[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ani babuni rabelaisowskie opisy charakteru płci męskiej, ani przestrogi matki (ach, jakież one staroświeckie!), typu: „należy trzymać mężczyznę”, ani jakakolwiek liczba przeczytanych realistycznych książek z nikczemnym bohaterem i nieszczęśliwym zakończeniem tak naprawdę nie wywarły na Celii żadnego wrażenia.Mężczyźni z przypowiastek babuni nigdy i w niczym nie przypominali jej Dermota.Postaci z książek pozostawały postaciami z książek.A przestrogi Miriam, zważywszy na jej nadzwyczajnie udane pożycie małżeńskie, brzmiały szczególnie zabawnie.- Wiesz, mamo, tatuś nigdy nawet nie spojrzał na żadną inną kobietę.On poza tobą świata nie widział.- To prawda, ale używał życia za młodych lat.- Nie sądzę, byś lubiła Dermota albo mu ufała.- Lubię go, a nawet uważam, że jest szalenie atrakcyjny.Celia zaśmiała się.- Och, mamo, ty uważasz, że nikt nie jest wystarczająco dobry ani atrakcyjny dla mnie, twego najdroższego jagniątka, nieopierzonej gołąbeczki.Prawda? No, dalej, przyznaj się.Żaden najwspanialszy z najwspanialszych mężczyzn.Miriam zmuszona była przyznać, że być może tak jest w istocie.A Celia i Dermot byli ze sobą szczęśliwi.Przyglądając się ich szczęściu, Miriam powiedziała sobie, że chyba była przesadnie nieufna i wroga wobec mężczyzny, który zabrał jej córkę.2Dermot jako mąż był zupełnie inny, niż Celia sobie to wyobrażała.Nie miał w sobie ani śladu poprzedniej pyszałkowatości, władczości czy bezczelności.Był młody, nieśmiały, był bardzo zakochany, a Celia była jego pierwszą miłością.W istocie w pewnym sensie przypominał Jima Granta.Lecz podczas gdy nieśmiałość Jima jedynie irytowała Celię, ponieważ nie była w nim zakochana, nieśmiałość Dermota czyniła go jeszcze droższym jej sercu.Trochę, ledwo to sobie uświadamiając, bała się go.Był kimś obcym.Mimo swego zakochania zdawała sobie sprawę, że prawie nic o nim nie wie.Johnnie de Burgh odwoływał się do jej instynktów fizycznych.Jim uwodził ją intelektualnie.Peter był jedną z nitek jej życia.W Dermocie odkryła kogoś, kogo dotychczas nie znała - towarzysza zabaw dziecinnych.W Dermocie było coś z wiecznej chłopięcości - coś, co wyszło naprzeciw dziecku tkwiącemu w Celii.Ich dążenia, ich myśli, ich charaktery znajdowały się na przeciwległych biegunach, lecz każde z nich chciało mieć towarzysza zabaw.I oto go sobie znalazła.Małżeństwo było dla obojga kolejną zabawką.Zaczęli się nią bawić z całym entuzjazmem.3Co się najbardziej pamięta w życiu? Na pewno nie tak zwane ważne sprawy.Nie.To drobiazgi, niewiele znaczące błahostki mają stałe miejsce w naszej pamięci.To z nich nie można się otrząsnąć.Patrząc wstecz, na początki swego małżeństwa, co Celia pamiętała?Kupowanie sukni - pierwszej sukni, jaką sprawił jej Dermot.Przymierzała ją w ciasnej kabinie, a pomagała jej przy tym jakaś starsza kobieta.Potem poproszono Dermota, aby orzekł, czy mu się podoba.Cała sytuacja ogromnie ich bawiła, a Dermot udawał, że nie pierwszy raz uczestniczy w takich zakupach.Nie zamierzali się przyznać (za nic w świecie!), że ich staż małżeński jest bardzo, ale to bardzo krótki.Dermot posunął się nawet do tego, że w pewnym momencie powiedział, odpowiednio nonszalanckim tonem:- Wiesz, ta różowa przypomina mi tamtą, którą kupiłem ci w Monte Cailo dwa lata temu.Ostatecznie zdecydowali się na jasnobłękitną z małym bukiecikiem różyczek na ramieniu.Celia zatrzymała tę suknię.Nigdy jej nie wyrzuciła.4Szukanie domu! Oczywiście musieli mieć umeblowany dom albo mieszkanie.Nie było wiadomo, kiedy Dermot może ponownie dostać rozkaz wyjazdu za granicę.No i ten dom powinien być tak tani, jak to możliwe.Ani Celia, ani Dermot nie mieli pojęcia o tym, że cena zależy od dzielnicy.Śmiało sobie poczynając, wystartowali w samym sercu Mayfair!Następnego dnia odwiedzili South Kensington, Chelsea i Bayswater.Dzień później oglądali mieszkania w West Kensington, Hammersmith, West Hampstead, Battersea i jeszcze dalej.W końcu znaleźli dwa mieszkania.Jedno, z osobnym wejściem, za trzy gwinee tygodniowo.Znajdowało się w kwartale domów czynszowych w West Kensington, było w nim pedantycznie czysto i należało do wzbudzającej lęk starej panny o nazwisku Banks.Panna Banks była osobą nad wyraz praktyczną.- Żadnych nakryć ani bielizny stołowej? To ułatwia sprawę.No i nigdy nie pozwalam pośrednikom sporządzać inwentarza.Jestem pewna, że zgodzicie się ze mną, że to zwykła strata pieniędzy.Wystarczy, jak uzgodnimy wszystko między sobą.Już dawno nikt tak nie przestraszył Celii jak panna Banks.Każde pytanie panny Banks ujawniało jej kompletny brak wiedzy o wynajmowaniu mieszkań.Dermot obiecał dać odpowiedź i wyszli na ulicę.- I co myślisz? - zapytała Celia, ogromnie przejęta.- Jest bardzo czyste.- Dotąd nigdy nie zastanawiała się nad kwestią czystości, lecz dwa dni chodzenia i szukania taniego umeblowanego mieszkania uświadomiły jej, że jest to pewien problem.- Niektóre z nich po prostu cuchną - dodała.- Istotnie.A to jest całkiem przyzwoicie umeblowane i panna Banks zapewnia, że zakupy robi się w sąsiedztwie.Nie jestem pewien, czy ona sama mi się podoba.To herod-baba.- Masz rację.- Czuję, że dałaby się nam nieźle we znaki.- Chodźmy obejrzeć to drugie.W końcu jest tańsze.To drugie było za dwie i pół gwinei tygodniowo [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum