[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Lecz działo się tak, ponieważ oszukiwałam - stwierdziła, siadając raptownie na górnym schodku.- To znaczy życzyłam sobie czegoś, co prawie na pewno miało się stać i mogłam wierzyć, że moje życzenie naprawdę się spełniło i że to była magia.Zupełnie jakbym składała dary prawdziwemu antycznemu bóstwu.Chociaż to nie było żadne bóstwo, a tylko pękata, mała figurka.Ależ to zabawne - wszystkie te rzeczy, które wymyślałam, w które wierzyłam i bawiłam się.Westchnęła, zeszła w dół zbocza i poszła do oranżerii o tajemniczej nazwie.W KK panował ten sam bałagan co zawsze.Matylda wciąż wyglądała na zapomnianą i opuszczoną, lecz uwagę Tuppence przyciągnęły dwa inne przedmioty.Były to dwa stołeczki z porcelany, z figurkami białych łabędzi wokół siedzisk.Jeden stołek był ciemnoniebieski, drugi bladobłękitny.- No jasne, widziałam takie rzeczy wcześniej, gdy byłam młoda - powiedziała Tuppence.- Tak jest, stały na werandzie.Jedna z moich ciotek miała coś takiego.Nazywaliśmy je Oksford i Cambridge.Były bardzo podobne.Tylko ozdobiono je kaczkami.nie, łabędziami.A w siedzeniu była podobnie dziwaczna dziura w kształcie litery S.Można tam było wkładać różne rzeczy.Tak, poproszę Izaaka, żeby wyjął stąd oba stołeczki i dobrze je obmył.Postawimy je w loggii albo na ganku, jak on upiera się to nazywać, choć dla mnie to po prostu weranda.Postawimy je i będziemy się nimi cieszyć, gdy nadejdzie ładna pogoda.Odwróciła się i pobiegła w stronę drzwi.Potknęła się o biegun Matyldy.- O Boże! Co ja narobiłam! - zawołała.Narobiła tyle.że potraciła nogą porcelanowy stołek, a on przewrócił się i rozpadł na dwie części.- Mój Boże, teraz zabiłam Oksford.Będzie musiał nam wystarczyć Cambridge.Pewnie nie da się skleić Oksfordu.Oba kawałki są zbyt skomplikowane.Westchnęła i zastanowiła się, co robi Tommy.Tommy wymieniał wspomnienia z dawnymi przyjaciółmi.- Świat zdziwaczał - stwierdził pułkownik Atkinson.- Podobno ty i twoja żona, jak jej na imię.Prudencja, a nie, ty mówisz do niej Tuppence, tak jest.Więc podobno zamieszkaliście na wsi.Gdzieś koło Hollowquay.Ciekawe, co was tam zagnało.Coś szczególnego?- Znaleźliśmy tani dom - odparł Tommy.- Aha.To szczęście, prawda? Jak się nazywa? Musisz zostawić mi adres.- Może nazwiemy go Pod Cedrem, bo rośnie tam ładny cedr.Przedtem nazywał się Wawrzyny, ale to zbyt wiktoriańskie, prawda?- Wawrzyny.Wawrzyny w Hollowquay.Ejże, do czego zmierzasz? Co knujesz?Tommy spojrzał na pomarszczone oblicze z obfitymi białymi wąsami.- Knujesz coś przecież, prawda? - spytał pułkownik Atkinson.- Znów jesteś w branży?- Na to jestem za stary - odparł Tommy.- Przeszedłem na emeryturę.- Ciekawe.Może i mówisz prawdę.A może tak, kazali ci mówić.Sam wiesz, że w tamtej sprawie wielu rzeczy nie wyjaśniono do końca.- W jakiej sprawie?- Musiałeś o tym czytać albo przynajmniej słyszeć.Skandal w Cardington.Wiesz, zdarzył się po tamtej wcześniejszej aferze z czyimiś listami i interesami Emlyna Johnsona związanymi z łodziami podwodnymi.- Ach tak, coś sobie przypominam - powiedział Tommy.- Tak naprawdę nie chodziło o łodzie podwodne, ale one przyciągnęły uwagę do całej sprawy.No i listy.Dzięki nim cała afera polityczna wyszła na jaw.Tak.Listy.Gdyby można je było odnaleźć, wszystko byłoby łatwiejsze.Skierowałyby uwagę na parę osób, które wówczas cieszyły się najwyższym zaufaniem w rządzie.Ciekawe, jak często coś takiego się zdarza.No wiesz, zdrajca jest w samym centrum, cieszy się zaufaniem, jest świetnym facetem i ostatnim, jakiego można by podejrzewać, a przez cały czas.Cóż, wiele z tego nigdy nie ujrzy dziennego światła.- Mrugnął okiem.- Może wysłano cię na wieś, żebyś się rozejrzał? Co, mój chłopcze?- Rozejrzał gdzie? - spytał Tommy.- Ten twój dom.Wawrzyny, mówiłeś? Krążyły dość głupie dowcipy o Wawrzynach.Weź pod uwagę, że ludzie z wywiadu dobrze się rozejrzeli.Przypuszczali, że gdzieś w domu ukryto cenne dowody.Sądzono, że wysłano je za granicę, na przykład do Włoch, tuż zanim powstało zamieszanie.Według innych dalej leżą ukryte gdzieś w twojej okolicy [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum