[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— To przecież stek bzdur — wybuchnął.— Chyba tak.— niepewnie potwierdziła pielęgniarka.Jakiś ton w jej głosie uderzył George’a.Spojrzał na nią ze zdziwieniem.— Ależ panno Copling, nie wierzy pani chyba.— Nie, nie, panie Pritchard.Nie wierze w tę całą bzdurę z odczytywaniem przyszłości.Co innego mnie zastanawia — co też się za tym kryje.Wróżbiarze są zwykle zainteresowani, co mogą uzyskać; za swe przepowiednie.A ta kobieta wydaje się bezinteresowna.A jednak przeraża pańską żonę.Nie wiem, po co to robi.Poza tym jest coś jeszcze.— Tak?— Pani Pritchard mówi, że Zarida wydała się jej dziwnie znajoma.— No i co?— Cóż, po prostu mi się to nie podoba, panie Pritchard.— Nie przypuszczałem, że jest pani przesądna.— To nie to.Ja po prostu mam dobrego nosa i wyczuwam tu jakiś szwindel.Jakieś cztery dni później zdarzył się pierwszy incydent.Aby lepiej to państwu wyjaśnić, muszę najpierw opisać pokój pani Pritchard.— Pozwól, że ja to zrobię — wtrąciła się pani Bantry.— Tak będzie chyba lepiej.Ściany pokoju żony George’a były pokryte tymi nowymi tapetami, w które można włożyć bukieciki kwiatów.Całość tworzy tzw.ścianę zieleni.W rezultacie w pokoju jest tak zielono jak w ogrodzie.Ale efekt nie był w tym wypadku najlepszy.To znaczy, wsadzono kwiaty rozkwitnięte, i to wszystkie bez wyjątku.Tak więc ta ściana zieleni była w rozkwicie jak cały rok długi.A to przecież niemożliwe i wyglądało po prostu nienaturalnie.— Hej, Dolly! Zatrzymaj się! — przerwał jej mąż.— Nie daj się ponieść swej pasji ogrodnika.Wszyscy wiemy doskonale, że możesz na ten temat mówić godzinami.— Bo to jest bzdura — nadal protestowała pani Bantry.— Żeby zgromadzić liliowce, pełne żonkile, łubin, róże i stokrotki — razem!!— Pewnie to robił jakiś dyletant — zauważył sir Henry.— Ale proszę wrócić do opowiadania.— No więc wśród tej masy kwiatów były pierwiosnki, wiązeczki żółtych i różowych pierwiosnków i.oh, Arthur, mów ty dalej.Pułkownik Bantry podjął opowieść.— Pewnego ranka pani Pritchard zadzwoniła gwałtownie ze swego pokoju.Przybiegła pokojówka myśląc, że jej pani ma znowu atak.Ale nie.Była tylko ogromnie wzburzona i pokazywała palcem tapetę, gdzie pośród innych kwiatów widniał bez żadnych wątpliwości niebieski pierwiosnek!!— Oh, ciarki mnie przechodzą! — Jane Helier nie mogła się powstrzymać od okrzyku.— Zadawano sobie pytanie — kontynuował pułkownik Bantry — czy przypadkiem nie było tam zawsze niebieskiego pierwiosnka, tylko nikt go wcześniej nie zauważył.Takie było zdanie George’a i panny Copling.Ale pani Pritchard nie zgadzała się z tym absolutnie.Nigdy go przedtem nie widziała, dopóki nie było pełni księżyca.I ogromnie była tym wszystkim przejęta.— Spotkałam George’a jeszcze tego samego dnia i opowiedział mi o tym — wtrąciła pani Bantry.— Poszłam do pani Pritchard i próbowałam obrócić całą sprawę w żart, ale nic z tego.Wyszłam od Pritchardów naprawdę przejęta i jak dziś pamiętam, spotkałam na ulicy Jean Instow.Opowiedziałam jej tę historię, a ona zapytała: „Więc żona George’a naprawdę się tym martwi?” Potwierdziłam, gdyż sama widziałam, jak była przerażona przepowiednią.Była osobą niesamowicie przesądną.Pamiętam, że Jean zaszokowała mnie swym stwierdzeniem.Powiedziała: „Cóż, może to i dobrze”, ale jej zimny rzeczowy głos przyprawił mnie niemal o dreszcze.Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach tak właśnie podchodzi się do ludzi — bez uczucia i nie bawiąc się w sentymenty, ale mnie zawsze to razi i chyba nigdy do tego nie przywyknę.Jean uśmiechnęła się trochę dziwniej powiedziała: „Nie podoba ci się to, co mówię — a jednak tak jest.Czy życie pani Pritchard ma jakiś sens? Przecież nie ma poza tym, że jest autentycznym piekłem na ziemi dla George’a [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum