[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ivy zerknęła do tylnego lusterka i zobaczyła tylko dwie paryreflektorów gdzieś w oddali.Mało kto wybierał się na Cape wsobotę o jedenastej w nocy.Jechali w milczeniu, zastanawiając się nad tym, czego udałoim się dowiedzieć w ciągu ostatnich paru dni.Wreszcie Ivypowiedziała:- Szkoda, że nie znalezliśmy zdjęcia samochodu zuszkodzonym przodem.Corinne zrobiła tyle fotografii do tegofotoreportażu, a nie znalezliśmy żadnego stukniętego z przodu.Coś mi mówi, że ktoś miał powód, by akurat te zdjęciapozabierać.- Też się nad tym zastanawiałem.Jedno zdjęcie, które rzuca nakogoś podejrzenia, można umieścić na wielu stronach wInternecie.To oznacza, że szantażowana osoba nigdy nie miałabypewności, czy pozbyła się wszystkich elektronicznych kopiitakiej fotografii.Zresztą, skoro istnieje oprogramowanie, takiejak na przykład Photoshop, samo zdjęcie nie byłoby uznane zawystarczający dowód.Ale brakująca spinka, szczególnie takarobiona na zamówienie, to co innego.Tym bardziej jeśli osoba,która ją ma, jeszcze żyje i może zeznać, gdzie i kiedy ją znalazła.- Dlatego Corinne już nie żyje.- Na to wygląda - przyznał Tristan.- Daj tę spinkę, chciałbymsię jej przyjrzeć jeszcze raz.Ivy sięgnęła do kieszeni.Tristan włączył światło na suficie ispojrzał na spinkę z bliska.Ivy zamrugała, bo w tym momencie minął ich jakiś samochód, a błysk jego reflektorów odbił się wlusterku bocznym, na chwilę ją oślepiając.- To taka zaokrąglona strzałka - zauważył Tristan - nie prosta,jak symbol graficzny.Spinka z pewnością została wykonana nazamówienie.Ivy zerknęła w tylne lusterko.Teraz jechał za nimi już tylkojeden samochód.Podążał za nimi, już gdy wjeżdżali naautostradę, pomyślała, lecz od razu zachciało jej się śmiać zwłasnych podejrzeń.Przecież było ciemno, nie wiadomo, czy toten sam.- Myślę, że nie mamy innego wyjścia.Musimy jak najszybciejprzekazać spinkę policji - mówił dalej Tristan.- Trochę sięmartwię o babcię.Policja powinna zapewnić jej jakąś ochronę.- Pójdę do Rosemary Donovan, a nie na policję w Providence.Ona nam pomoże.Tristan kiwnął głową.- W międzyczasie musimy się zastanowić, gdzie byś się terazmógł ukryć.Ludzie z pewnością słyszeli dziś po południu biciedzwonu na kościelnej wieży.Ktoś mógł się tym zainteresować,podobnie jak tą tajemniczą błyskawicą.Jeśli coś tam zostało -opakowania po jedzeniu, ślady stóp - to nie będziesz tam jużbezpieczny.Wrócisz do Bryana?- Nie.Wiem, że chce mi pomóc, ale im mniej osób w towciągniemy, tym lepiej.- Nickerson?- Wspaniale! Znów będę w domu! - odparł Tristan zuśmiechem.Ivy zerknęła jeszcze dwa razy w lusterko, po czym włączyłanocne oświetlenie.Akurat wtedy dostrzegła, że jadący za nimisamochód jest coraz bliżej. - Coś nie tak? - zapytał Tristan.- Hm.Nie, już wszystko w porządku.Wreszcie naswyprzedza.Co to za auto? - spytała, gdy pojazd ich mijał.- Małe, czarne - odparł Tristan, po czym się roześmiał.- Niejestem fanem luksusowych sportowych samochodów.- Widziałam takie samo auto, kiedy wyjeżdżaliśmy zProvidence.- Na wschodnim wybrzeżu pewnie jezdzi takich mnóstwo -zauważył spokojnie Tristan.- Oczywiście - potwierdziła Ivy, ale niespokojnie poprawiłasię na fotelu, chcąc otrząsnąć się z nieprzyjemnego uczucia, któreją ogarnęło.- Zmęczona?- Tak - Ivy wyłączyła klimatyzację i otworzyła okno, bywpuścić trochę świeżego, nocnego powietrza.Droga była prosta ipłaska.Po bokach co jakiś czas pojawiały się piaszczystewysepki pobocza porośniętego trawą i sosną wydmową.Przezkilka mil jechali w milczeniu.Nagle Tristan obrócił sięgwałtownie na siedzeniu.- A ten skąd się tu wziął? - spytał ostrym tonem.- Pewnie z pobocza.Nie ma tu żadnego zjazdu.- Jeśli faktycznie z pobocza, to musiał tam stać z wyłączonymiświatłami.To akurat dziwne, pomyślała Ivy.Przyspieszyła.Ułameksekundy pózniej jadący za nimi samochód również przyspieszył [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum