[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.to mi się w żywe oczy zapierała wszystkiego! Juści, zobaczyłam, że dziewka grubieje i rośnie jak na drożdżach, to jej jak komu dobremu powiadam: Idź, skryj się gdzie na drugą wieś, póki czas, póki ludzie nie wiedzą jeszcze.A bo to usłuchała!.Aż ją dzisiaj wzięły boleści w oborze przy dojeniu.cały skopek[124] mleka wylała.a moja Frania przylata zestraszona i krzyczy, że Magdzie się coś stało! Jezus Maria, w moim domu taki wstyd, a co by to i ksiądz proboszcz na to powiedział! A wynoś mi się sprzed domu, bo cię na drogę wyrzucić każę! — wrzasnęła raz jeszcze wyskakując przed dom.Magda porwała się spod ściany i z płaczem a wyrzekaniem zaczęła zbierać szmaty i wiązać w toboły.— Chodźcie do mieszkania, bo zimno.Żeby mi tu i znaku po tobie nie zostało! — krzyknęła na odchodnym.Powiedła Hankę przez długą sień.Ogromną niską izbę rozświetlał ogień, płonący na trzonie komina.Organista rozdziany, w koszuli tylko i z podwiniętymi rękawami, czerwony jak rak, siedział przed ogniem i piekł opłatki.co chwila czerpał łyżką z michy rozrobione, płynne ciasto, rozlewał je na żelazną formę, ściskał, aż syczało, i kładł nad ogniem wspierając na cegle sztorcem ustawionej, przewracał formę, wyjmował opłatek i rzucał na niski stołek, przed którym siedział mały chłopak i obcinał nożyczkami do równa.Hanka pozdrowiła wszystkich, a organiścinę pocałowała w rękę.— Siadajcie, rozgrzejcie się, cóż tam u was słychać?.Juści, tak zaraz nie mogła się zebrać na to jakie słowo, nie śmiała, rozglądając się po stancji[125] i zazierając ukradkiem do drugiego pokoju, gdzie wprost drzwi, na długim stole pod ścianą, bieliły się stosy opłatków, przyciśnięte deską, a dwie dziewczyny składały je w paczki okręcając papierowymi packami, zaś w głębi już niedojrzanej brzęczał monotonnie głos klawikordu — muzyka snuła się jak pajęczyna, raz wyżej brała, górniej kieby w śpiewie, to znowu cichła, że ino to brzękliwe przebieranie było słychać, abo zasię cosik się rwało nagle i piskało przenikliwie, aż dreszcz Hankę przenikał, a organista wykrzykiwał:— Te, trąba, zjadłeś fis[126] jak skwarek! — powtórz od Laudamus pueri.— Na Gody[127] to już? — spytała, że to nieobyczajnie było siedzieć jako ten mruk.— Tak, parafia wielka, porozrzucana, a wszystkim przecież trzeba opłatki roznieść przed świętami, to i wczas zaczynać muszę.— Z pszenicy to?— Spróbujcie.Podał jej jeszcze gorący opłatek.— Zaśbym tam śmiała jeść!Wzięła go przez zapaskę i przeglądała pod światło ze czcią i trwogą jakąś.— Jak to na nim wyciśnięte historie różne, Jezus!— Na prawo, w pierwszym kółku, to Matka Boska, święty Jan, Pan Jezus, a w drugim kółku.widzicie.żłób, drabinę, bydlątka.Dzieciątko Jezus na sianie, święty Józef, Matka Boska, a tu klęczą trzej królowie.— objaśniała organiścina.— Rychtyk[128] prawda, jak to zmyślnie wszystko udane, prawda!.Obwinęła w chustkę opłatek i schowała za pazuchę, bo chłop jakiś wszedł i coś powiedział, że organista krzyknął.— Michał! Do chrztu przyjechali, weź klucze i idź do kościoła, bo Jambroży posługuje na plebanii, ksiądz już wie.Muzyka umilkła i przez izbę przeszedł wysoki, blady chłopak.— Po bracie mojego[129] sierota, na organistę praktykuje, z łaski jeno mój go uczy, cóż robić?.Trza się i nadszarpnąć, a krewniakowi pomóc.Hanka się rozgadała, pomału, jękliwie, a dała upust żalom swoim i turbacjom.Od trzech tygodni pierwszy raz mogła się wygadać do syta.Słuchali jej.Powiadali swoje, a choć się strzegli, aby o Borynie nie powiedzieć słowa, użalali się nad nią tak poczciwie, aż się pobeczała, a organiścina, że to mądra kobieta, wnet zmiarkowała i pierwsza rzekła:— Czasu może wam co zbędzie, to byście oprzędli mi wełnę.Pakulinie miałam dać, ale weźcie wy; tylko na kółku oprzędźcie, bo na przęślicy nić wyjdzie nierówna.— Bóg zapłać, a dyć mi trza roboty, inom prosić nie śmiała.— No, no, nie dziękujcie; człowiek powinien pomagać drugiemu.Wełna już gręplowana, a będzie jej ze sto funtów.— Uprzędę, umiem dobrze, przecież u ojca samam dla wszystkich i przędła, i tkała, i farbowała, nie kupowali na przyodziewek, nie.— Obaczcie, sucha i miętka.— Musi być z dworskich owiec, śliczna wełna.— A jakby wam było potrzeba mąki, kaszy, grochu, to powiedzcie, dam wam, policzymy się w robocie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum