[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Bo łatwo zgadniesz, że on nie ślepy, a ona go rzuca dla Dominika, ale tak dziwnie rzuca, że niby rzuca, a za rożek w ręku trzyma.- Żeby jej całkiem nie poleciał z wiatrem.- No i patrz, jak ty dobrze zgadujesz.A on w nerwach jednak, bo okazuje się.ale to już wiem trochę mętnie.że kretyn wcześniej miał żonę i rzucił ją dla Kręcidupci.Chyba mówiłam ci o tym.Podobno rozwiódł się łatwo, bo dzieci nie mieli.Ale trochę potrwało.- I dlaczego się z nią nie ożenił?- Podobno nie zdążył.Ten rozwód uprawomocnił mu się nie tak dawno, i chyba ta suka już zauważyła Dominika i zaczęła nosem kręcić.- Czy ona ma coś, czym nie kręci?- Tego nie wiem, anatomia zawsze mi się myliła.Ale czekaj, Anusia mówi, że Dominik strasznie długo się trzymał, nie zwracał uwagi na ten rozchwierutany zadek i ona już nabrała nadziei, Anusia znaczy, że romans jej się odnowi, pogłębi i dłużej potrwa.Dominik jaką inicjatywę wykaże, bo tak to ogólnie oporny, ona się pchała do niego, a nie on do niej.- Zawsze pociecha - mruknęła Majka filozoficznie.- Ale na motorze ją woził.Nie żeby w jakie plenery albo w kółko po mieście, tylko okazjonalnie.Z pracy do domu podrzucić, do pracy, po drodze, na łbie stawała, żeby mu było po drodze, no i popatrz, a ja, jak taka chora krowa, dziwiłam się, co ona tak jakoś skokami z pracowni wychodzi.Ma dłużej posiedzieć, jest robota, niby siedzi i ni z tego, ni z owego, jakby ją co w tyłek ugryzło, podrywa się i już jej nie ma.Albo odwrotnie, musi wyjść, strasznie się śpieszy i siedzi do uśmiechniętej śmierci.Albo w ogóle odwrotnie.Urwawszy na chwilę, Bożenka z uwagą przyjrzała się kieliszkowi z zawartością, chlupnęła do dna i sięgnęła po oliwkę.Majka słuchała z wielkim zainteresowaniem.- W ogóle odwrotnie, znaczy jak?- Wylatuje jak wściekła i zaraz wraca.I już siedzi.Wylatywała, czas przeszły, teraz nie, skoro Kręcidupcia ją wygryzła.- Teraz Kręcidupcia wylatuje?- Tego nie wiem.Anusię mam pod nosem, a tamtej suki nie widzę.Rozumiesz, rzecz w tym, że z naszego okna widać kawałek parkingu i tamte służbowe garaże, Anusi było łatwiej, zanim Dominik motor wyciągnął, zdążyła dolecieć.No, chyba żeby nie.Wtedy wracała.Majka kieliszek z napojem miała przed sobą, do towarzystwa, ale wolała piwo.Ten jeden kieliszek mógł jej wystarczyć na długo.Zastanawiała się w skupieniu.- Czekaj.Nie zgadza mi się.Przecież Dominik późno wychodził, nie tylko ostatnio, ale zazwyczaj.Ona tak siedziała i wylatywała aż do wieczora?- Za to ci głowy nie dam, bo sama wiesz, że mnie często nie ma, ja w terenie pracuję.Ale.O rany.! - Bożenkę jakby nagle zatchnęło, charknęła, otrząsnęła się, podsunęła Majce swój kieliszek.- Daj mi jeszcze trochę tego lekarstwa, bo mnie cofa.Chciałam ci nie mówić.Cholera.- Co mi jeszcze możesz powiedzieć gorszego niż to wszystko, co samo wychodzi? -skrzywiła się Majka i szczodrze uszczęśliwiła Bożenkę pomocą medyczną.- Wal, niech ja wiem, na czym stoję.- On jest sympatyczny - powiedziała Bożenka żałośnie.- I taki pogodny.I życzliwy.- Kto?- Dominik.Niczego złego nie przeczuwa i na pewno wszystko będzie dobrze.Majce nagle coś w środku pękło.Rozsypało się na drobne kawałki.Trzymała się koncertowo, ale teraz jej cała uzbrojona do wałki odporność straciła równowagę.To przecież była największa, najcenniejsza zaleta Dominika, jego optymizm, jego pogoda ducha, jego granitowa wiara, że wszystko będzie dobrze! Zaraźliwe, podtrzymywało psychikę, pomagało przetrwać najcięższe chwile, zwyciężało katastrofy, a w końcu przecież miał rację.Nie było o co szat rozdzierać, nawet najgorsze zdychało i obracało się na lepsze.O, nie! Żadne takie.Ona też potrafi uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.Sama z siebie, i niech to jasny szlag na miejscu trafi!Chwyciła swój zaniedbany kieliszek, gwałtownie przełknęła medykament, zniebotycznym wysiłkiem zgarnęła do kupy rozsypane kawałki całej siły ducha.Zacementowała błyskawicznie, prowizorka, nie szkodzi, wiadomo wszak, że nie ma nic trwalszego niż prowizorka, na jakiś czas wystarczy.Niech ta Bożenka jej się tu nie dławi!Ponownie dolała jej mikstury wspomagającej.- No, już! Nie żałuj sobie.Do Bożego Narodzenia i tak nie wytrzyma, kupię nową flachę.I zrobię śledzika.Wyduś z siebie toksyny, bo jeszcze ci zaszkodzą.- Ty widzisz, że mam łzy skruchy w oczach.?- Widzę, ale teraz wolę doznania akustyczne.Wizualne chwilowo mam w nosie.- Jesteś wielka i potężna - ogłosiła z ulgą Bożenka i zużyła miksturę, Majka zaś pojęła, że za chwilę usłyszy wszystko to, o czym żony dowiadują się ostatnie.Same oliwki bowiem solidnej zagrychy nie stanowią, - No-to-ci-bo-otóż-powiem, że jak oni grali w brydża.Ty wiesz, że grywali w brydża?- No pewnie, że wiem.Od wszystkich trzech, czwarty był Pawełek.Czasami Dobruś.Albo Elżbieta, ogrywała ich jak szatan.Ale Dominik finansowo nie uczestniczył, więc mi było wszystko jedno, chętnie słuchałam o wzlotach i upadkach.Wszystko wiem, i w tym miejscu pozbądź się zahamowań.- Bardzo dobrze, mam ułatwione.No więc, jak oni grywali, to ta kretynka uczestniczyła jako wdzięczna hostessa, kawkę im robiła, herbatkę podawała, takie śliczne kanapeczki wtykała do pyska, oni ją mieli w dalekich derrierach, sama grasz i wiesz jak to jest, albo gra, albo ksiuty i figle migle.Nie dla ksiutów tam siedzieli, ostra gra, Jurek pcha się do tej światowej ligi brydżowej, już miał w Anglii jakieś sukcesy, zależy mu, Dominika też korci, to gdzie Anusi do nich.- Szczególnie do Elżbiety - mruknęła Majka.- Elżbiecie ona nie przeszkadza, ma ją za utalentowaną idiotkę i olewa dokładnie.Utalentowaną roślinnie, dla ścisłości.I zgadza się, jest utalentowana, inaczej bym ją wykopała, rośliny to żywe stworzenia i tępy kołek nie dla nich.Ale tam nie kwiatki kwitły, tylko uczucia i jakoś ten Dominik dobroć serca okazał, cholera, ja nawet nie wiem na pewno, czy on się z nią zdrzemnął, ale chyba tak.No co ci poradzę, tak mi wychodzi.Tak smętna zgryzota promieniowała z Bożenki, że Majka czym prędzej zastosowała płynną pociechę.Prawie rozśmieszyła ją myśl, że nie wiadomo, której z nich ewentualna zdrada Dominika bardziej życie zatruwa, Bożence, czy jej samej.Jeśli nawet monogamiczny i patologicznie wierny Dominik potknął się na zakochanej Anusi, nie miało to żadnych skutków ubocznych i nie dało się zauważyć, ona może sobie zatem tę nieprzyjemność darować.Przeszło mu, jak widać.nie, jak słychać.zatem wykroczenie należy umorzyć.Anusia niech swoje odcierpi we własnym zakresie, na tapecie są ważniejsze rzeczy.- A Kręcidupcia? - spytała z lekkim naciskiem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum