[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.On nigdy i do nikogo nie przychodzi z żadną radą.Nawet Joe, lojalna Joe, miała wątpliwości.Po co palić za sobą mosty, kiedy jego przyszłość jest taka niepewna.Muzyczna przyszłość, dodała.Choć ona oczywiście z całego serca życzy mu jak najlepiej.Vernon jeszcze nigdy i nikomu nie odważył się zdecydowanie przeciwstawić.Kiedy już było po wszystkim i kiedy osiadł w Londynie, w najskromniejszym ze skromnych mieszkaniu, nagle poczuł się jak jeździec, którego koń wziął przeszkodę nie do pokonania.To wtedy złożył kolejną wizytę Jane Harding.Wyobraził sobie, po chłopięcemu, jak będzie wyglądać ich rozmowa.„Postąpiłem zgodnie z twoją radą”.„Znakomicie! Wiedziałam, że nie brak ci prawdziwej odwagi”.On był skromny, ona mu przyklaskiwała.Jej pochwały dodawały mu wiary w siebie i podnosiły na duchu.Rzeczywistość, jak to zwykle bywa, okazała się całkiem inna.Bo też za każdym spotkaniem z Jane jego wyimaginowane z nią rozmowy różniły się krańcowo od tych, które potem rzeczywiście miały miejsce.On z należytą skromnością oznajmił, że już nie pracuje w firmie swego wuja, ona potraktowała to jako rzecz oczywistą, a nie wyczyn na miarę herosa.— Och, po prostu zrobiłeś to, na co miałeś ochotę — powiedziała krótko.Vernon poczuł w głębi serca zawód graniczący ze złością.Chyba nigdy nie potrafi w jej obecności zdobyć się na swobodne zachowanie.Miał jej tyle do powiedzenia, lecz każde słowo przychodziło mu z trudnością.Był jak niemowa.Był zakłopotany.A przecież niewiele trzeba, by rozwiała się mgła mącąca mu umysł i by mógł rozmawiać z nią tak, jak rozmawia z Joe czy z Sebastianem, by mógł mówić wszystko, co mu przyjdzie do głowy.No więc, myślał, wracając do siebie, skąd to zakłopotanie? Ona jest przecież wystarczająco naturalna.To go martwiło… Od kiedy ją poznał, zawsze był skrępowany… wręcz wystraszony.Czuł się dotknięty, że ta kobieta ma na niego jakiś wpływ, choć nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki i jak wielki.Wysiłki, zmierzające do tego, by między nią a Nell narodziła się przyjaźń, spełzły na niczym.Pod pozorną, konwencjonalną serdecznością, niewiele było prawdziwego uczucia.Kiedy zapytał Nell, co sądzi o Jane, ta odparła:— Bardzo ją lubię.Myślę, że to niezwykle interesująca osoba.Czuł się bardziej niezręcznie, zagadując Jane, lecz Jane domyśliła się, o co chodzi.— Pewnie chciałbyś wiedzieć, co myślę o Nell? Jest bardzo ładna i ma dużo wdzięku.— Więc myślisz, że mogłybyście zostać przyjaciółkami?— Nie, oczywiście, że nie.A czy powinnyśmy? — No nie, ale… — zająknął się, nie wiedząc, co powiedzieć.— Przyjaźń nie jest czymś w rodzaju równobocznego trójkąta.Jeśli A lubi B i kocha C, to C i B i tak dalej, i tak dalej… My nie mamy ze sobą nic wspólnego, twoja Nell i ja.Ona także, podobnie jak ty, myli życie z bajką, lecz oto właśnie zaczyna doświadczać, biedne dziecko, pierwszego lęku, że mimo wszystko może tak nie być.Nell to Śpiąca Królewna, która czeka na swego królewicza.Miłość jest dla niej czymś bardzo cudownym i bardzo pięknym.— A dla ciebie nie?Musiał zapytać.Tak bardzo chciał to wiedzieć.Zbyt często rozmyślał o Borisie Antlrovie, o tamtych pięciu latach.Twarz Jane była bez wyrazu.— Kiedyś ci to powiem…Chciał poprosić: „Powiedz mi teraz”, lecz się nie odważył.Zamiast tego zapytał:— Jane, czym jest dla ciebie życie?Odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili:— Niełatwą, niebezpieczną, lecz nieskończenie interesującą przygodą.3Wreszcie mógł pracować.Mógł cieszyć się wolnością, a co więcej, mógł ją w pełni docenić.Nic nie działało mu na nerwy, na nikogo ani na nic nie trwonił energii; spożytkowywał ją wyłącznie do pracy.Korzystał z niewielu rozrywek — nie miał pieniędzy.Wystarczało mu ich zaledwie na jako takie utrzymanie.Możne Opactwa wciąż nie były oddane w dzierżawę…Minęła jesień i większa część zimy.Widywał Nell parę razy w tygodniu, lecz ich spotkania były potajemne i nie sprawiały mu zbyt wiele radości.Oboje zdawali sobie sprawę, że minął już czas pierwszego zachłyśnięcia się miłością.Ona wypytywała go pilnie o postępy w pracy nad operą.Jak mu idzie? Kiedy spodziewa się ją skończyć? Jakie ma szansę, by ją wystawić? Vernon udzielał dość wymijających odpowiedzi.Nie interesowała go zbytnio praktyczna strona zagadnienia; na razie koncentrował się wyłącznie na tworzeniu.Opera rodziła się wolno i w bólach.Jej przyjściu na świat towarzyszyły niezliczone kłopoty i setki drobnych niepowodzeń, a to dlatego, że Vernonowi brakowało doświadczenia i odpowiedniej techniki.Uwielbiał rozmowy o możliwościach i wadach instrumentów, w związku z czym chętnie spotykał się z przeróżnymi muzykami grywającymi w orkiestrach.Nell często chodziła na koncerty i zachwycała się muzyką, lecz raczej było pewne, że nie odróżnia oboju od klarnetu i że róg i rożek angielski to dla niej prawie jedno i to samo.Obca jej też była jakakolwiek fachowa wiedza, wymagana przy pisaniu partytury, a obojętność Vernona względem tego, jak i kiedy opera zostanie wystawiona, wprost ją przerażała.Vernon wcale nie zdawał sobie sprawy, jak deprymująco działają na Nell jego mało konkretne, wymijające odpowiedzi.Stąd słowa Nell, które pewnego dnia wypowiedziała, a raczej wyszlochała, były dla niego nie lada zaskoczeniem.— Och, Vernonie, nie poddawaj mnie aż tak ciężkiej próbie.To zbyt trudne… zbyt trudne… Ja muszę mieć jakąś nadzieję.Czyżbyś tego nie rozumiał? Spojrzał na nią zdziwiony.— Ależ, Nell, wszystko w porządku, naprawdę.Trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość.— Wiem, Vernonie, nie powinnam tego mówić, lecz widzisz… — przerwała.— Kiedy widzę, że jesteś nieszczęśliwa, jest mi jeszcze trudniej, kochanie.— Och, nie, nie jestem… to znaczy, nie chcę być… Jednak zadawnione uczucie urazy znów doszło w niej do głosu.Vernon nie rozumie ani się nie przejmuje tym, jakie to wszystko jest dla niej trudne.Nigdy nie miał najmniejszego pojęcia o jej kłopotach.Prawdopodobnie nazwałby je głupimi czy błahymi i poniekąd można by się z nim zgodzić, skoro istotą tego, co robi, jest poprawienie jej egzystencji.Vernon nie widzi czy nie zdaje sobie sprawy, że jej życie to walka, ciągła walka, bez jednej chwili wytchnienia.Niechby to przynajmniej zauważył, niechby dodał jej otuchy choćby jednym słowem, niechby dał odczuć, że rozumie trudną sytuację, w której ona się znajduje.Ale on tego nigdy nie zauważy, to do niego niepodobne.Nell ogarnęło przemożne uczucie samotności [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum