[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Co więc powstrzymuje mnie, by wyjść stąd i po prostuim cię wydać?  zapytał Miguel, szczerze zaciekawiony. Honor  odpowiedział na jego pytanie Floyd. Duma. Kurwa. Miguel spojrzał w jego stronę. Mówisz topoważnie? Tak  odpowiedział trener. Kurwa. Miguel wstał i odszedł kilka kroków zcygarem w jednej i szklaneczką whisky w drugiej ręce.Stanąłplecami do nich. Tak, to oraz fakt, że pewnie zlinczowaliby faceta,który wydał wojsku świętą pieprzoną Oliwię, która okazała sięukochaną małą siostrą niemal świętego Toma Garrona.Floyd się uśmiechnął. Nigdy nie uważałem, że jesteś głupi, Mig. Jasne, cholera, że uważałeś, trenerze. Odwrócił się,wypił połowę whisky jednym haustem. Mam też brata.Odpowiadam przed Dannym.Garza rządzą tym miastem.Mamyudziały we wszystkim, co przechodzi przez ręce Salamanki.Gorzała?  Zakręcił trzymaną w dłoni szklaneczką. Mogę jąmieć.Gorzałę, cipki, zielsko, ładne ciuchy.Wszystko, czegozapragnę.To?  Wycelował w nich cygaro. Jasne, jest niezłe,239 ale nie jestem gotów, by knuć za plecami Danny ego i narażaćwłasną dupę dla wartego dziesięć dolców cygara. Nie oczekiwałem, że będziesz  zgodził się Floyd.Wezmę winę na siebie.Jestem niemal pewny, że zdołamochronić wszystkich mających z tym coś wspólnego.Wszystkich prócz Loup. Niemal pewny. Miguel się skrzywił. Niemal pewny  powtórzył Floyd. Jak powiedziałeś,jestem już starym człowiekiem.Znam Billa Argyle a od bardzodawna. To nie wystarczy. Czego więc chcesz? Wydostać się stąd. Miguel wycelował cygarem wstronę horyzontu. Chcę biletu pozwalającego mi wydostać sięz tej zakurzonej dziury.Chcę zobaczyć las.Chcę zobaczyćocean.Chcę jezdzić samochodem.Chcę pieprzyć pięknekobiety, których nie znam od najbardziej szczenięcych lat.Chcęspacerować po ulicach wielkich miast.Chodzić po sklepachpełnych nowych, lśniących rzeczy i wydawać moje pieprzonepieniądze na cokolwiek przyjdzie mi ochota, wliczając w tocygara po dziesięć dolców.Chcę się stąd wyrwać.Floyd potrząsnął głową. Tego nie mogę ci zaoferować, synu.Loup zaczęła się wiercić. Powiedział pan, że sądzi, że jeśli wygram, generałdotrzyma słowa.Jeden bilet, być może dwa. Tak  potwierdził wolno. Więc jeśli Loup wygra, będzie bilet?  zapytał Miguel. Tego też jesteś niemal pewny? Niemal pewny, tak.Miguel spojrzał na Loup. Chcę go.Jeśli będą dwa, chcę oba. Jeden. Wytrzymała jego spojrzenie, bez mrugnięcia. Jeśli będzie tylko jeden, jest twój.Jeśli będą dwa, ojciec240 Ramon zdecyduje, kto dostanie drugi.Mięsień w kąciku jego ust zadrgał.Po chwili pokiwałgłową, przeniósł wzrok na Floyda Robertsa. Ile czasu zajmie ci przygotowanie jej do tego? Dwa lata. Johnsona już tu nie będzie.Czy jakkolwiek, kurwa, sięnazywa. Mogę sprowadzić go z powrotem  powiedział trener.Miguel dopił ostatnie krople whisky i oblizał usta. Tak, cóż, w czasie gdy go nie będzie, chcę mieć swojepodejście.Będę miał na to co najmniej rok, prawda? Jeśliuznam, że mam szansę pokonać faceta, który go zastąpi, chcęspróbować.%7ładnego wystawiania twojego faworyta, żadnegorozstawiania mnie po kątach.Nie robię się coraz młodszy,trenerze.Moje okienko robi się coraz, kurwa, węższe, jeślichwytasz, co mam na myśli.Chcę mieć swoje podejście.Stoi?Floyd zawahał się, potem skinął głową. Masz moje słowo, synu. Jeśli wygram, układ przestaje obowiązywać. Miguelpociągnął cygaro, wypuszczając chmurę dymu. Zabieram dwabilety i Danny i ja zmywamy się stąd.Będę trzymał jadaczkęzamknięta, ale ty i ten cudak zostajecie zdani na siebie.Jasne? Jasne. Dobra. Miguel wrócił do stolika i ciężko opadł nakrzesło, wyciągając szklankę po dolewkę.Przyglądał siędymiącemu w dłoni cygaru. Wiesz, to naprawdę cholerniedobre cygaro, trenerze. Uh-huh.Nie przyzwyczajaj się za bardzo.Skracająoddech.Miguel roześmiał się ponuro. Zawsze trener.Dzięki za radę, staruszku. Wyciągnąłrękę i zgasił cygaro w donicy z nagietkami.Jego spojrzeniespoczęło na Loup, wypełnione skomplikowaną mieszaninąwspółczucia i wrogości. Miałem na myśli dokładnie to, co241 powiedziałem, dzieciaku.Przykro mi z powodu twojego brata.A jeśli wydymali go, kantując walkę, to jeszcze bardziej dodupy.Rozumiem cię.Ale zdajesz sobie sprawę, że zrobięwszystko, co w mojej mocy, by stłuc cię na kwaśne jabłko, nimbędziesz mogła choćby zbliżyć się do tego faceta, prawda? Tak. Loup uśmiechnęła się do niego słodko.Dzięki, Miguel.Na to właśnie liczyłam.Potrząsnął głową. Co za cyrk.242 Trzydzieści dwa- Zupełnie ci odbiło?  Mack przytrzymywał ciężkiworek, w który Loup uderzała.Dłonie w rękawicach zdawałyrozmywać się w powietrzu. Miguel Garza? Tak, wiem. Skoncentrowała się. Ale jest dobry. Nie ufam mu. Ja też nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum