dłużej niżdziesięć minut. Kurs szybkiego czytania  zełgałem gładko. Wojna i pokój zajmuje mipół godzinki. Oddaj książkę, a pozwolę ci żyć. Zejdz mi z drogi, bo jak nie, to pozwolę jej spłonąć. Grevane uśmiechnął się w odpowiedzi.I nagle potężny ciężar przygiął mi ramiona, jakby ktoś rzucił mi na plecyołowiany koc.Moje uszy wypełnił szum pośpiesznych, syczących szeptów.Zachwiałem się na nogach, czując dziesiątki bolesnych ukłuć, które wpołączeniu z dodatkowym brzemieniem na barkach powaliły mnie na ziemię.Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, co się dzieje.Węże.Oblazły mnie węże.Było ich tyle, że nie miałem czasu liczyć ich ani rozpoznawać.I byłyrozjuszone.Ciemnozielona gadzina długości mojej ręki wgryzła mi się wpoliczek i ani myślała puścić.Kolejne kąsały mnie w szyję, ramiona idłonie.Krzyczałem z bólu i strachu.Węże gryzły także mój płaszcz, alewzmocniona magią skóra stawiła im skuteczny opór.Szarpałem je i siłąodrywałem od ciała tam, gdzie się w nie wczepiły, nie bacząc na wydzieranewraz z ich kłami kawałki mięsa.Próbowałem uporządkować myśli i wstać; wiedziałem, że Grevane ladachwila mnie dopadnie.Dzwignąłem się na czworaki, usiłując uruchomićtarczę, gdy wtem mignął mi czyjś ciężki bucior, światło eksplodowało wmoich oczach i oszołomiony zwaliłem się na podłogę.Zamrugałem powoli, próbując zogniskować wzrok.W moim polu widzenia pojawił się Wątrobiarz.Wyglądał jakoś inaczej był ogorzały, siwe włosy sterczały mu sztywno pod kapeluszem, luzna skórawyglądała dziwnie gadzio w półmroku. Ja cię znam  wybełkotałem.Słowa płynęły z moich ust, nie meldującsię uprzednio w mózgu. Już wiem, kim jesteś.Wątrobiarz przyklęknął nade mną, ujął mnie za nadgarstki i coś na nichzapiął.Wtedy podszedł Grevane i wyjął Słowo Kemmlera z moich zwiotczałychpalców.Otworzył je i zaczął kartkować, aż znalazł poszukiwany fragment.Przeczytał go, przez chwilę wpatrywał się w tekst, a potem z jego piersidobył się przeciągły, świszczący rechot. Na potęgę nocy  wychrypiał rozbawiony. To takie proste.Jakmogłem wcześniej tego nie zauważyć? Jesteś zadowolony?  zapytał Wątrobiarz. Nawet bardzo  przytaknął Grevane.  Więc dotrzymasz umowy. Naturalnie. Grevane przebiegł wzrokiem następną stronę w książce.Miło się z tobą pracowało.Jest twój.Odwrócił się, przez cały czas wybijając leniwy rytm na udzie, i wyszedł.Powłóczące nogami zombie ruszyły w ślad za nim. No, Dresden. odezwał się Wątrobiarz gardłowym, chrypliwymbasem. Mówiłeś, zdaje się, że mnie rozpoznałeś?Spojrzałem na niego tępo. Pozwól, że odświeżę ci pamięć.Postawił na podłodze oliwkowy worek marynarski i  posługując sięgłównie jedną ręką  otworzył go.Ze środka wyjął kij bejsbolowy marki Louisville Slugger.O Boże.Próbowałem się poruszyć, ale nie byłem w stanie choćby drgnąć.Metalowe kajdany parzyły lodem moje nadgarstki. To ty  wykrztusiłem. To ty zniszczyłeś mi wóz. Mhm.Tak jak wcześniej ty połamałeś mi kostki.Kolana.Nadgarstki idłonie.Kijem Louisville Slugger.Kiedy leżałem bezbronny na ziemi.Quintus Cassius  wężolud, czarownik, specjalista od przywoływaniawęży i Rycerz Zakonu Poczerniałego Denara  uśmiechnął się do mnie zgóry.Przyklęknął, nachylił się nade mną nieprzyjemnie nisko i mruczałdalej, jak do ucha kochanki:  Marzyłem o tej chwili, chłopcze. Pogłaskałmnie kijem po policzku. Dawniej powiadano, że zemsta jest słodka, aleczasy się zmieniają.Jak to się teraz mówi? Zemsta to suka. Rozdział trzydziesty siódmyGapiłem się na zasuszonego starucha, którego przezwałem Wątrobiarzem, ipod tą luzną skórą, zmarszczkami i sztywnymi siwymi włosami widziałemczłowieka, który należał do Zakonu Poczerniałego Denara. Jak?  zapytałem. Jak mnie znalazłeś? Nie ciebie.Aatwo za to było znalezć mieszkanie koronera.Potemzdjąłem z grzebienia jego włosy.A ponieważ tak bardzo zależało ci na tym,żeby przygarnąć go pod swoje opiekuńcze skrzydła, tropienie go, a poprzezniego także ciebie, było nadzwyczaj proste, po tym, jak zniszczyliśmy twojeosłony. Aha  powiedziałem.Głos mi trochę drżał. Boisz się, chłopcze?  spytał szeptem Cassius. W hierarchii najbardziej przerażających istot, jakie dzisiaj spotkałem,plasujesz się mniej więcej na piątej pozycji  odparłem.Jego spojrzenie nagle stało się lodowate. Wyluzuj  dodałem. To wcale nie jest taki zły wynik.Wstał, nie spuszczając mnie z oka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum