[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić.- Przyzwyczajanie się do morderstwa może u niektórych trwać trochę dłużej, niż w twoim wypadku - powiedział Harold kwaśno.- Spodziewam się, że na Majorce są one rzeczą zgoła powszednią i.- Na Ibizie, nie na Majorce.- To to samo.- Ależ nie, to dwie zupełnie różne wyspy.Harold ciągnął niezrażony:- Chodzi mi o to, że choć zbrodnia może i jest dla ciebie, mieszkającego pośród gorącokrwistych południowców, czymś zwyczajnym, jednak my, tu w Anglii, takie rzeczy traktujemy poważnie.I doprawdy, Cedryku - dodał z rosnącą irytacją - pojawiać się na publicznej rozprawie w takim stroju.- Coś jest nie tak z moimi ciuchami? Są wygodne.- Ale niestosowne.- No cóż, w każdym razie są to jedyne ciuchy, jakie mam ze sobą.Nie spakowałem mojego kufra na garderobę, kiedy wyruszałem w pośpiechu do domu, żeby być z rodziną w tych trudnych chwilach.Jestem malarzem, a malarze lubią się czuć swobodnie w swoich ubraniach.- A więc wciąż próbujesz malować?- Słuchaj, Harold, kiedy mówisz ”próbujesz malować.”Pan Wimborne chrząknął karcąco:- Ta dyskusja jest bezcelowa.Mam nadzieję, droga Emmo, że powiesz mi, czy mógłbym być wam jeszcze w jakikolwiek sposób pomocny, zanim udam się z powrotem do Londynu?Upomnienie poskutkowało.Emma Crackenthorpe powiedziała prędko:- To było bardzo uprzejme, że zechciał pan tu do nas przyjechać.- Ależ nie ma o czym mówić.Było wskazane, żeby ktoś był na rozprawie, aby w imieniu rodziny śledzić postępowanie.Umówiłem się w domu na spotkanie z inspektorem.Nie mam wątpliwości, że niezależnie od tego, jak bardzo było to przykre, sytuacja niebawem się wyjaśni.Moim zdaniem, nie ma najmniejszych wątpliwości, co się wydarzyło.Jak powiedziała Emma, w okolicy wiedziano, że klucz do Długiej Stodoły wisi na zewnątrz.Wydaje się wysoce prawdopodobne, że miejsce to było wykorzystywane w miesiącach zimowych przez okoliczne parki jako miejsce schadzek.Niewątpliwie miała miejsce kłótnia i jakiś młodzieniec stracił nad sobą panowanie.Przerażony swoim uczynkiem, zatrzymał spojrzenie na sarkofagu, uświadamiając sobie, że byłby doskonałym schowkiem.Lucy pomyślała, że to brzmi bardzo sensownie.Dokładnie tak każdy mógłby to widzieć.- Mówi pan: okoliczna parka, a nikt w okolicy nie potrafił zidentyfikować tej dziewczyny - rzekł Cedryk.- Jest jeszcze za wcześnie.Niewątpliwie niebawem zostanie zidentyfikowana.Jest też, oczywiście, możliwe, że to mężczyzna był stąd, a dziewczyna przybyła skądinąd, może z jakiejś innej części Brackhampton.Brackhampton jest duże - w ciągu ostatnich dwudziestu lat bardzo się rozrosło.- Na miejscu dziewczyny, mającej się spotkać ze swoim chłopakiem, nie zgodziłbym się na randkę w lodowato zimnej stodole, tak oddalonej od miasta - zaprotestował Cedryk.- Raczej wolałbym się trochę poprzytulać w kinie, a pani, panno Eyelesbarrow?- Czy naprawdę musimy w to wszystko wnikać? - zapytał Harold cierpiętniczym tonem.Ledwie skończył, samochód zajechał przed fronton Rutherford Hall, gdzie wszyscy wysiedli.ROZDZIAŁ ÓSMYIWchodząc do biblioteki, pan Wimborne lekko skinął głową i spojrzał swoim przenikliwym wzrokiem na inspektora Bacona, z którym się poznał wcześniej, a potem na jasnowłosego, przystojnego mężczyznę stojącego obok.Inspektor Bacon dokonał prezentacji.- Detektyw-inspektor Craddock ze Scotland Yardu.- Scotland Yard - hm.- brwi pana Wimborne uniosły się.- Włączono nas do tej sprawy, panie Wimborne - wyjaśnił Dermot Craddock.- A ponieważ reprezentuje pan interesy rodziny Crackenthorpe, uważam, że powinniśmy przekazać panu pewne poufne informacje.Nikt lepiej od niego nie potrafiłby odegrać przedstawienia bardzo niewielkiej cząstki prawdy jako jej całości.- Jestem pewien, że inspektor Bacon nie będzie miał nic przeciwko temu - dodał, zerkając na kolegę.Inspektor Bacon wyraził zgodę z należytą powagą, nie zdradzając niczym, że cała rzecz była z góry ustalona.- Wygląda to tak - powiedział Craddock.- Mamy powody przypuszczać na podstawie zebranych informacji, że zmarła nie zamieszkiwała w tych stronach, że przyjechała tu z Londynu i że niedawno przybyła z zagranicy.Prawdopodobnie - choć tego nie jesteśmy pewni - z Francji.- Doprawdy? - pan Wimborne ponownie uniósł brwi.- W związku z tym komisarz okręgowy stwierdził, że do prowadzenia śledztwa w tej sprawie właściwy będzie Scotland Yard - wyjaśnił inspektor Bacon.- Mam tylko nadzieję, że zostanie prędko zakończone - powiedział pan Wimborne.- Jak pan zapewne zdaje sobie sprawę, cała ta historia, stała się przyczyną wielkich nieprzyjemności dla całej rodziny.Choć ich osobiście nie dotyczy.- przerwał ledwie na sekundę, ale inspektor Craddock szybko wykorzystał te pauzę:- To nic przyjemnego znaleźć zamordowaną kobietę na terenie swojej posiadłości.Ma pan całkowitą słuszność.Teraz chciałbym odbyć krótką rozmowę z każdym z rodziny.- Zupełnie nie wiem.- Co mogliby mi powiedzieć? Pewnie nic interesującego, ale nigdy nie wiadomo.Spodziewam się, że większość istotnych dla mnie informacji mogę uzyskać od pana.Informacji o tym domu i o rodzinie.- A cóż to mogłaby mieć wspólnego z nieznaną młodą kobietą, która przybyła z zagranicy i dała się tu zabić?- W tym właśnie sedno sprawy - odpowiedział Craddock.- Dlaczego tu przyjechała? Czy była kiedyś w jakikolwiek sposób związana z tym domem? Czy kiedyś, na przykład, była tu służącą? Może pokojówką? Czy przyjechała tu, żeby spotkać się z kimś z poprzednich mieszkańców Rutherford Hall?Pan Wimborne odparł chłodno, że w Rutherford Hall, od kiedy Josiah Crackenthorpe zbudował go w roku 1884, zawsze mieszkała rodzina Crackenthorpe.- To samo w sobie jest interesujące - powiedział Craddock.- Gdyby zechciał pan przedstawić mi w skrócie historię rodziny.Pan Wimborne wzruszył ramionami.- Nie ma tu wiele do opowiadania.Josiah Crackenthorpe był fabrykantem słodyczy, przekąsek, dodatków kuchennych, marynat i tak dalej.Zebrał ogromną fortunę.Wybudował ten dom.Teraz mieszka tutaj Luther Crackenthorpe, jego starszy syn.- A inni synowie?- Miał tylko dwóch.Henry zginął w wypadku samochodowym w 1911 roku.- Czy obecny właściciel nigdy nie myślał o sprzedaży domu?- Zgodnie z testamentem ojca, nie może tego zrobić - powiedział sucho prawnik.- Może opowiedziałby mi pan o testamencie?- Po co?- Bo jeśli zechcę, to zajrzę do rejestrów sądowych.Mimo woli pan Wimborne uśmiechnął się niewyraźnie.- Rzeczywiście, inspektorze.Protestowałem tylko dlatego, że informacja, o którą pan pyta, jest całkowicie nieistotna.Po prostu Josiah Crackenthorpe ustanowił zarząd powierniczy na swoim bardzo pokaźnym majątku, z którego dochód ma być dożywotnio wypłacany jego synowi, Lutherowi, a po jego śmierci całość zostanie równo podzielona między dzieci Luthera: Edmunda, Ce-dryka, Harolda, Alfreda, Emmę i Edytę.Edmund zginął na wojnie, a Edyta zmarła cztery lata temu, więc Luther ma obecnie pięciu spadkobierców: Cedryka, Harolda, Alfreda, Emmę i syna Edyty, Aleksandra.- A dom?- Przejdzie na najstarszego żyjącego syna pana Luthera Crackenthorpe lub jego potomstwo [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum