[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ten ostatni wyposażony jest w ekspresdo kawy i małą lodówkę.Pokój socjalny jest również miejscem ewolucji kolonii zarodnikówgrzyba, która w odległej przeszłości spontanicznie podszyła się pod dwuosobową kanapę dlazakochanych.Gdy Landsman i Miśko zajeżdżają na żwirowy parking przed pawilonem, dwajstróże z Filipin właśnie wynoszą na zewnątrz ów monstrualny grzybomebel. Ona się rusza  mówi Miśko.Przez lata wielu ludzi odgrażało się, że zlikwiduje potwora, niemniej jego likwidacjawstrząsa Landsmanem.Wstrząs jest tak silny, że dopiero po kilku sekundach Landsmanzauważa kobietę stojącą przy schodkach.Kobieta ma w ręce czarną parasolkę, a na sobiejaskrawopomarańczową kurtkę z kapturem, obszytym jadowicie zielonym sztucznymfuterkiem.Wyciągnięty palec jej prawej ręki wymierzony jest w pojemniki na śmieci, coupodabnia ją do archanioła Michała, wypędzającego Adama i Ewę z raju.Spod zielonegofutra wymyka się na jej czoło pukiel kręconych rudych włosów.To stały problem; czy toklęcząc nad podejrzaną plamą na podłodze na miejscu zbrodni, czy to badając pod lupąfotografię, kobieta owa zawsze dmucha z rozdrażnieniem, usiłując usunąć kosmyk z twarzy.Teraz mierzy super sporta gniewnym spojrzeniem i opuszcza wszechwypędzającą rękę.Zdaleka wygląda, jakby tego ranka wypiła zbyt wiele mocnej kawy, bądz ktoś ją wkurzył conajmniej raz (albo dwa).Landsman, który przez dwanaście lat był z nią żonaty, a przez pięćpracował w tym samym wydziale zabójstw, dobrze wyczuwa jej nastroje. Powiedz, że nic o tym nie wiedziałeś  zwraca się do Miśka, gasząc silnik. Dalej nic o tym nie wiem  mówi Miśko. Może jeśli na sekundę zamkniesz oczy, apotem je otworzysz, to się okaże, że jej wcale nie ma?Landsman podejmuje próbę.  Nic z tego  wzdycha z żalem i wysiada z samochodu. Daj nam chwilkę. Ależ proszę bardzo, nie śpiesz się.Landsman idzie przez żwirowany placyk mniej więcej dziesięć sekund.Przez trzysekundy Bina jakby cieszy się, że go widzi, przez następne dwie ślicznie się niepokoi.Pozostałe pięć wykorzystuje, by dać wyraz, że jest gotowa wejść w zwarcie z Landsmanem,jeśli on zechce stanąć w szranki. Co jest, kurwa?  mówi Landsman, z przykrością niwecząc jej nadzieje. Dwa miesiące z byłą żoną  wyjaśnia Bina  a potem, kto to wie?Zaraz po orzeczeniu rozwodu Bina wyjechała na południe i zapisała się na roczneszkolenie, mające doskonalić zdolności przywódcze policjantek dochodzeniówki.Popowrocie przyjęła dumne stanowisko inspektora w wydziale zabójstw w Jakowy, gdzieznalazła inspirację oraz spełnienie, prowadząc sprawę bezrobotnych rybaków, którzy zmarliwskutek wychłodzenia przy połowie łososia na kanałach odwadniających w miejscowościVenice na północno-zachodnim krańcu Wyspy Cziczagowa.Landsman ostatni raz widział jąna pogrzebie siostry, lecz z litościwego spojrzenia, jakim Bina obrzuca jego starą karoserię,wnioskuje, że przez te kilka miesięcy obsunął się jeszcze bardziej. Nie cieszysz się, że mnie widzisz?  pyta Bina. Nic nie powiesz o mojej kurtce? Jest niezwykle pomarańczowa  mówi Landsman. Trzeba się rzucać w oczy  wyjaśnia Bina. Tam w lesie.Bo wezmą człowieka zaniedzwiedzia i zastrzelą jak psa. Aadnie ci w tym kolorze. Landsman słyszy wysiłek we własnym głosie. Pasuje dooczu.Bina przyjmuje komplement niczym puszkę coli, co do której podejrzewa, że ktoś jąwcześniej wstrząsnął. Więc mówisz, że jesteś zaskoczony. Całkowicie zaskoczony. I nie słyszałeś o Felsenfeldzie? Felsenfeld to Felsenfeld.O czym tu słyszeć?  Wtem przypomina sobie, że Szpringer wnocy też o to pytał, i nagle przeszywa go blask olśnienia, olśnienia na miarę człowieka, któryprzecież schwytał Podolskiego, Szpitalnego Zabójcę. Felsenfeld dał nogę! Dwa dni temu zdał odznakę.Wczoraj wyjechał do Melbourne w Australii.Jegoszwagierka tam mieszka. I teraz ty będziesz moją szefową?  Wie, że to nie jest pomysł Biny, chociażprzeniesienie do Sitka, nawet na dwa miesiące, to dla niej niewątpliwie awans.Ale jakoś niemoże uwierzyć, że dopuściła do czegoś takiego  że była w stanie to znieść. To niemożliwe. Wszystko jest możliwe w dzisiejszych czasach  mówi Bina. Czytałam w gazecie.Nagle zmarszczki na jej twarzy wygładzają się.Landsman dostrzega, jak napięta jest wjego obecności i jaką ulgę budzi w niej widok Miśka Szemeca.  Znowu razem!  woła Bina.Landsman się odwraca.Partner stoi tuż za jego plecami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum