[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Naprawdę wszystko skopałam — jęknęłam, pocierając dłonią twarz.— Liv, potraktowałam go paskudnie.— Chyba będziesz musiała komuś się podlizać.Lubi, jak go liżesz?— Boże! — zawołałam.— Kończę!— Dobrze, dobrze.Słuchaj, Zig.Nie patrz na świat z perspektywy dwunastolatki.Wysłuchaj go.Spró-buj pamiętać, że Will ma penisa, przez co zachowuje się jak kretyn.Ale słodki kretyn.Nawet ty nie możesz zaprzeczyć.— Przestań gadać tak rozsądnie!— To niemożliwe.A teraz przypomnij sobie, ile masz lat, i załatw to.* * *Całą drogę do mieszkania Willa rozbierałam na czynniki pierwsze każde wspomnienie tamtych świąt, starając się pogodzić je z tym, co usłyszałam od Liv.Miałam dwanaście lat, byłam nim zafascynowana — nim i perspektywą jego związku z moją siostrą.Teraz jednak, po usłyszeniu wersji Liv dotyczącej tamtego tygodnia i tego, co działo się później, zastana-wiałam się, ile z tego było prawdą, a ile wyprodukował mój dramatyczny umysł.Liv miała sporo racji.Takie wspomnienia znacznie ułatwiały wepchnięcie Willa do szufladki z napisem „kobieciarz” i niemal uniemożliwiały pozbawienie go tej etykietki.Czy chce więcej? Czy jest do tego zdolny? A ja?Jęknęłam.Czeka mnie sporo przepraszania.Nie odbierał domofonu; nie odpowiedział na moje wiadomości, które przesyłałam, stojąc pod drzwiami.Uciekłam się więc do jedynej rzeczy, jaka przyszła mi do głowy: zaczęłam mu przesyłać świńskie dowcipy.„Jaka jest różnica między penisem a wypłatą?” — napisałam.Zero odpowiedzi.Pisałam dalej.„Taka, że kobieta zawsze chętniej przyjmie twoją kasę niż penisa”.Nic.„Co powiedziała prawa pierś do lewej?” A kiedy odpowiedź nie nadeszła, odpisałam: „Jesteś moją przyjaciółką od serca”.Boże, jakie to żałosne.Spróbowałam jeszcze jednego.„Co następuje po sześć na dziewięć?”Użyłam jego ulubionego numeru z nadzieją, że wreszcie go wywabię z jamy.Niemal upuściłam telefon, kiedy na wyświetlaczu pokazała się wiadomość: „Co?”.„Mycie zębów”.„Cholera, Hanno, niech cię licho.To obleśne.Chodź na górę, zanim pogrążysz nas oboje”.* * *Prawie pobiegłam do windy.Drzwi mieszkania były otwarte, a kiedy weszłam, zobaczyłam, że Will szykuje kolację.Na kuchence stały garnki, a na blacie leżały kolorowe jarzyny.On miał na sobie stary podkoszulek z napisem „Primus”oraz spłowiałe, podarte dżinsy — wyglądał tak, że mogłabym go zaraz zjeść.Nie uniósł wzroku, kiedy weszłam, lecz skupił się na nożu i desce do krojenia.Podeszłam do niego niepewnie i stanęłam za jego plecami.Położyłam brodę na jego ramieniu.— Nie wiem, dlaczego ciągle jeszcze mnie znosisz.Wdychając głęboko, zapamiętywałam jego zapach.Co by się stało, gdybym naprawdę to zepsuła, gdyby miał dość głupiej Ziggy, jej idiotycznych pytań, niezgrabnych spotkań w łóżku i pochopnego wycią-gania wniosków? Sama bym siebie wykopała już dawno temu.On jednak zaskoczył mnie, odkładając nóż i odwracając się twarzą do mnie.Wyglądał żałośnie; w żołądku ścisnęło mnie poczucie winy.— Może i źle zrozumiałaś szczegóły dotyczące Liv — odezwał się — ale to nie oznacza, że nie było innych.Niektórych nawet nie pamiętam — mówił żarliwie, nawet przepraszająco.— Robiłem rzeczy, z których nie jestem dumny.Dopiero teraz to do mnie dociera.— Dlatego tak przerażała mnie myśl, że możesz chcieć więcej — odparłam.— W przeszłości miałeś wiele kobiet, widzę, że nie masz pojęcia, ile serc złamałeś.Może nawet nie potrafisz inaczej.A ja lubię myśleć, że jestem za mądra, żeby dołączyć do takiego towarzystwa.— Wiem — powiedział.— Z pewnością na tym częściowo polega twój urok.Nie chcesz mnie zmie-niać.Chcesz tylko przyjaźni.Przy tobie znacznie więcej myślę o decyzjach, jakie podjąłem, niż kiedykol-wiek przedtem, a to już jakiś postęp — zawahał się.— Przyznaję, że wtedy po łóżku trochę się zagalopo-wałem… Poniosło mnie.— W porządku.— Wspięłam się na palce i pocałowałam go w policzek.— Przyjaźń mi pasuje — powiedział.— Jeszcze bardziej pasuje mi przyjaźń połączona z seksem —odsunął mnie i spojrzał mi w oczy.— Ale chyba na razie dobrze będzie się tu zatrzymać, okej?Próbowałam odczytać coś z jego twarzy, zrozumieć, dlaczego z taką starannością dobierał każde wypowiadane słowo.— Przepraszam za to, co powiedziałam — odparłam.— Spanikowałam i wyrwały mi się nieprzy-jemne słowa.Czuję się jak idiotka.Wsunął palec w szlufkę mojego paska i przyciągnął do siebie.Nie stawiałam oporu; po chwili poczu-łam nacisk jego piersi na mojej.— Oboje jesteśmy idiotami — powiedział i opuścił spojrzenie na moje usta.— A teraz cię zawiada-miam, że cię pocałuję.Kiwnęłam głową i wspięłam się na palce, zbliżając usta do jego warg.To nie był prawdziwy pocału-nek, nie wiem, jak to nazwać.Jego wargi muskały moje, za każdym razem nieco mocniej niż poprzednio.Język lizał mnie miękko, najpierw ledwie dotykał, później wciągnął mnie bliżej, głębiej.Poczułam palce Willa wślizgujące się pod moją koszulę i zatrzymujące w mojej talii.Nagle zalały mnie pomysły na to, co chciałabym mu zrobić, jakiej bliskości z nim potrzebuję.Chcę go smakować, całego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

Archiwum